Laba Diena Kochani,
Dziś kolejna porcja wspomnień i refleksji znad Niemna na
Białorusi…..
Przebywałam tam zaledwie 2 tygodnie ,a przeżyłam bardzo
wiele….ludzie ,których spotkałam, historie ,których tam wysłuchałam…pozostały
głęboko w moim sercu….
Tym razem wątek żydowsko-chrześcijański…..
Idąc przez wieś pozdrawiam nieznajomą kobietę pracującą w
ogrodzie i pytam po rosyjsku czy mogę
sfotografować jej dom? Tak! Oczywiście! A wy skąd- pyta-z Polski?...z
Polski????, no proszę, jak miło….a to ja po polsku też umiem….Mieszkam tutaj od
urodzenia…nie, nie czuję się Białorusinką…Polką? Może i Polką, ale raczej
TUTEJSZĄ…Tu wszyscy prawie polski rozumieją!
Uśmiecha się życzliwie i opowiada o swoim życiu :…,,…Mam proszę
pani w Polsce rodzinę ….bliższą i dalszą…kiedyś to przyjeżdżali a i ja
jeździłam…ale teraz to wizy drogie i zaproszenie trzeba…a i oni wszyscy
stare…już chyba nie przyjadą…córki mam dwie…jedna tutaj mieszka w mieście,
druga za granicę wyjechała i pewnie nie wróci…tak, szczęśliwa, szczęśliwa!
Dobrze jej się żyje , pracuje, ma narzeczonego….czegóż chcieć więcej???? jak
jej tam dobrze, to niech siedzi…
A pani chciałaby wyjechać,?- pytam ostrożnie….
-A GDZIE JA BYM TAM WYJEŻDZAŁA I PO CO? Młodzi to co innego…a
mnie tutaj też dobrze…córka to mnie namawiała aby do miasta wyjechać, ale jak
ja dom bym sprzedała? Rodzinny dom! ????No jak tak można!!!!????
Tu się dobrze żyje, ogródek mam…sklep przyjeżdża dwa razy w
tygodniu…do kaplicy blisko, to nawet do miasta jechać nie trzeba …wieś
spokojna….i ludzie dobre…ot i niczego nie brakuje….
*******************************************************
W każdą niedzielę w tutejszej kaplicy odremontowanej przez
naszych gospodarzy odbywają się msze święte. Młody miejscowy ksiądz rozmawia
chętnie i chwali właścicieli folwarku: Oj, naprawdę!!!! Cudowne ludzie, dobre,
kaplicę odremontowali i ludziom oddali …my tu teraz możemy się modlić i Boga
chwalić. W Robczycach to w starym sklepie się spotykamy a tu tak pięknie i
miło…a tam to kościół na pewno będziemy budować bo tam ludzi dużo i sklep za
ciasny…po mszy w Karolinie do Robczyc zaraz jade i tam tez odprawiam…tak, jasne
,że ludzie przychodzą i modlą się…dobrzy ludzie tutaj żyją, spokojni….
Proszę księdza, słyszałam, że jest tam u was cerkiew
prawosławna ,to może moglibyście się dogadać z prawosławnymi i w cerkwi swoje
msze odprawiać?- pytam naiwnie.
No skąd???? Śmieje się ksiądz-oni by nas nigdy nie
wpuścili-im nie wolno nawet przy jednym stole z nami jadać a co dopiero w tym
samym budynku się modlić….nie, nie, to niemożliwe…dlatego kościół zbudować
musimy….katolików jest więcej niż prawosławnych ,to oni nas nie lubią i boją
się….prawosławni to ruscy a my.. tutejsi i…Polacy !....no tak!...
a …wy?.... artyści
tak? no to piękne obrazy Panu Bogu namalujcie-życzy młody ksiądz na pożegnanie odchodząc z parafianami.
*******************************************************
Ojciec Józef Makarczyk –franciszkanin-to nietuzinkowy
człowiek i naprawdę wyjątkowy ksiądz….
Po pierwsze : pogodny i uśmiechnięty, skromny i życzliwy!
Po drugie: cudownie….
nieobliczalny ,czyli z artystyczną ,kolorową duszą!
Po trzecie: świetnie opowiada dowcipy i zna ich bardzo
dużo…i co najważiejsze:potrafi też żatować z samego siebie....
Po czwarte : mimo ,iż jest znanym i ponoć skutecznym egzorcystą to nie wypatruje w
każdym człowieku diabła lecz szuka tego co dobre i piękne…
Po piąte: mimo teologicznego wykształcenia i
powołania-pozostał normalnym, naturalnym sympatycznym i naprawdę miłym
człowiekiem co jednak wcale takie oczywiste nie jest!
Przyjeżdża do Karolina na uroczyste otwarcie pleneru, a
potem zaprasza do odwiedzin w parafii. Wita nas serdecznie i prowadzi do swego
biura. Rozmawiamy o historii parafii, o wielkich poprzednikach księdza.. m.inn
o franciszkańskim księdzu: o.Mechiorze Fordonie…
o. Melchior Józef Fordon.
Urodził się w Grodnie w
rodzinie szlacheckiej, po ukończeniu gimnazjum wstąpił do seminarium duchownego
w Wilnie. W 1887 r. przyjął święcenia kapłańskie. Ponieważ w tym czasie Kościół
wileński odczuwał brak księży, zaraz po święceniach został proboszczem w
Strubnicy k. Grodna, a następnie w kilku innych parafiach rozległej diecezji
wileńskiej. Najdłużej, dziesięć lat (1893-1903) był proboszczem w Dąbrowie
Białostockiej gdzie wybudował kościół.
Księdzem diecezjalnym był przez
23 lata. W tym czasie zasłynął jako apostoł trzeźwości, a także założyciel
Służek Maryi, bractwa zajmującego się katechizacją dzieci w wioskach oddalonych
od kościoła oraz opieką nad chorymi i ubogimi. Szczególną wagę przywiązywał do
sakramentu pokuty. Wspierał biednych bez względu na ich wyznanie.
Podczas I wojny światowej miało miejsce w życiu o. Melchiora
niezwykłe wydarzenie. 4 września 1915 r. żołnierze niemieccy oskarżyli
trzynastu strażaków o szpiegostwo na rzecz Rosjan. Wśród nich byli katolicy,
prawosławni i Żydzi. Mieli zostać rozstrzelani. Wtedy o. Melchior zaproponował
niemieckiemu oficerowi, aby zamiast nich, rozstrzelał jego. Niemiec - po
rozmowie z generałem - darował zakładnikom życie, a o. Melchior został na
zawsze w pamięci mieszkańców Grodna.
W 1919 r. o. Melchior został
przełożonym franciszkanów w Grodnie. Ściśle współpracował z o. Maksymilianem
Marią Kolbem, który w 1922 r. przeniósł z Krakowa do Grodna redakcję
"Rycerza Niepokalanej". Ojciec Fordon był spowiednikiem przyszłego
świętego męczennika. Ostatnie lata życia chorował na gruźlicę i astmę.
Słuchamy opowieści i anegdot z życia Józefa Fordona.
Pamiętam taką piękną historię-opowiada o.Józef –kiedyś o. Fordon
szedł uliczką i zobaczył starego Żyda, który dźwigał bardzo ciężki worek z
mąką.. on mu ten worek pomógł zanieść do domu i jeszcze swoje buty oddał w
prezencie…!
Ponoć w
pogrzebie zmarłego 27 lutego 1927 r. w opinii świętości franciszkanina
uczestniczyli nie tylko katolicy, ale także prawosławni i wierni wyznania
mojżeszowego.
Był kochany i szanowany przez
wszystkich!
Rozmawiamy jeszcze chwilę o zacnym
o.Fordonie, patrzymy na stare parafialne księgi,fotografie i zapiski.
Potem ksiądz pokazuje nam jeden z
egzemplarzy ,,Rycerza Niepokalanej’’, w którym zamieszczono artykuł oskarżający
Żydów o mord rytualny na chrześcijańskich dzieciach. Sensacyjne zeznania w tej
sprawie składał ponoć jakiś żydowski rabin!!!!
Jestem wstrząśnięta. Jak pogodzić
,,świętość’’ o. Fordona z propagowaniem tego typu niebezpiecznych bredni.
Przecież właśnie z powodu takich kłamliwych paszkwili, szerzył się antysemityzm
i nienawiść wobec Żydów…..Dochodziło do licznych rzezi i pogromów….
Pytam o. J o jego osobistą
refleksję po przeczytaniu tego archiwalnego artykułu…Ksiądz jest
zafrasowany…,,widzicie- mówi-taki artykuł jest jak trucizna…wierzysz nie
wierzysz, ale ziarno zła zostaje zasiane…nawet ja po przeczytaniu tego
wszystkiego zacząłem się nad tym zastanawiać i zadawać sobie niewygodne pytania’’
-czy nawet ksiądz mógłby uwierzyć w
takie straszne, kłamliwe historie????
-ponoć te zeznania składał żydowski
rabin i to pod przysięgą!…zastanawia się ksiądz
-a może zmuszono go do tego…o ile w
ogóle istniał…a może tę postać wymyślono aby uwiarygodnić antysemicką
nagonkę????- czy nie pomyślał ksiądz o tym?- pytam przerażona- Przecież ksiądz
wie, że to wszystko kłamstwo….i że to kłamstwo przyczyniło się do śmierci
tysięcy Żydów!!!!
Siedzimy przez chwilę w milczeniu
zastanawiając się nad postawą kościoła wobec Żydów w przeszłości ,przed wojną i
w czasie zagłady …Wnioski są smutne i gorzkie.
Jednak byli też tacy, którzy
ratowali Żydów narażając swoje życie –dodaje o.Józef.
Ponoć ojciec Kolbe także pisał
kiedyś antysemickie artykuły ale potem zrozumiał, że popełnia grzech…-czy to
prawda? –pytam…
Tak, to prawda antysemityzm jest
grzechem potwierdza o.J….ale myślę, że potem wiele się zmieniło w jego sercu i
już tam w obozie Kolbe umarłby także za Żyda-dodaje z przekonaniem.
Żegnamy się z księdzem, z nadzieją
na kolejne spotkanie.
Na pamiątkę naszego spotkania
otrzymuję niezwykły prezent: książkę: ,,Notatnik z Grodzieńskiego Getta’’-przygotowany
do druku przez o.Józefa….
Poniżej cytuję artykuł, który
ukazał się na ten temat w serwisie
internetowym POLACY.BY -Polacy na Białorusi
„Notatnik z Grodzieńskiego Getta”
piątek, 04 listopada 2011 12:29 Ks.
prof. Józef MAKARCZYK
Grodno jest jednym z najpiękniejszych
miast Białorusi. Jest także miastem wielonarodowym. Mieszkają tu Białorusini,
Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne narodowości.
Właśnie rodziny żydowskie najbardziej ucierpiały podczas okupacji Grodna przez
hitlerowców w czasie II wojny światowej. O ich tragicznych losach opowiada
wydana w tym roku książka autorstwa ks. Józefa Makarczyka pt. „Notatnik z
Grodzieńskiego Getta”, której prezentacja odbyła się 10 października br. w
Grodzieńskim Muzeum Historii Religii. Materiał podany w książce w czterech
językach: białoruskim, polskim, rosyjskim i angielskim. Na prezentacji byli
obecni przedstawiciele władz miejskich i obwodowych, naukowcy, historycy, osoby
duchowne, miłośnicy historii oraz zaproszone rodziny żydowskie.
„Ci ludzie-to są najbardziej kosztowne perły naszego miasta” - tymi słowami
rozpoczął prezentacje książki ks. Józef Makarczyk. A tymi perłami są Grzegorz
Hossida, który nie jeden rok przebywał w grodzieńskim getcie oraz Zachariasz
Tarasiewicz, który będąc dzieckiem trafił do niemieckiego obozu
koncentracyjnego.
Grzegorz Hossida urodził się i mieszkał w Grodnie. Był świadkiem wydarzeń,
które miały miejsce w czerwcu 1941r., kiedy hitlerowcy zajęli miasto i
pierwszym z tych, kto odczuł okrucieństwo i nieludzki stosunek wobec rodzin
żydowskich. Grzegorz Hossida opowiedział o tych wydarzeniach na prezentacji:
„Tego nigdy nie zapomnę. Pracowałem na kolei i musiałem nosić ciężkie
opakowania z żelazem. Należało je nie tylko nosić, ale z nimi biegać. Skóra na
rękach pękała, rozumiecie! A hitlerowcy nas bili i śmiali się z nas. …
Zabroniono Żydom poruszać się po chodnikach. Mogliśmy chodzić pojedynczo tylko
i wyłącznie po lewej stronie jezdni. Jeżeli ktoś nie podporządkowywał się
zakazowi, czekała go śmierć”.
„Notatnik” jest swoistym odbiciem tragedii i bólu bezwinnie więzionych i
zamordowanych ludzi. Jest historią Grodna. Zmusza do refleksji, do
zastanowienia się nad własnym sensem życia i losem innych ludzi, nad ich bólem
i cierpieniem.
Ponieważ Bóg dał tym ludziom szansę na życie, to znaczy, że Bóg żyje w nich.
Musimy być dumni, że są wśród nas. Są naszą historią i historią swego narodu.
Jolanta DANIJAROWA
Fragmenty
Znalazcą pamiętnika w ruinach getta w Grodnie był jeden z ojców franciszkanów.
Prezentowany tutaj „Notatnik” przypadkowo znalazł O. Tytus Strzelewicz, gdy
chodził po ruinach getta w Grodnie. Z gruzów wciągnął także dwie płyty z
nagraniami żydowskich tekstów religijnych, które śpiewali sławni kantorzy
żydowscy.
Znaleziony „Notatnik” miał wymiary 10,3 x 6,5 cm, był oprawiony w
płótno introligatorskie. Do niego dołączono czarny ołówek o długości 5 cm. Na notesie był
wyciśnięty napis w języku rosyjskim: Записная. Zeszyt zawierał 46 kartek, z
zapisanymi 28 stronami. Notatki były pisane na jednej stronie kartki.
Autorem „Notatnika” jest jeden z pośród 29000 Żydów, uwięzionych w getcie w
Grodnie, który wraz z pięcioma rodakami ukrył się na poddaszu jednego z domów.
Był świadkiem śmierci swej córki, której nie pogrzebał z powodu niemożności
wykopania grobu. Tęsknił za żoną Felonią i synem Henrykiem. W nieludzkim
cierpieniu ożywiała go nadzieja, że żona wraz z synem gdzieś żyją, a Pan Bóg
pozwoli mu ich spotkać. Był osobą wykształconą, przypuszczalnie w wieku około
czterdziestu lat. W okresie 20.02. - 08.04.1943r. ukrywał się w ciasnej
kryjówce na strychu domu. W tym czasie prowadził zapiski w „Notatniku”.
Ludzie, ukrywający się z autorem pamiętnika, przez osiem tygodni dzień i noc
przebywali w schronie, w którym formalnie nie było miejsca do siedzenia nawet w
stanie skurczonym. Moralne męczarnie powiększały — zimno, śnieg, deszcze,
wiatr. Nieustannie odczuwali grozę śmierci. Widzieli oprawców wywożących różne
przedmioty i rzeczy, którzy nieraz pukali do ich mieszkań. Podczas lektury tych
skromnych kartek, zapisanych skrótami, stylem telegraficznym, ogarnia nas
przerażenie, że podobne piekło można przeżyć na ziemi.
Jaki był los Autora? Czy wyszedł z getta? Czy obecnie żyje? Niestety, nie można
nic konkretnego powiedzieć. Grzegorz Hossida, były więzień getta
grodzieńskiego, który sam uciekł z transportu do Treblinki, twierdzi, że trudno
było by im przeżyć. Jednak wszystko, co dla ludzi jest niemożliwe, dla Pana
Boga staje się możliwym. Niewykluczony jest pozytywny koniec tego dramatycznego
wydarzenia - uratowanie się przynajmniej kogoś ze wspomnianej szóstki osób.
Czytając pamiętnik wyczuwa się, że wszyscy są zdecydowani na opuszczenie
schronu i podjęcie próby przedostania się do lasu. Z tego powodu szykują się do
wyjścia. Autor przebrał się, ogolił i był gotów do wymarszu. Mogła jednakże
zaistnieć inna ewentualność. Niemcy i strażnicy doszli do ich schronu,
wszystkich odkryli i wywieźli do obozów koncentracyjnych lub rozstrzelali.
Z treści zachowanego „Notatnika” należałoby wnioskować, że Autor, gdy był
zmuszony opuścić swój schron — porzucił zapiski. Nie przeczuwał, że ktoś je
przypadkowo znajdzie i pozostaną autentycznym świadectwem tragedii nie tylko
wspominanych towarzyszy niedoli, których zachowania fragmentarycznie opisuje,
lecz stanie się dokumentem cierpień i zagłady 29000 Żydów z Grodna.
Przypomnijmy kilka wiadomości, które wprowadzają w tematykę czasu okupacji
niemieckiej i pewnych zasad funkcjonowania ludności zamkniętej w getcie.
Wszyscy Żydzi musieli nosić żółtą gwiazdę przyszytą do ubrania na piersiach i
plecach. Ponadto mogli chodzić tylko środkiem ulicy, ponieważ istniał zakaz
chodzenia po chodniku. Nie wolno im było poruszać się w grupie, tylko
pojedynczo. Jeśli z konieczności szło parę osób, musieli iść gęsiego. Przy
spotkaniu się z Niemcem mieli obowiązek zdejmowania nakrycia głowy. Za
uchylanie się od tych przepisów groziła kara śmierci. Mieszkańcy getta
przygotowywali się na trudne czasy, zaczęli przygotowywać kryjówki do
przechowywania żywności i mienia.
Od listopada 1941r. w Grodnie funkcjonowały dwa getta – nr I znajdowało się w
starej dzielnicy żydowskiej koło zamku i nr II w okolicy ul. Jerozolimskiej,
obecnej ul. Antonowa, tzw. Rynku Skidelskiego. Getto nr I mieściło się na
przestrzeni ok. 0,5 ha
i za zasiekami gromadziło 15 tyś. mieszkańców, natomiast getto nr II
terytorialnie było większe, ale miało mniej zabudowań i na jego terenie
osiedlono 10000 Żydów. Wejście do getta nr II prowadziło od ul. Artyleryjskiej.
Zostało ono wcześniej zlikwidowane. Jego mieszkańców przewieziono do Kiełbasina
pod Grodnem i tutaj trzymano w nieludzkich warunkach, zabijano lub wywożono do
całkowitej likwidacji. Od 01.11.1942r. zamknięto getto nr I i zaczęły się
wywózki Żydów. W połowie marca 1943r. ostatnich Żydów przetransportowano do
Białegostoku i od tego momentu getto było całkowicie puste.
Feliks Zandman w książce pt: „Nigdy nie gaśnie nadzieja”, w mistrzowski i
zarazem profesjonalny sposób przedstawił historię tamtych lat oraz własny los,
który po wielu, często nieludzkich przejściach i perypetiach, był dla niego
łaskawy. Opisując dzieje swoje i przyjaciół w bardzo przystępny i barwny sposób
przedstawił relacje międzyludzkie, jakie panowały w getcie. W podobny sposób
przejrzyście scharakteryzował społeczność żydowską.
Feliks Zandman opisał jedną z kryjówek wykonaną w getcie, która bardzo
przypomina schron bohaterów „Notatnika”. Wyglądała następująco: „Nad sufitem
kuchni na pierwszym piętrze znajdowało się poddasze, które pojmowało przestrzeń
po jednej stronie domu. Na jednym jego krańcu, tam, gdzie dach stykał się ze
stropem, nie było w ogóle wolnej przestrzeni. Ale przy drugim krańcu poddasze
miało wysokość ok. 50
centymetrów. Tutaj - jak sprawdziliśmy - mogło się ukryć
w pozycji leżącej osiem osób. Sporządzono pomysłowo zaprojektowaną klapę włazu,
zamykającą otwór w suficie kuchennym i przygotowano drabinę, jeśli zaczęłyby
się wywózki, osiem wybranych osób miało wejść po drabinie i przez otwór.
Następnie drabinę usunięto i przeniesiono w inne miejsce. Nie można by się tam
ruszać, ale ta kryjówka była niemal nie do wytropienia”.
Ponadto Pan Feliks Zandman przedstawia, w jaki sposób ludzie dorastali do
szczytów heroizmu w obliczu niebezpieczeństwa i próby. Pięknie przedstawił
ostatnie wieści o swymi dziadku Nachumie Frejdowiczu, którego postawa może być
dla współczesnych godną pamięci i troski o najbliższych: „Ktoś widział w tłumie
mojego dziadka, jadącego w saniach ciągnionych przez konie. Po raz ostatni
widziano go, jak siedział z tyłu sań z odkrytą głową na dwudziestostpniowym
mrozie, tulącego w ramionach troje małych dzieci”.
Od czasów zakończenia II wojny światowej w granicach Białorusi nie przebywał
żaden biskup katolicki, natomiast Wschodnia Białoruś była zupełnie pozbawiona
księży już do 1937r. Podobny los spotkał wyznawców religii mojżeszowej - brak
synagog otwartych dla kultu i rabinów.
Opublikowany tekst świadka życia, w getcie niech przemówi do czytelników swym
autentyzmem, pełnym bólu, tragedii i cierpienia niewinnie mordowanych ludzi,
ponieważ jest to jeden z nielicznych, jakże tragicznych, dokumentów
eksterminacji Żydów.

fragment pnia ściętego drzewa w pobliżu Wielkiej Synagogi.......(foto e.p)
wejscie do getta-w miejscu dawnej bramy-pamiąkowa menora.......( foto e.p)
Wielka Synagoga w Grodnie-czerwiec 2012 r. ( foto e.p)
HISTORIA ŻYDÓW W GRODNIE
Tekst zamieszczony w portalu internetowym
FORUM ŻYDÓW POLSKICH
Przypuszcza
się, że Żydzi w Grodnie pojawili się pod koniec XII wieku.
Pierwsze wiarygodne źródła
datowane są na XIV wiek.
Kiedy gmina żydowska w Grodnie
w 1389 roku otrzymała przywilej od wielkiego księcia litewskiego Witolda, w
mieście istniała już synagoga i cmentarz żydowski.
W XV wieku gmina żydowska w
Grodnie była jednak niewielka.
Żydzi mieszkali na osobnej
ulicy i zajmowali się handlem. W 1495 roku podobnie, jak i inni Żydzi Księstwa
Litewskiego zostali wygnani z państwa, a ich majątek skonfiskowano i rozdano
mieszczanom, anulując długi, które mieli u nich chrześcijanie.
W 1503 roku Żydom pozwolono
powrócić i ubiegać się o zwrot majątku. W połowie XVI wieku, 60 z 543 działek
miejskich zostało zabudowanych domami żydowskimi. Pod koniec XVI wieku w
Grodnie istniało kilka beit-midraszy i jesziw. Gmina żydowska w Grodnie ocalała
od pogromów i rzezi w czasach B. Chmielnickiego (1648-49) i nawet stanowiła wówczas
schronienie dla uciekinierów z Ukrainy. Później, jednakże, ucierpiała podczas
najazdu wojsk rosyjskich (1655-57) i szwedzkich (1658-60).
W pierwszej połowie XVII wieku
gmina żydowska w Grodnie była uważana za jedną z trzech najważniejszych
żydowskich gmin na Litwie (na równi z Brześciem i Pińskiem) i posiadała swoich
przedstawicieli w Waadzie litewskim. Drewniana synagoga w Grodnie (pochodząca z
II połowy XVII wieku, zburzona przez nazistów w 1941 roku) słynęła ze swego
rozmiaru i dostojeństwa architektury. Kiedy w wyniku 3 rozbioru Polski (1795)
Grodno znalazło się na terytorium Rosji, Żydzi stanowili większość populacji
miasta. W XIX wieku i na początku wieku XX następował dalszy wzrost liczebności
żydowskiej populacji w Grodnie, jednakże procent mieszkańców żydowskich w
stosunku do ogólnej liczby mieszkańców miasta zmniejszył się. W 1816 roku w Grodnie
żyło 8422 Żydów (85% populacji), w 1859 roku – 10 300 Żydów (53 % populacji), w
1887roku 27 343 Żydów (68% populacji), w 1897 roku 22 684 Żydów (48,4%
populacji, w 1910 roku 31 055 Żydów. W latach 1790 i 1816 Żydzi grodzieńscy
doświadczyli krwawych zniewag. Tradycyjnymi źródłami dochodu Żydów
grodzieńskich były handel (głównie produktami rolniczymi i leśnymi), rzemiosło,
a w II połowie XIX wieku przemysł. W 1887 do Żydów należało 88% przedsiębiorstw
handlowych, 76% fabryk i warsztatów, 65,2 % nieruchomości.
Przez długi czas Grodno było uważane za jedno z centrów życia
duchowego Żydów polskich.
Spośród wielkich talmudystów,
pełniących funkcję rabina w Grodnie, znany był zwłaszcza Mordechaj Jaffe (XVI
w.). W XVIII wieku w Grodnie żył znany rabin i kabalista Ziskind (Aleksander)
ben Mosze (zmarł w 1794 roku). Pierwsza księga wydana po hebrajsku na Litwie
została wydrukowana w Grodnie w 1788 roku. W latach 1920-39, wybitny
talmudysta, rabin Szymon Jehuda Szkop stał na czele wielkiej jesziwy Szaarej ha
Tora.
W Grodnie przez długi czas
mieszkał redaktor wydawnictw w języku hebrajskim i tłumacz Abraham Szalom
Fridberg (1838-1902) i poeta L. Najdus.
Z Grodna pochodzili nadworny
fotograf i autor wierszy po hebrajsku Abba Aszer (Konstantyn Aleksandrowicz)
Szapiro (1839-1900), malarz L. Bakst i rzeźbiarz I. Ginzburg. Jedna z
pierwszych spółdzielczych kas oszczędnościowo-pożyczkowych założona została w
Grodnie w 1898 roku.
W Grodnie działało jedno z
pierwszych żydowskich kół socjalistycznych (1875-76). Od końca lat 90-tych XIX
wieku w mieście istniały rozmaite zgrupowania żydowskiego ruchu robotniczego,
pośród których aktywnie wyróżniali się członkowie Bundu. Uczestnicy ruchu
robotniczego odegrali ważną rolę przy organizacji żydowskiej samoobrony.
W 1906 roku w Grodnie
funkcjonowało 100 chederów (1200 uczniów), 7 szkół podstawowych męskich (566
uczniów), pięć szkół żeńskich (527 uczniów).
W 1907 roku w Grodnie
otworzono grodzieńskie kursy pedagogiczne – jedyną w Rosji instytucję oświatową
przeznaczoną dla przygotowywania żydowskich nauczycieli. Kursy były
organizowane przez Towarzystwo na rzecz upowszechniania oświaty wśród Żydów w
Rosji. Wraz z kursami funkcjonowała biblioteka.
Ruchy syjonistyczne i
propalestyńskie zakorzeniły się głęboko w Grodnie. W 1872 roku w Grodnie
założono stowarzyszenie na rzecz emigracji do Palestyny. Inne, analogiczne
stowarzyszenie nabyło działkę ziemi w Petach-Tikwie (Petach Tikwa [פֶּתַח תִּקְוָה], miasto w dolinie Szaron, około 10 km na wschód od
Tel-Avivu), kiedy zakładano tę osadę (1880). Jednym z
pierwszych osadników w Petach-Tikwie był Mordechaj Diskin (1844-1914) z Grodna.
Stowarzyszenie Chowewej Syjon w Grodnie w 1890 roku okazało szczodre wsparcie
dla budowy żydowskiej szkoły żeńskiej w Jaffie. Aktywnymi uczestnikami ruchu
syjonistycznego byli pochodzący z Grodna bracia Becalel i Lejb
Jaffe.
W czasie drugiej wojny
światowej Anna i Stanisław Krzywiccy ukrywali w swoim gospodarstwie we wsi
Dulkowszczyzna trzyosobową rodzinę Trachtenbergów – właścicieli magazynu maszyn
rolniczych z Grodna.
W 1941 r., po wycofaniu się
Armii Czerwonej, Grodno przeszło pod okupację niemiecką.
Przed wybuchem II wojny
światowej Żydzi stanowili 42% mieszkańców Grodna będąc najliczniejszą grupą
narodowościową na terenie miasta. W latach 1939–1941 miasto znajdowało sie pod
okupacją sowiecką, jednak w czerwcu 1941 po silnym bombardowaniu dzielnicy
żydowskiej zostało zajęte przez wojska niemieckie. W tym samym miesiącu
utworzono Judenrat, na czele którego stanął nauczyciel szkoły średniej
"Tarbutu" Dawid Brawer[. Żydom nakazano noszenie opasek z niebieską
gwiazdą Dawida, później żółtych łat.
Getto w Grodnie
15 października 1941 wydano
zarządzenie o obowiązku pracy dla mężczyzn (od 14 do 60 lat) i kobiet (od 14 do
55). W listopadzie 1941 ogłoszono powstanie dwóch odrębnych gett na terenie
miasta oddalonych od siebie o ok. 2
km. Getto nr 1 przeznaczone dla osob przydatnych
gospodarce III Rzeszy założono w centralnej części miasta wokół synagogi – na
jego terenie umieszczono ok. 15 tys. Żydów. Getto nr 2 powstało na terenie
podmiejskiej Słobódki, w jego obrębie zamknięto 10 tys. Żydów uznanych za
niezdolnych do pracy.
Wprowadzono restrykcje
dotyczące żywności: na każdego pracującego Żyda przypadało dziennie 200 gramów chleba.
Judenrat prowadził sklep z koniną, która dostępna była tylko przy specjalnych
okazjach. W piwnicach Synagogi umieszczono skład z ziemniakami. Na terenie gett
istniały kuchnie publiczne wydające dziennie 3 tys. bezmięsnych posiłków o
słabej wartości energetycznej.
Likwidacja grodzieńskiej
społeczności żydowskiej rozpoczęła się w listopadzie 1942, gdy zdecydowano o
zniesieniu Getta nr 2. 15 i 21 listopada 1942 jego mieszkańcy zostali w dwóch
turach załadowani na transport kolejowy i wywiezieni do Auschwitz-Birkenau.
Niewielką część Żydów przydatnych do pracy skierowano do getta nr 1.
Deportacje z getta
śródmiejskiego rozpoczęły się pod koniec listopada 1942. Wywieziono wówczas do
odległego o 5 km
obozu koncentracyjnego w Kiełbasinie 4 tys. osób. Obóz w Kiełbasinie był stacją
przystankową przed deportacją do Auschwitz i Treblinki. W tym samym czasie
miała miejsce trzecia z kolei Akcja w Grodnie, a pierwsza na terenie getta
centralnego: mężczyźni, kobiety i dzieci zostały w środku nocy zgromadzeni w
Wielkiej Synagodze, a nad ranem kazano im rozpocząć marsz do obozu w
Kiełbasinie pod przywództwem obdarzonego autorytetem Żyda Skibelskiego
(Skidelskiego?), którego przebrano w czapkę klowna i zmuszono do gry na
skrzypcach.
W styczniu 1943 z Grodna w
wyniku kolejnej tzw. Akcji deportowano do Oświęcimia 12 tys. Żydów, z których
większość zamordowano tuż po przybyciu do obozu. W getcie zostało wówczas 5
tys. Żydów. Kolejne deportacje z getta miały miejsce w lutym 1943 (dwa
transporty do Treblinki). Na terenie getta nr 1 pozostało wówczas nieco ponad 1
tys. Żydów, których w marcu wywieziono do getta w Białymstoku. 13 marca 1943
ogłoszono Grodno "wolnym od Żydów" (judenrein), choć w momencie
wkroczenia Armii Czerwonej do Grodna 14 lipca 1944 wciąż żyło w mieście od 40
do 50 ukrywających się Żydów.
