środa, 11 lipca 2012
listy znad Niemna......: Tajemnice KREKENAVY czyli moje wędrowki po magiczn...
listy znad Niemna......: Tajemnice KREKENAVY czyli moje wędrowki po magiczn...: Laba Diena Kochani... Tyle się dzieje,że nie nadążam z opisywaniem tych wszystkich wrażeń,zdarzeń i przeżyć....dziś kolejna porcja MAGIC...
Tajemnice KREKENAVY czyli moje wędrowki po magicznej Litwie.......
Laba Diena Kochani...
Tyle się dzieje,że nie nadążam z opisywaniem tych wszystkich wrażeń,zdarzeń i przeżyć....dziś kolejna porcja MAGICZNEJ LITWY! :)......
Wczoraj w towarzystwie kilku artystów malarzy z Kowna,miałam przyjemność
uczestniczyć w jednodniowym plenerze akwarelistów w Krekenava .Miejscowość ta
leży mniej więcej 70 km
na północ od Kaunas…
Wikipedia w opisie jest tutaj bardzo oszczędna…
Krakinów (lit. Krekenava) – miasteczko na Litwie położone w okręgu poniewieskim w rejonie poniewieskim, na południowy zachód od Poniewieża, 2003 mieszkańców (2001). Siedziba gminy Krakinów, znajduje się tu także kościół, kaplica, gimnazjum, poczta, muzeum i dyrekcja Parku Regionalnego Krakinów (park krajobrazowy).
Na wschód od miasteczka znajdują się 3 miejscowości znane z powieści "Potop" Henryka Sienkiewicza - oddalone o
Na jednym z katolickich portali znalazłam opis nieco obszerniejszy….
·
to jedyna na Litwie filia bazyliki
większej Najświętszej Maryi Panny w Rzymie;
·
tu od stuleci czczony jest cudowny
obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem;
·
w regionie Auksztoty świątynia znana
jest nie tylko dzięki pięknu swej architektury, ale także ze względu na
tutejsze odpusty Matki Boskiej Zielnej;
·
aż osiem osób pochodzących z
Krakinowa wpisano do księgi męczenników – Martyrologium XX w.
Krakinów rozciąga się na
prawym brzegu rzeki Niewiaży (lt. Nevėžis), w połowie drogi z Poniewieża do
Kiejdan, 27 km
na południowy zachód od Poniewieża. Miasteczko wzmiankowane jest po raz
pierwszy w źródłach historycznych 600 lat temu. Miejscowy kościół, od stuleci
znany dzięki łaskami słynącemu obrazowi Matki Boskiej z Dzieciątkiem i dzięki
odpustowi Matki Boskiej Zielnej, najczęściej nawiedzany jest przez pątników z
regionu Auksztoty. W 2009 r. świątynia ta uzyskała tytuł bazyliki mniejszej i
stała się filią bazyliki większej Najświętszej Maryi w Rzymie.
A to chyba
najciekawszy,archiwalny opis miejscowości:
Krakinów, m-ko pow. poniewieskiego, położone na prawym brzegu rz Niewiaźy, w odległości od powiat, miasta 28 wiorst, na trakcie, prowadzącym do miasteczka Kiejdan i stacji kolejowej tejże nazwy, również 28 w. odległej. Krakinów ma około 1,500 mieszkańców, z których połowę stanowią żydzi. Założony został przez Wielkiego Księcia Litewskiego w 1416 r. Witolda i był w końcu XV w. własnością Wyzygirdowiczów, którzy wraz z Małgorzatą Banderową w 1484 r. wznieśli kościół katolicki. Obecny kościół murowany o dwuch wieżach, wzniesiony został w 1901 r. i stoi na wysokim brzegu Niewiaźy, dominując nad całą okolicą w szerokim promieniu. Kościół ten wystawiony w stylu najuboźszego gotyku, ale w proporcjach i nieźle się przedstawia. W wielkim ołtarzu obraz stary Cudownej Najśw. Panny z Dzieciątkiem Jezus, o wyrazie twarzy i wejrzeniu milszem niż na obrazie w Ostrej Bramie, skąd a kiedy przywieziony bodaj wiadomości uiema, wnosić tylko można, że z dawnej krakowskiej szkoły wyszedł.(…)
Wizerunek Najśw. Panny po mszy bywa zasuwany obrazem Pana Jezusa wśród dzieci, pendzla R. Szwojnickiego. W kościele słynie cudami i łaskami starożytny obraz Matki Boskiej, do którego przybywają pątnicy z dalekich okolic. Obraz ten, wedle podania, został przywieziony przez rycerza Szyllinga i darowany misjonarzowi Albertowi, który opowiadał ewangelję nad brzegami Niewiaźy w pierwszych latach chrześcijaństwa na Litwie. (>>>)
Аўтар: Rouba Napoleon,
Дадана: 22.04.2006,
Крыніца: Wilno 1909 - Gdańsk 1995.
Дадана: 22.04.2006,
Крыніца: Wilno 1909 - Gdańsk 1995.
Na miejscu okazało się, że nawet ten historyczny opis jest stanowczo zbyt ubogi a Krekenava jest naprawdę niezwykłym, malowniczo położonym nad rzeką Neweżis i …pełnym tajemnic miasteczkiem…Po pierwsze nigdzie nie znalazłam informacji o 2 zachowanych ,żydowskich synagogach oraz cmentarzu…po drugie b interesujący jest też chrześcijański cmentarz.. pierwszy raz w życiu widziałam tak niezwykłe i naturalne ogrodzenie i pomniki –wykonane z pięknych okazów kamieni ( najczęściej granit) i kamiennych żaren do mielenia zboża…
Po trzecie w Krekenava przebywał MAIRONIS…
Maironis, właściwie Jonas Mačiulis (1862-1932), litewski pisarz. Od 1909 rektor seminarium duchownego i profesor uniwersytetu w Kownie. Neoromantyk, opisujący piękno Litwy i jej aspiracje do pełnej niepodległości. Uważany za najwybitniejszego poetę tzw. litewskiego odrodzenia narodowego.
Wiersze miłosne i patriotyczne, np. w zbiorach Pavassario balsai (1895), Jaunoji Lietuva (1908). Trylogia dramatyczna o walce Litwinów z Krzyżakami: Kęstučio mirtis (1921). Vytautas pas Kryžiuocius (1930), Vytautas karalius (1930). Poematy, m.in. napisany w języku polskim Znad Biruty (1905). Polskie przekłady w Antologii poezji litewskiej (1939).
Dotarliśmy na miejsce ok. południa. Pogoda dla artystów była wręcz wyśmienita , słońce, porywisty wiatr i sunące po niebie spiętrzone masy chmur…
Najpierw zwiedziliśmy miejscowy kościół, położony na wzgórzu z którego roztacza się piękny widok na całą miejscowość. Kościelny oprowadza nas chętnie i szczegółowo opowiada historię kościoła i parafii, możemy nawet zobaczyć ,,cudowny’’ zabytkowy obraz i jesteśmy zaproszeni serdecznie na jeden z dwóch największych katolickich odpustów -15 sierpnia! Zjadą się wtedy z całego regionu a nawet i z całej Litwy tysiące ludzi aby modlić się i chwalić ,,najświętszą Panienkę’’…Na pewno warto by było kiedyś to zobaczyć! –przyznajemy zgodnie, ale tym razem chcemy obejrzeć jeszcze inne ciekawe miejsca….a także namalować parę akwarelek. .hmm….
Wszędzie wokół zobaczyć można jeszcze stare drewniane domy, pomalowane na słoneczny ,żółty kolor….Mieszkańcy miasteczka są rozmowni i serdeczni. Opowiadają o historii, z dumą pokazują swoje ukwiecone ,wypielęgnowane ogródki i czyste obejścia
Jedziemy też do pobliskiego leśnego, rezerwatu przyrody i z ławeczki Maironisa ,stojącej na wzgórzu porośniętym starymi sosnami , obserwujemy wijący się u naszych stóp strumień. Woda jest czysta i chłodna, las szumi, ptaki śpiewają, ryby pluskają, błękitne ważki siadają na kwitnących ,żółtych grążelach…ach, w takim miejscu i w takiej chwili, każdy chciałby być poetą J…..
Nooo…i jak to namalować!!!!???? -wzdychamy…i to dramatyczno-retoryczne pytanie zabrzmi tego dnia jeszcze kilkukrotnie…
W plenerze oprócz naszej czwórki uczestniczy znacznie więcej osób, ale nie wszyscy tego dnia są obecni.
Zabieramy się więc do twórczej pracy…Jedni wędrują na wzgórze ,aby malować widok miasteczka, inni włóczą się po miejscowych zaułkach z aparatem, jeszcze inni rozkładają farby tuż przed drewnianym domem, w którym mieści się nasza ,, baza plenerowa’’
Powstaje kilkanaście prac, które pewnie zaprezentujemy jesienią na wystawie w Kownie…
Mimo serdecznego zaproszenia, nie możemy zostać dłużej…
Niebo jest niespokojne,
zbiera się na burzę a my w drodze powrotnej chcemy jeszcze zwiedzić kilka
miejsc …Najpierw jedziemy zobaczyć synagogi. Stara, przepiękna ,wybudowana z
czerwonej cegły ,dziś służy mieszkańcom jako szkoła…Do głównego wejścia
,,doklejono’’ jakąś okropną przybudówkę-może szatnię?
Tuż obok druga ,,nowa’’
być może z XIX w…a może starsza???? (Nigdzie nie mogę znaleźć stosownych
informacji…L
)…Na tej starej umieszczono skromną tablicę informującą o mieszczącym się tu
niegdyś Domu Modlitwy Żydów…ale brakuje dat i szczegółów….:(
Mieszkańcy miasteczka zapewniają, że były dwie synagogi i
obie były użytkowane przez Żydów…,,Żyli tu, tak, tak…było ich bardzo dużo…’’.Potem
historia się urywa…Wiadomo…Trudny temat…NAGLE ZNIKŁO PÓŁ MIASTECZKA…,,Tak,
wywieźli ich ,zamordowali-przyznaje jedna z kobiet… w starych żydowskich
domach, mieszkają dziś nowi mieszkańcy, Litwini, katolicy…W ogrodach pielęgnują
kwiaty…W sadach rosną jeszcze stare jabłonie,- ,grusze i śliwy…. ich owoce
jadły kiedyś żydowskie dzieci…..biegały po tym bruku…kąpały się w pobliskiej
rzece…
TO PRZESZŁOŚĆ…..
Jednak,już wiem ,że muszę tam koniecznie wrócić i dowiedzieć się czegoś więcej…Są jeszcze ludzie ,którzy zachowali pamięć o swoich żydowskich sąsiadach…
Jednak,już wiem ,że muszę tam koniecznie wrócić i dowiedzieć się czegoś więcej…Są jeszcze ludzie ,którzy zachowali pamięć o swoich żydowskich sąsiadach…
Pada deszcz…robi się chłodno…Stare cegły synagogi kruszą się
i sypią…spadają na chodnik…Nachylam się i podnoszę….ściskam w dłoni mały okruch
historii…
Odjeżdżamy w milczeniu….
...............
ale przedtem bierzemy udział w cudownym ,zachwycającym kosmicznym spektaklu…Jedziemy
spokojnie piaszczystą drogą wzdłuż rzeki…Pada ulewny deszcz…Po prawej stronie drogi, słońce tuż nad taflą wody
,chyli się ku zachodowi w fioletowo-złocistych chmurach…po lewej stronie stalowe,
granatowe niebo i złociste łany zboża a w dali kwitnące rzepakiem pola…NAGLE
POJAWIA SIĘ OGROMNA, PULSUJĄCA KOLORAMI TĘCZA i jej ogromny łuk lśni jak
wielobarwny most na tle ciemnego nieba…Boże, jak pięknie!!!!! Krzyczę z
zachwytu! Kontrast kolorów jest naprawdę zdumiewający!
Zatrzymujemy się i wybiegamy aby delektować się tą mistyczna
chwilą…Spoglądamy na tęczę! Wszyscy jesteśmy oszołomieni jej pięknem, majestatem, siłą i
intensywnością barw!
Cóż za niezwykły prezent pod koniec dnia! Jedna z piękniejszych
chwil w moim życiu….:)
Po smutku zawsze przychodzi pocieszenie…!.
Na krótko zatrzymujemy się w XIV w! Kedainiai( KIEJDANY)…..
Miasto po raz pierwszy wymieniane w 1372 r. W XVI i XVII w. pod władaniem Radziwiłłów, w latach 1811–1863 własność rodu Hutten-Czapskich. W okresie reformacji do XX wieku ośrodek kalwinizmu.
20 października 1655 r. podpisano układ, który zawarli Radziwiłłowie (hetman litewski Janusz Radziwiłł i jego kuzyn koniuszy litewski Bogusław) z królem szwedzkim Karolem X Gustawem. Ów układ oddawał pod protekcję Szwecji całą Litwę i wraz z układem w Ujściu (wojewoda poznański Krzysztof Opaliński i wojewoda kaliski Andrzej Grudziński) przewidywał oddanie Rzeczypospolitej Szwecji. Plany te udaremniła skuteczna obrona Częstochowy przed Szwedami oraz powszechny "zryw" szlachty polskiej i chłopstwa przeciw skandynawskiemu najeźdźcy.
29 kwietnia 1831 w czasie powstania listopadowego miała miejsce bitwa pod Kiejdanami.
W mieście znajduje się muzeum regionalne. ( Wikipedia)
Stare miasto jest zachwycające!…w promieniach zachodzącego
słońca uliczki wydają się odrealnioną, senną zjawą…Zwiedzamy żydowską
dzielnicę, stary rynek i ulicą wzdłuż rzeki ,przez most, wyjeżdżamy z
miasta…Trudno w to uwierzyć, ale cały czas towarzyszy nam tęcza i rozciągnięty
nad nami złoto, purpurowy płaszcz ,utkany z chmur…Dawno nie widziałam czegoś
tak niezwykle pięknego!!! Fotografia nie oddaje w pełni tego co mogliśmy
zobaczyć….MYŚLĘ Z WDZIECZNOŚCIĄ O ARTYŚCIE, KTÓRY TO WSZYSTKO TAK CUDOWNIE
STWORZYŁ I NADAL CZYNI TAK WIELKIE I PIĘKNE RZECZY!!!!:)
poniedziałek, 2 lipca 2012
listy znad Niemna......: ZNAD JEZIORA GENEWSKIEGO NAD NIEMEN....czyli GÓRY....
listy znad Niemna......: ZNAD JEZIORA GENEWSKIEGO NAD NIEMEN....czyli GÓRY....: LABA DIENA KOCHANI! Wczorajszy dzień.....magiczna chwila…niczym wspomnienie dzieciństwa…..jem ogórki z miodem, domowy twaróg i m...
ZNAD JEZIORA GENEWSKIEGO NAD NIEMEN....czyli GÓRY....WĘDRUJĄ A PIĘKNO POZOSTAJE! :)...
LABA DIENA KOCHANI!
Wczorajszy dzień.....magiczna chwila…niczym wspomnienie dzieciństwa…..jem ogórki
z miodem, domowy twaróg i masło…
Potem wychodzę do
sadu gdzie mozolnie dojrzewają jabłka i gruszki….rwę czerwone wiśnie i
porzeczki…przełykam zachłannie....
Tuż obok rosną też
wysokie stare lipy ,nachylam ostrożnie ich kruche gałęzie i zrywam kwiaty
ociekające nektarem szumiące wiatrem i pszczelim bzyczeniem…..
Powietrze duszne i lepkie a chmury brzemienne deszczem….Lipcowe
popołudnie…
To nie sen….to dzieje się naprawdę… tu i teraz na Litwie…
Szwajcaria ,która jeszcze kilka dni temu była w zasięgu
ręki, dziś już znowu odległa i niedostępna….
Wraz z grupą Przyjaciół-Malarzy byłam na tygodniowym
plenerze w Leysin nad j.genewskim ( Leman See)
Hasło :plener w górach -uruchamia we mnie same pozytywne
uczucia!
Kocham góry i podziwiam ich potęgę. Zachwycam się bez końca ich formą
i kolorami. Bardzo lubię je malować! Jechałam więc z radością ,choć perspektywa
dwudniowej podróży wydawała się dosyć męcząca. Czułam, że piękno przyrody
wynagrodzi nam wszystkie niedogodności podróży. Nie rozczarowałam się!
To był bardzo intensywny ,pracowity i nad wyraz udany
plener. Pięknie położone miejsce, doskonała atmosfera w grupie, świetne
porozumienie i wspaniałe warunki do pracy i wypoczynku-zaobfitowały dużą
ilością szkiców i obrazów. Jedyny niedosyt jaki odczuwaliśmy to właśnie
ograniczona ilość czasu. Chcieliśmy prócz malowania co nieco zobaczyć i
zwiedzić a trzeba było nieustannie spoglądać na zegarek. Jednak udało nam się
znaleźć kompromis i oprócz pracy twórczej wzięliśmy udział w degustacji wina w
miejscowej winnicy…wina tam produkowane mają certyfikat najwyższej ,światowej jakości i są nagradzane medalami....mmmm…no,no!!!..,opychaliśmy się gorącym fondue (
znakomite, również z dodatkiem białego wina!) a także –A JAKŻE!-wyruszyliśmy na
prawdziwą wyprawę w góry.
Jak przystało na ,, ludzi z bagien’’ sapaliśmy i jęczeliśmy straszliwie
ale uparcie wspinaliśmy się na szczyt jak górskie kozice. Warto było!!!! Po
stokroć warto! Widok, który ukazał się naszym oczom był tak cudowny, że we wspomnieniach i snach, latami będzie
radować nasze serca! Ukwiecone, aromatyczne alpejskie łąki, stalowo- błękitno-fioletowe skały , srebrzysty lodowiec…ech….aż trudno to
wszystko namalować a co dopiero opisać!
Zabawa w śnieżki o tej porze roku, to też nie byle jaka
rozrywka. :)
Po powrocie wypoczywaliśmy na ,,naszym’’ ogromnym, wygodnym
tarasie z którego roztaczał się również cudowny widok a przy dobrej pogodzie
można było nawet zobaczyć szczyt Mont Blanc. Każdego dnia obserwowaliśmy
mistyczny spektakl rozgrywający się tuż
przed naszymi oczami…. taniec chmur i mgieł unoszących się znad powierzchni
jeziora i sunących majestatycznie w kierunku niedostępnych ,ośnieżonych
szczytów.
Ponieważ ja od lat właściwie głównie portretuję…. chmury to
nic dziwnego, że w końcu one same postanowiły mnie poznać bliżej.
Chwilami chmury przepływały więc nieopodal tarasu i dosłownie
ocierały się o nasze stopy wilgotną,
puszystą rosą….CAŁOWALISCIE SIĘ KIEDYS Z CHMURĄ??? hmmmm…..ZACHĘCAM!
To niezwykłe doznanie!
Za każdym razem wysuwałam język aby spróbować jak
smakuje taka puszysta, tajemnicza zjawa
i moim zdaniem bardzo przypomina cukrową watę w wersji…. dietetycznej! J
Tak więc wszyscy gapiliśmy się namiętnie na góry i chmury a
potem malowaliśmy, malowaliśmy i jeszcze raz malowaliśmy…w wolnych chwilach
gotowaliśmy coś szybkiego i smacznego…zjadaliśmy …i znów gapiliśmy się w kompletnej
ciszy lub wzdychaliśmy w zachwycie…ach…ojej…no zobaczcie….tam….tu….jakie
światło…mmmm…jakie cudo…och…jak to namalować…no jak?????.......
No nie da się tego namalować, uwierzcie mi…nie da się…nawet
sfotografować i sfilmować nie sposób, tak jakby się chciało…Bo oprócz obrazu
jest jeszcze powietrze, ruch i dźwięk…
Trzeba to przeżyć, dotknąć, posłuchać, przeżyć ten dziecięcy
zachwyt samemu i w kompletnej ciszy przypomnieć sobie na nowo PO CO TU
JESTEŚMY, ŻYJEMY, ODDYCHAMY…i jak to CUDOWNIE, ŻE JESTEŚMY CZĘŚCIĄ TEGO
ZNIEWALAJĄCEGO PIĘKNA…J…..
Wczoraj byłam znowu na kwitnącej Żmudzi…zrywałam lipowe kwiaty ,wąchałam zioła
i podpatrywałam pracowite pszczoły….
Rozmawiałam też z żab-em ,który nie dał się
namówić nawet na najmniejszy pocałunek, bo woli mieszkać na zielonej łące niż zamienić się w księcia i wysłuchiwać babskich narzekań…..
Spacerowałam wzdłuż łanów dojrzewającego zboża
powalonych przez potężne ulewy…przyglądałam się zmęczonym kłosom, połamanym
łodygom…Ile z nich wyprostuje się znowu
?....Niektóre zrozpaczone i milczące, pochylają
głowy do ziemi…inne z ogromnym wysiłkiem ,ale podnoszą się znowu i
spoglądają ku słońcu….Ich święty wysiłek przemieni się w chleb…
Co prawda gór, ani na Żmudzi ani na całej Litwie nie znajdę ,bo wyprowadziły się do Szwajcarii,
ale PIĘKNO POZOSTAŁO! J
środa, 13 czerwca 2012
A jak AKCIJA czyli AKCJA bo ZAWSZE JEST NADZIEJA......
Laba Diena,
Każdego pięknego poranka,(jeśli tylko otworzę wiadomości na
facebooku ) -od miłośników a zwłaszcza miłośniczek psów otrzymuję dramatyczne
wezwania do udziału w różnego rodzaju akcjach typu: ,,Zorka, sunieczka o
niespotykanej urodzie, popada w depresję. NIKT JEJ NIE CHCE!’’
Z niechęcią spoglądam
na swoje odbicie w lustrze…jestem bez serca????…przecież ja także nie chcę
Zorki…nie przygarnę jej a nawet nie podrapię za uchem.. mieszkam za daleko…za
często podróżuję…nie mam warunków aby
stać się opiekunką czworonoga…czuję się jednak winna depresji pięknej Zorki ….i ze wstydem przyznaję, że nie cieszą
mnie kolejne wezwania do przyjęcia ,,zaproszenia’’ .
Czy weźmiesz udział w
akcji?- pyta autorka apelu…Co mam napisać??? Mówiłam już ,że ,,sunieczki’’
choćby nawet była najcudowniejszą sunieczką w całej galaktyce-przygarnąć nie
mogę…
,,Zorka
maleńka sunia, tak bardzo pragnie kontaktu z człowiekiem, jest w depresji. Na
widok człowieka ożywia się, ale gdy zostaje znowu sama popada nadal w depresję.
Wokół niej same duże suki, nie pozwólmy, aby wydarzyła się tragedia. ‘’
ODRZUCIĆ więc zaproszenie??? To tak samo jakbym stwierdziła
,że jej los jest dla mnie obojętny-a przecież nie jest!
NIE JEST, ZAPEWNIAM!!!!
Niechby ją wreszcie
ktoś przygarnął, biedną ,maleńką ,wystraszoną suczkę!!!!
Patrzę na fotografię Zorki…porównuję…hmm .jęśli chodzi o
,,fryzurę’’ to przyznać muszę iż dostrzegam nawet pewne podobieństwo
…Zdumiewające! Przy okazji odkrywam więc, że ja również dysponuję niespotykaną
urodą-no tak, oczywiście- TAK SAMO JAK KAŻDY Z NAS! :)…..
Zorka patrzy przyjaźnie i naiwnie…Pewnie przy bliższym
poznaniu okaże się miła i figlarna….:)
To jednak nie zmienia mojej decyzji. ,,Zaproszenie’’ ze
smutkiem ODRZUCAM…
Piję poranną kawę i zastanawiam się nad postawą
organizatorów tego typu akcji….
Ile energii i zaangażowania wkładają w ratowanie psów…Ile
czasu na to poświęcają…
Jedna z pań pisze nawet na forum:
,,Zorka
trzymaj się, na pewno znajdzie się serduszko które pokocha Cię całym sercem i
da stały dom! Życzę Ci tego z całego serca!’’
Niech mi wybaczą miłosnicy zwierząt,ale znam
tak wiele tragicznych historii dotyczących ludzkich losów, że sytuacja
niechcianej suczki wzrusza mnie, lecz
nie do tego stopnia by adresować do niej czułe listy.
Po
dłuższym namyśle stwierdziłam, że przecież można tylko pozazdrościć Zorce i pogratulować
jej tylu oddanych sympatyków.!
Kto
z nas otoczony jest taką uwagą i serdecznością zupełnie obcych ludzi????
Rozmawiam
o tym wszystkim z kolegą i nagle zauważamy jednocześnie: pomyśl tylko jaka
byłaby reakcja internautów ,gdyby w podobny sposób ,,zareklamować’’ samotnych,
niekochanych ludzi?
Niby
dlaczego nie?
W
dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe i niewiele już rzeczy może nas
zaskoczyć…
Wyobrażamy
sobie natychmiast tego rodzaju akcje i treści ogłoszeń…np.:
,,
Staruszek o niespotykanie łagodnym
usposobieniu popada w depresję, NIKT GO NIE CHCE!’’
Czy
odezwali by się jacyś chętni? Przy całym moim optymizmie, obawiam się, że
jednak o wiele łatwiej znaleźć dom dla
psa lub kota. L Pracowałam jako
wolontariusz w domu opieki, potem uczyłam i prowadziłam zajęcia z arteterapii i
często przebywałam ze starymi, samotnymi ludźmi….Wielu z nich wcale nie
wymagało stałej opieki i mogłoby mieszkać we własnym domu….
Starzy
ludzie są jednak ,,kłopotliwi’’, wymagają większej uwagi, wysiłku, pracy no
i…mówią!
Moja
Mama ,cudowna kobieta, która z powodu podeszłego wieku i wielu dolegliwości
wpada czasem również w depresyjne stany, rozkwita za każdym razem gdy ma
gości-bo może się wtedy wygadać, wyżalić, ,,wywspominać’’….
Nie
wymaga wiele, jest zupełnie samodzielna,ale pragnie by od czasu do czasu ktoś
poświęcił jej czas i uwagę.
Czyż
z nami nie jest podobnie?
Jeszcze
młodzi, silni i zdrowi, ale jak nam czasem przykro gdy bliskie nam osoby nie
mają dla nas czasu, słuchają nieuważnie lub ignorują nasz zły nastrój….
Jak
miło natomiast gdy otrzymamy dawno oczekiwany list, serdecznego smsa lub choćby
krótkiego maila z pozdrowieniami…
Pies
i kot nie mają tak wielu wymagań , prawda? choć i one spragnione są ludzkiej
dobroci i czułości….
…………
Pies
merda ogonem na widok właściciela nawet jeśli jest nim wulgarny, brudny ,
zaśliniony, bełkoczący pijaczyna-obserwuję
taki przyjacielski duet z mojego okna i nadziwić się nie mogę
serdeczności i cierpliwości pieska. Mały kundel rzuca się z zębami na każdego kto może zagrozić jego panu.
Z
kotami to już inna sprawa i nie dziwi mnie dlaczego nie mają już tak wielu
sympatyków jak pieski!
Kot
to zwierzę dumne i niezależne, nie da się go przekupić byle ochłapem czy
pieszczotliwym zawołaniem. Da się pogłaskać ,tylko wtedy gdy sam ma na to
ochotę ,i słusznie. Nieprawdą jest jakoby koty były fałszywe-wręcz
przeciwnie-są szczere i bezpośrednie, ale domagają się respektowania ich woli.
Żeby
wszystko było jasne –bardzo lubię i psy i koty-pisałam już o tym w poprzednich
listach,….proszę więc nie posądzać mnie o stronniczość.
Proszę
tez nie posądzać mnie o obojętność, ale nie przyjmę żadnego zaproszenia do
akcji typu :PRZYGARNIJ PIESKA LUB KOTKA!
Nie
chcę też oglądać strasznych fotografii pobitych, maltretowanych zwierząt-a
takie od jakiegoś czasu również dostaję prawie codziennie…NIE WYSYŁAJCIE MI ICH
,BŁAGAM!!!!!
Tego
rodzaju obrazy pozostają na długo w mej
pamięci i mogą sprawić ,że zacznę nienawidzić ludzi, a tego również nie chcę!
Do nikogo nie chcę żywić nienawiści i nie chcę
stracić wiary w to, że ,,LUDZI DOBREJ WOLI
JEST WIĘCEJ…..!”
Wierzę
także, że nawet źli ludzie się zmieniają, a ich życie także nie jest mi
obojętne.
Poznałam
kiedyś byłego więźnia ,który z ogromną cierpliwością, czułością i serdecznością
opiekował się niepełnosprawnymi.
Pytany
o swoją motywację odpowiedział-kiedyś byłem naprawdę złym człowiekiem,
oszukałem wielu ludzi, okradałem i biłem, ale mimo to moja matka nie
przestawała mnie kochać i wierzyła, że się zmienię…po jej śmierci zrozumiałem
jak wielką krzywdę wyrządziłem jej, innym ludziom i …samemu sobie.! Dziś
próbuję naprawić zło ,które wyrządziłem…..
O
czymkolwiek myślimy, cokolwiek robimy lub
zamierzamy, to i tak w pewnym sensie ZAWSZE UCZESTNICZYMY W AKCJI typu:
NASZE
ŻYCIE O NIESPOTYKANEJ URODZIE, WARTE
JEST OCALENIA ….WARTE JEST TAKŻE BY SIĘ
NIM CIESZYĆ I STALE MIEĆ NADZIEJĘ……!
Przyłączysz
się??????? :)
listy znad Niemna......: A jak AKCIJA czyli AKCJA bo ZAWSZE JEST NADZIEJA.....
listy znad Niemna......: A jak AKCIJA czyli AKCJA bo ZAWSZE JEST NADZIEJA.....: Laba Diena, Każdego pięknego poranka,(jeśli tylko otworzę wiadomości na facebooku ) -od miłośników a zwłaszcza miłośniczek psów otrzy...
poniedziałek, 11 czerwca 2012
listy znad Niemna......: ,,W DRODZE DO GETTA'' czyli wspomnienia z Białorus...
listy znad Niemna......: ,,W DRODZE DO GETTA'' czyli wspomnienia z Białorus...: Laba Diena Kochani, Dziś kolejna porcja wspomnień i refleksji znad Niemna na Białorusi….. Przebywałam tam zaledwie 2 tygodnie ,...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


