poniedziałek, 16 kwietnia 2012
listy znad Niemna......: K jak KULTURA czyli... Kultura! :)
listy znad Niemna......: K jak KULTURA czyli... Kultura! :): Proszę pani, to wcale nie takie trudne namalować ładny obrazek jak się potrafi malować!…stwierdziła kiedyś pewna mała dziewczynka obserw...
niedziela, 15 kwietnia 2012
K jak KULTURA czyli... Kultura! :)
Proszę pani, to wcale nie takie trudne namalować ładny
obrazek jak się potrafi malować!…stwierdziła kiedyś pewna mała dziewczynka
obserwując mnie przy pracy… Trudno byłoby się z nią nie zgodzić …J
Zaznaczę jednak uczciwie, że jej uwaga
nie musiała oznaczać pochwały …hmm…Być może wyglądało na to, że malować
nie umiem…Tak czy inaczej byłam tą uwagą niezmiernie poruszona.. można by
przecież, tę głęboko filozoficzną myśl rozciągnąć na inne dziedziny życia!!!…To
wcale nie takie trudne ugotować smaczny
posiłek, jeśli się potrafi gotować, prawda? To wcale nie takie trudne ładnie
zaśpiewać piosenkę, jeśli się potrafi śpiewać… To wcale nie takie trudne nie
marznąć w kwietniu…jeśli się potrafi rozpalić w piecu! Ja potrafię!
Malowanie to wieczna walka i lekcje pokory, z gotowaniem
znacznie lepiej, śpiewanie??? -bardzo lubię! ale gdy chodzi o palenie w piecu,
doszłam naprawdę do mistrzostwa! Moja kochana
Mama ,która jest strasznym zmarzlakiem może być ze mnie dumna! Niewiele mam
życiowych osiągnięć-jednak to jest rzeczywiście chwalebne…Skonstatowałam
ostatnio z bólem, że w naszym klimacie mamy 8!!!!!zimnych miesięcy i 4
…względnie ciepłe! W tych okolicznościach przyrody, umiejętność palenia w piecu
staje się wielką i cenioną powszechnie
zaletą…hmm…no tak…chyba ,że macie miejskie lub gazowe ,automatyczne
ogrzewanie…wówczas moja olimpijska specjalność ani was grzeje ani ziębi….:((((
Pozwólcie jednak ,że jednak sama siebie doceniać będę i
hołubić…bo i któż to zrobi lepiej????
Moi znajomi podejrzewają, że posiadam też jakieś tajemnicze,
,,wojenne geny’’, bo zawsze mnie cieszy gdy w domu jest zapas chleba i opału, a
torebka ryżu gdzieś na boku też nie zaszkodzi …J
Myślę, że nie jestem w tym jakimś wyjątkiem bo znam jeszcze
kilka kobiet, które mają podobną
przypadłość i niektóre z nich są
nawet z tego powodu niebywale dumne.
Znam też kilka ekscentrycznych pań, u których przyjęło to
formy ekstremalne i zdumiewające, wręcz kultowe. Nie mówię teraz o
kolekcjonowaniu przedmiotów lecz …żywności! Pewna urocza staruszka zgromadziła
całą szafę (!!!) czekoladek, pralinek i pięknie zapakowanych bombonierek,
którymi obdarowuje radośnie lekarzy, urzędników i członków rodziny. Kłopot w
tym, że czekoladki przeleżały w szafie z naftaliną lat kilkanaście i teraz
bardziej nadawałyby się do utwardzania dróg po wiosennych roztopach niż do
celów spożywczych…no chyba ,że jako przekąska dla bobrów! J)))
Ten przykład dość skutecznie działa na moją wyobraźnię i
jeśli chodzi o czekoladki, zwykle kieruję się zasadą-co masz zjeść jutro-zjedz
dzisiaj!
Zaledwie kilka dni temu obchodziliśmy Światowy Dzień
Czekolady…mmmmmm….Tego dnia chyba wyjątkowo nie powinnam jej jeść, bo w
zasadzie takie święto to ja sobie urządzam codziennie, jednak jak święto to
święto-zjadłam więc… podwójną porcję i
poczułam się… podwójnie dobrze.!!!:)
Tutaj na Litwie nie
tylko ja jestem czekoladowym nałogowcem. Czekoladę, czekoladki i wszelkiego
rodzaju słodycze, je się nader często i chętnie! Litwini mogą z dumą częstować
obcokrajowców-bo kilka firm produkuje naprawdę
znakomite czekolady.
Z moich obserwacji
wynika, że są dwie najbardziej znane i cenione-wileńska : PERGALE ( zwycięstwo)
i kowieńska: KARUNA ( korona) .
Trudno mi stanowczo stwierdzić ,która czekolada lepiej mi
smakuje- zwłaszcza ,że ja jem tylko gorzką, więc nadal zajmuję się badaniami
aby podzielić się z wami naukowymi wnioskami w tej słodkiej sprawie.
Konkurencja czekoladowych firm nasuwa mi też kolejne, poważne skojarzenia. Wilno i Kowno-to 2 najważniejsze miasta na Litwie - dzieli je zaledwie
Kowno jest b pięknie położone w środkowej Litwie u zbiegu Niemna i Wilii.
W Wikipedii czytamy:,,….W okresie międzywojennym, od 1920 roku, pełniło rolę stolicy Litwy. W okresie tym liczba mieszkańców wzrosła z 90 tys. do 150 tys. Obecnie jest to miasto z największym udziałem populacji litewskiej – ok. 88% spośród niespełna 400 tysięcy mieszkańców.(…)
Wilno do 1795 stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego w I RP, od 1920 do 1922 jako stolica Litwy Środkowejnad Wilią u ujścia Wilejki. Największe pod względem powierzchni miasto w Krajach bałtyckich, liczy 539 tys mieszkańców, ośrodek przemysłowy oraz węzeł komunikacyjny (kolejowy i drogowy, port lotniczy ), ośrodek kulturalny i naukowy, cenny zespół obiektów zabytkowych wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1994. Miasto stanowi centrum biznesowe i finansowe krajów bałtyckich. .............
Nazwy czekoladowych firm mają więc znaczenie symboliczne…..Co lepsze KORONA czy ZWYCIĘSTWO????
Zwolennicy KORONY czują się chyba trochę tak jak KRAKOWIANIE w stosunku do WARSZAWIAKÓW….
Jeśli chodzi o Litwę,niewątpliwie to Wilno wiedzie prym i dzierży berło ZWYCIĘSTWA w tym nierównym boju.
To do Wilna zjeżdżają turyści z całego świata i zachwycają się przepiękną architekturą, chwalą życie kulturalne: wystawy sztuki współczesnej i muzyczne koncerty.
Mieszkańcy Kowna skarżą się, że Wilno pochłania ogromne sumy z krajowego budżetu i dla Kowna zostają ,,resztki z pańskiego stołu’’. Być może tak właśnie jest ,bo podobnie myślą Polacy o Warszawie i czasem niestety, mają ku temu realne powody.
Obecny minister kultury pochodzi z Kowna i podobno stara się też wspierać artystyczne inicjatywy i projekty kowieńskich artystów.
Właśnie trwają obchody związane z 15 kwietnia: DNIEM KULTURY na Litwie –(ponoć jest to wydarzenie międzynarodowe?)…z tej okazji odbywa się dużo imprez, wystaw i koncertów. Od wczoraj otrzymuję też wiele miłych życzeń i gratulacji od moich litewskich przyjaciół.
KULTURA to i w Polsce i na Litwie: temat tak samo wdzięczny, jak i bolesny.
Mechanizm polityczno-ekonomiczny jest podobny: przed każdymi wyborami politycy przymilają się do artystów roztaczając cudowną wizję kraju, w którym kultura jest sprawą ważną, cenną i niezbędną! Po wyborach okazuje się jednak, że troska o kulturę to raczej chwalebne życzenie niż rzeczywiste działania. Jest tyle ważniejszych politycznych spraw i problemów, tyle inwestycji, a tu znowu ci namolni fantaści zwani artystami, bredzą coś o ratowaniu kultury. Politycy popijają brandy i rozmyślają: ,, O co im chodzi?! Kultura jest i będzie. Telewizor można włączyć i zobaczyć, prawda? a jak komu mało to niech sobie książkę wypożyczy! Biblioteki są? Są! no to o co jeszcze chodzi…???? Wiadomo ,że taki artysta to najczęściej leń albo degenerat społeczny, ani prawdziwy malarz ,ani piosenkarz, ani pisarz, ani aktor…???Kiedyś to kultura była kulturalna ,a teraz? Wstyd i błazenada! ;
Kolejne cięcia w państwowym budżecie boleśnie ukazują, że KULTURA jest dla rządzących niczym wstydliwa choroba, z której trzeba się wyleczyć.
Sztab administracyjny polityków oraz ich urzędników, prawników, doradców i asystentów stale się rozrasta-a brakuje pieniędzy na KULTURĘ, na projekty artystyczne, edukacyjne, wydawnicze i działania społeczne.
Upadają teatry, szkoły i domy kultury. Ech…..! L
Kultura (z łac. colere = "uprawa, dbać, pielęgnować, kształcenie") – termin ten jest wieloznaczny, pochodzi od łac. cultus agri ("uprawa ziemi "), interpretuje się go w różny sposób przez przedstawicieli różnych nauk . Kulturę można określić jako ogół wytworów ludzi, zarówno materialnych, jak i niematerialnych: duchowych, symbolicznych (takich jak wzory myślenia i zachowania).
Najczęściej rozumiana jest jako całokształt duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa . Bywa utożsamiana z cywilizacją . Również charakterystyczne dla danego społeczeństwa wzory postępowania, także to, co w zachowaniu ludzkim jest wyuczone, w odróżnieniu od tego, co jest biologicznie odziedziczone. ( Wikipedia)
Długo można by o tym biadolić i rwać włosy z głowy, ale i tak nie wzruszy to żadnego politycznego bossa-bo on sobie i swojej rodzinie kulturę ,,ufunduje’’- w końcu po wielogodzinnych, nudnych obradach sejmowych, należy się ministrowi czy posłowi jakiś ,,kulturalny wypoczynek’’, prawda? Nie ma czego zazdrościć, trzeba było też się polityką zająć. Proszę bardzo! Kto wam broni? Sami zobaczycie jaka to mordęga. Otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, hemoroidy, bezsenność-to cena jaką się płaci za polityczne stanowisko-lub raczej ,,siedzisko’’ .!
W dodatku trzeba dobrze wyglądać i stale czyścić buty, bo inaczej zaraz jakiś złośliwy dziennikarz źdźbło słomy zauważy i afera gotowa!….Nie wiem czy jest na Litwie ŚWIĘTO POLITYKA ,ale uważam, że zarówno polscy jak i litewscy politycy uczciwie na to zasługują.
ŚWIĘTO KULTURY bym zniosła, bo to tylko prowokuje artystów do jakichś niestosownych wystąpień i happeningów, które po pierwsze nie są wcale śmieszne, po drugie są złośliwe i NIEKULTURALNE! , po trzecie-nikomu niepotrzebne.!
Sprawę ŚWIĘTA KULTURY uważam więc dziś za zamkniętą …tak jak książki, których drukuje się coraz więcej i więcej bo…przecież nikt ich nie czyta! ( ???)
Logiki w tym nie dostrzegam, ale przecież statystyki są bezlitosne.
Jestem przekonana, że czytanie rzeczywiście może być męczące i szkodliwe dla zdrowia, a nawet bywa niebezpieczne-o czym sama mogę zaświadczyć! J
Wiele kobiet ,które naczytało się w dzieciństwie bajek i poezji ,oczekuje od mężczyzn by spędzali z nimi czas, zrywali polne kwiatki, układali wiersze, biegali boso po rosie i nosili na rękach-a jednocześnie skopali ogródek,( …lub wrednego sąsiada ) zarabiali pieniądze, wytrzepali dywan i codziennie zmieniali skarpetki! CÓŻ ZA FANABERIE!????
a to wszystko właśnie z powodu niewłaściwych, demoralizujących książek…( O tych właściwych lekturach dla dziewczynek ,napiszę innym razem )
Wydawcy książek tak jak i producenci papierosów, powinni umieszczać na nich stosowne ostrzeżenia. Być może ludzie już te zagrożenia przewidzieli i są na tyle inteligentni, by ich unikać, lub też nawet sam instynkt samozachowawczy ostrzega ich przed lekturą????
Bardzo jestem ciekawa czy Litwini czytają więcej niż Polacy.? Może ktoś z Was zabierze głos w tej sprawie?
Ci ,których znam z pewnością poprawiają ogólnokrajową litewską statystykę. Niektórzy czytają wręcz nałogowo i ciągle powiększają swoją bibliotekę, mimo, że ceny wydawnictw są wysokie.
Przyznam, że miło jest porozmawiać z KULTURALNYM ( nie mylić z KULTURYSTĄ bo to niekoniecznie znaczy to samoJ ), oczytanym i myślącym człowiekiem! J
ach…nie planowałam tego wcale, a sami widzicie ,że KULTURA w tej czy innej formie powraca do mnie jak bumerang.
Być może ma to jakiś związek z gorzką czekoladą, a może z budzącą się do życia przyrodą????…..Kiedyś już użyłam chyba takiego porównania- Śpiew ptaków jest dla niektórych bezużytecznym pięknem….podobnie jest z kulturą …ale czy potraficie wyobrazić sobie nasz świat bez tego BEZUŻYTECZNEGO PIĘKNA!??????????? :)
Póki co, mimo, że jak każdy artysta : jestem ,, leniem i degeneratem „, mianowałam się ministrem OGRODOWEJ KULTURY i muszę teraz zrealizować moje polityczne obietnice wyborcze: na początku tygodnia zabiorę się za ,,cultus agri”…i posieję w przydomowym ogródku jakieś kulturalne kwiatki ….
SERDECZNIE POZDRAWIAM !!! życząc Wam WIOSENNEGO SŁOŃCA I BŁĘKITU, JZAPASU CHLEBA JI PEŁNEJ SZAFY… POCZUCIA HUMORU!!! J
środa, 4 kwietnia 2012
listy znad Niemna......: L jak LAISVE,D jak DZIAUGSMAS-czyli WOLNOŚĆ I RADO...
listy znad Niemna......: L jak LAISVE,D jak DZIAUGSMAS-czyli WOLNOŚĆ I RADO...: Po długiej przerwie,ponownie:LABA DIENA,KOCHANI!!!! Stara polska piosenka: ,,tak niedawno był maj, byliśmy tak szczęśliwi’’ …..tak...
L jak LAISVE,D jak DZIAUGSMAS-czyli WOLNOŚĆ I RADOŚĆ!
Po długiej przerwie,ponownie:LABA DIENA,KOCHANI!!!!
Stara polska piosenka: ,,tak niedawno był maj, byliśmy tak
szczęśliwi’’ …..tak, tak…wczoraj pięknie świeciło słońce, a ja z kolorowym
plecaczkiem wędrowałam wiosennymi ulicami starego miasta w Kownie. Po powrocie
z Polski, okazało się, że trzeba już wieszać naszą kolejną wystawę ! Tym razem pokazujemy fotografie.
4 twórców,4 różne spojrzenia na ten sam temat....3 dumnych,dzielnych mężczyzn: Jerzy Waluga ( Olsztyn),Darius Żukas,Gintautas Vaicys (Kaunas) i mała kobieta,czyli ja...:)
Nasza wystawa nosi tytuł : ,,drewno i kamień ’’ O samej wystawie napiszę już po
wernisażu- dziś tylko o przygotowaniach. Nasze prace powiesiliśmy w baszcie kowieńskiego
zamku. KAUNO PILIS- Miejsce to nie byle jakie! Zamek z …XIV wieku! Pięknie
położony u zbiegu Wilii i Niemna. Miał chronić kraj przed krzyżakami. W 1362
roku po 3 tyg. oblężeniu, zdobyli go jednak paskudni krzyżacy, wymordowali
Litwinów i uczcili to jak przystało na ,,bogobojnych chrześcijan''…wielkanocną mszą
świętą!!!
Krzyżacy zniszczony zamek przebudowali i na jego miejscu postawili swoją warownię zwaną ,,Ritterswerde''.
Zamek był wielokrotnie niszczony, zalany powodzią,palony, burzony i znów odbudowywany.
Krzyżacy zniszczony zamek przebudowali i na jego miejscu postawili swoją warownię zwaną ,,Ritterswerde''.
Zamek był wielokrotnie niszczony, zalany powodzią,palony, burzony i znów odbudowywany.
Mimo iż Litwini zdobyli ten zamek po bitwie pod Grunwaldem,…
ja ,,zdobywałam’’ go
dopiero... wczoraj!
Oprawiłam prace, powiesiłam i nareszcie zajęłam się poważną
pracą J:zaczęłam
wspinać się w górę i w dół po basztowych schodkach, przyglądając się bacznie
każdemu eksponatowi i każdej… cegiełce.! Ile radości sprawiło mi fotografowanie
co ciekawszych fragmentów. Zrobiłam tych fotek kilkaset ,ciesząc się jak
dziecko z nowych inspirujących, malarskich tematów!!!! Niektóre zapewne Wam
pokażę, inne schowam w jakimś ,,tajnym’’ schowku!!! :)
Cudowne, że mogłam chodzić zupełnie sama, mogłam patrzeć do
woli, rozmyślać, mrużyć oczy, słuchać dziwnych odgłosów w ciemnej piwnicy i
dotykać, dotykać zakurzone stare cegły i kamienie!!!! Ech, nawet nie wiecie
jaka to przyjemność! Każda cegiełka inna, każda ma swoją niepowtarzalną
fakturę, temperaturę, kolor!!!! Każda też ma zapewne inną historię! Na ścianach
widać dramatyczną historię tego miejsca…Cegły z różnych epok, wymieszane,
pokruszone,splątane, połączone zaprawą -może wbrew swojej woli- na setki lat. Tej dotykał litewski rycerz, tę
podniósł jakiś krzyżak…Na kilku cegłach, znalazłam odcisk dłoni autora! Czyje
to ręce? Czy żyją ich potomkowie? Niektóre cegły pełne dziwnych rys, plam i
spękań. Czasem przypomina to świadome ,artystyczne
działanie….Fotografuję…dotykam….cieszę się jak małe dziecko!
Już zapomniałam o naszej wystawie…a przecież jutro
otwarcie!!!!! Trzeba pomyśleć, przygotować ostatnie detale, zaplanować przebieg
wernisażu….ojej!
Nadszedł wieczór i poczułam się bardzo, bardzo zmęczona….
Dzisiaj?............
Z kiepskiej kondycji i ogólnego rozmemłania, czuję się dziś
rozgrzeszona,… chciałam już napisać ,że również z nastroju, ale przecież
poczucie humoru nadal mi dopisuje! Nie jest tak źle!…poza powrotem zimy,
śnieżycą i przejmującym chłodem-wszystko w normie.Włos tradycyjnie rozczochrany,oczy głodnego psa,pyzate policzki...taaak...to chyba ja...z trudem,ale jednak poznaję!Miło z samego rana zobaczyć coś śmiesznego w lustrze! :)
Architektura za oknem także bez zmian…pod barem spuchnięte twarze stałych bywalców....o 6 rano podjeżdżają samochody.....bazar funkcjonuje od
bladego świtu! Mam wrażenie ,że nawet upadek meteorytu czy wybuch wojny
nuklearnej nie powstrzymałby tutejszych handlarzy przed rozłożeniem swego towaru. Znam już na pamięć ich twarze.
Mam świetny punkt obserwacyjny, więc na bieżąco śledzę najnowsze trendy w
modzie, negocjacje, towarzyskie spotkania i konflikty. Ja też stałam się
zapewne znajomą twarzą dla tutejszej społeczności…,,Ta Polka’’- jak mnie
lakonicznie określono-kupuje najczęściej czosnek, zieloną pietruszkę,
buraki i cukinię. Właśnie! ,,cukinia…a
co z nią robi??? Gotuje, smaży ?...Dobre to?- dopytuje sympatyczna staruszka.
Bardzo dobre!- potwierdzam- najlepiej przyrumienić krótko na oliwie, przyprawić
czosnkiem, pieprzem i zaraz zajadać….Babula patrzy na mnie podejrzliwie-na
surowo jeść???? Przecież to ugotować trzeba i długo dusić, jak kapustę….ale to
nie jest takie dobre…kapusta lepsza!- stwierdza kobieta. Poddaję się-w kwestii
smaku, wszelkie dyskusje są nonsensem. Najbardziej lubimy przecież to, co nam
smakuje-i to w każdej dziedzinie życia! J
Są oczywiście tacy, co lubią się umartwiać i udręczać w imię
jakiejś wyznawanej ideologii-ale mnie to jakoś nie dotyczy i staram się jasno
wyrażać moje upodobania ,oraz bronię ich jak niepodległości!W wyjątkowych okolicznościach, z uwagi na czyjeś
dobro, wrażliwość i gościnność –zmuszę się oczywiście do pewnych ustępstw, ( także
kulinarnych J
)-lecz na ogół mam możliwość decydowania o sobie i radośnie z tego korzystam!
Zauważcie sami: na wiele rzeczy przecież zupełnie nie mamy wpływu.!
Każdego dnia wszyscy –i dorośli i dzieci- jesteśmy zmuszeni aby podporządkować
się szeregowi okoliczności, praw i reguł panujących w naszym domu i
państwie…Czasem jestem tym wyjątkowo sfrustrowana i zbuntowana….Uważam na
przykład, że płacenie składek na jakiś ZUS-nie ma najmniejszego sensu…i chyba
nie muszę tłumaczyć dlaczego? JEDNAK PŁACĘ! ….mogłabym tu wymieniać bez końca moje obywatelskie frustracje, ale
to nikomu nie poprawi nastroju…a skoro za oknem
śnieg i wichura….to nie będę ani Wam ani sobie dokładać więcej
bólu…..przecież ŚWIĘTA PRZED NAMI.... i żydowskie ( PESACH)....!
i chrześcijańskie ( WIELKANOC)…!
…. Święta nawet jeśli poważne i refleksyjne ,to dla mnie związane są
zawsze z RADOŚCIĄ!!!!
Uważacie inaczej? To
jaki sens widzicie w świętowaniu?
Dziwne ,ale wielu ludzi usiłuje mnie przekonać, jakoby
smutek był bardziej ,,święty, słuszny i zbawienny’’ niż radość!….Pozwolę sobie dyskutować z tą
teorią. Znam wielu ludzi, którzy cierpią z powodu depresji a nie znam nikogo,
kto by się uskarżał na nadmiar radości….
:)
Można przecież szlachetne, pożyteczne i dobre rzeczy czynić
z uśmiechem, a nieuczciwe i podłe z miną świętego męczennika.
Po co ja to piszę????? Przecież to wszystko tak oczywiste i
powszechnie znane?????
Znowu….z powodu nadchodzących ŚWIĄT!
W całej Polsce i zapewne na Litwie, w porządnych
chrześcijańskich domach zaroi się od milionów ,,ukrzyżowanych’’ kobiet, które
dla dobra rodziny będą dniami i nocami smażyć, piec, dusić i gotować….Zmęczone,
spocone, obolałe, z podkrążonymi oczyma i spuchniętymi nogami ,krążyć będą
niczym maszyny bojowe, między stołem,
kuchnią, lodówką i spiżarnią….przyniosą , odniosą, podgrzeją ,zmyją, wytrą,
dołożą, doleją i dosypią. WESOŁEGO ALLELUJA!!!! …,,Bożeeeee!!!! jak ja
nienawidzę tych cholernych świąt!!!’’- wyrwie się czasem żałosny jęk z wyschniętego gardła matki, żony lub..
konkubiny….Lecz zaraz bidula włos przyczesze, pierś wygładzi i z troską spyta:
i co, jak tam sałatka? smakuje wam żurek, kochani??? Bigosu starczy? To może
serniczka dokroję ?............tak, tak! na zdrowie!!!! WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!....
Kojarzy się Wam taki scenariusz?...Widziałam to wiele razy i
słyszałam opowieści grozy ….WESOŁE ,POLSKIE ŚWIĘTA !!!.. J
….
Bardzo jestem ciekawa ,czy ŚWIĘTA LITEWSKIE PODOBNIE
WESOŁE?....
Mnie osobiście w chrześcijańskich świętach- najbardziej pociąga
jednak ZMARTWYCHWSTANIE!....
Zostawmy męczeństwo męczennikom, wspominajmy ze wzruszeniem
tych ,którzy odeszli-ale sami nie zapominajmy BY ŻYĆ I CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM-a już
szczególnie w te cudowne, piękne, pełne nadziei ŚWIĘTA!!!
PESACH- pamiątka wyjścia z egipskiej niewoli to także
święto ZMARTWYCHWSTANIA Z NIEWOLI (DUCHOWEJ ŚMIERCI) DO ŻYCIA!!!!
Byliśmy niegdyś niewolnikami -a teraz cieszymy się z
wolności!!!
O jak bardzo jestem wdzięczna Dawcy Życia, za każdy przejaw
wolności!!!!!!!!!!!
Kocham świętowanie, ale nie popadam w szaleństwo….Mam swoje
świąteczne przykazania: chcę świętować radośnie, chcę być pogodna i wypoczęta,
ugotuję to co lubię i tyle aby nie trzeba było jeść świątecznych dań przez dwa
tygodnie, nie stanę się niewolnicą rondla, znajdę czas nie tylko dla rodziny,
ale także na spacer, słuchanie muzyki i lekturę ulubionej książki.
PESACH trwa siedem dni, będę więc opychać się macą, jajkami
,śledziem , charosetem , pieczonymi warzywami, sernikiem, słodyczami, popijać
to wszystko czerwonym winem i czekać z utęsknieniem na powrót prawdziwej
wiosny!!!!!
Wczoraj zakwitła gałązka jabłoni!!!!!...w wazonie na szafce,
ale jednak!!! Biorąc pod uwagę zaspy na podwórzu to gałązka ta, jest takim
samym znakiem nadziei jak gałązka oliwna
przyniesiona w dziobku gołębicy dla Noego!
A więc życzę Wam Kochani PEŁNYCH WOLNOŚCI, RADOŚCI I MIŁOŚCI….
WESOŁYCH ŚWIĄT I CHAG PESACH SAMEACH!!!
poniedziałek, 12 marca 2012
V jak VILTIS czyli NADZIEJA...........
Labas Vakaras!
Przyroda budzi się powoli z zimowego snu…Drzewa przeciągają się
leniwie, prostują zesztywniałe gałęzie, ptaki szczebiocąc nerwowo czyszczą
pióra, koty wyruszają na miłosne wyprawy, śnieg topnieje, niebo
błękitnieje…pięknie zielenią się moje… sińce pod oczami! Wiosna blisko!
Już ,już niebawem! Głowa jeszcze rozsądna i trzeźwa,
podpowiada by zakładać ciepłe skarpetki
i płaszczyk , ale serce infantylne, dzikie i głupie już w marzeniach wybiega na
kwitnące łąki i tarza się w wysokiej trawie…wspina się po pniu jabłoni i plecie
słoneczny wianek z mleczy….
Nieopodal mego rodzinnego domu, były takie rozległe, cudowne
pola, które wiosną brzęczały, pachniały i kusiły tysiącem aromatów. …Lubiłam położyć się w wilgotnej
trawie, przycisnąć nos do ziemi i wdychając
zapach fiołków ,obserwować wiecznie śpieszące się, biegnące gdzieś
mrówki. Najwięcej fiołków rosło pod starym drewnianym płotem. Czasami tworzyły
długi ,biało-fioletowy dywan ,nad którym unosiło się tysiące żarłocznych
owadów.
Hmm….mnie także często zdarzało się ucztować na łące.
Próbowałam różnych kwiatów, traw a nawet gałęzi. Moim ulubionym przysmakiem
były stokrotki, kłącze tataraku i młode pączki lipy! Pewnie nie uwierzycie, ale
Mama nie była zachwycona tymi kulinarnymi eksperymentami i wciąż straszyła mnie
różnymi tragicznymi historiami o dzieciach ,które ,,też były takie głupie i
ciekawskie, najadły się czarcich jagód i zmarły!’’
Ja oczywiście byłam od nich mądrzejsza i ,,czarcich jagód’’
nigdy nie jadłam!!!…( no… może tylko jedną małą, czerwoną jagódkę…ale potem
długo plułam, zjadłam garść ziemi i
zagryzłam to wszystko pysznym, zajęczym szczawiem!)
Dziś myślę, że moja głęboka potrzeba ekspresji
artystycznej.. może mieć pewien związek z ową roślinną dietą we wczesnym
dzieciństwie...:)
Gdy myślę o wiośnie…wspominam też nasz piękny ogród pełen
kolorowych narcyzów, prymulek, przebiśniegów i tulipanów. Ogród był prawdziwą
dumą mojej Mamy ,która mimo ciężkiej choroby każdego roku z czułością
pielęgnowała wszystkie rabatki. Przycinała stare pędy, przesadzała rośliny na
nowe miejsca i siała jednoroczne kwiatki. Szczególnie lubiła i dbała o
tulipany. Co roku przybywały nowe rodzaje i kolory. Ja również miałam swoją
grządkę, którą dekorowałam według uznania. Pewnego roku postanowiłam jednak przeprowadzić
eksperyment botaniczny i małym pędzelkiem przenosiłam i mieszałam pyłki kolorowych
kwiatów. Tak się zaangażowałam , że w twórczym szale i rozpędzie
:,,opędzlowałam’ ’cały ogród! Następnej
wiosny mieliśmy już całą grządkę pełną….smętnych, blado sinych tulipanów….Byłam
głęboko rozczarowana i zawiedziona ich wyglądem, a Mama wybiła mi z głowy dalsze
badania.
Tak więc moja świetnie zapowiadająca się kariera
genetyka-legła w gruzach….
Nadal jednak mam słabość do tulipanów i wszystkich
wiosennych kwiatów, które pierwsze wnoszą do naszego życia kolor i zapach! Być
kwitnącym pięknym kwiatem w środku lata, to żadna sztuka-ale spróbujcie
zakwitnąć na oblodzonej ziemi, w marcu????!
Dla mnie to nieosiągalne marzenie….Przedwiośnie bardziej niż
zwykle uświadamia mi siłę ziemskiego przyciągania… Jlatem natomiast fruwam
radośnie jak motyl….
Najchętniej hibernowałabym się jeszcze na jakiś miesiąc i
przebudziła z rozkoszą, gdy już temperatura podniesie się do 20 stopni!
Tymczasem wczoraj wszędzie
wokół ,łopotały litewskie flagi i cały kraj świętował swoją
Niepodległość…Miałam wrażenie, że przecież całkiem niedawno było już takie
święto, więc moi litewscy Przyjaciele wyjaśnili mi, że tym razem to
,,niepodległość odzyskana po okupacji radzieckiej’’…no tak! Słusznie! -to
niezwykle ważna data i nigdy nie dosyć cieszyć się z wolności i suwerenności
swojego kraju!
Latem będziemy świętować po raz trzeci…ale o tym zdążę Wam
jeszcze napisać!...
Bardzo często pytam moich nowych znajomych, z czego są
najbardziej dumni?
Zwykle odpowiadają ,że właśnie z wolności i piękna swojej
ojczyzny!
W ciągu minionego weekendu, w Kaunas odbył się też
tradycyjny ,,Kaziukowy’’ jarmark….Chyba trudno byłoby Wam sobie wyobrazić ogrom
tej imprezy. Wystawcy, handlowcy i wytwórcy z całej Litwy i kilku sąsiednich
krajów. Setki kolorowych stoisk z pieczywem, wędlinami, napojami , przyprawami,
owocami , ludowym rzemiosłem, ceramiką, wikliną, zabawkami itp….Tłumy ludzi,
gwar, śmiech, okrzyki i dźwięki skocznej ludowej muzyki….Mimo brzydkiej pogody
( zimny wiatr i deszcz)-setki oglądających, degustujących i kupujących….Ponieważ
mam słabość do drewnianych ptaszków…to aby zaoszczędzić parę litów, barwne, kaziukowe stoiska... minęłam
pośpiesznie!….Poszłam natomiast na bardzo dobry jazzowy koncert do filharmonii.
Znakomici muzycy P. Geniusas –piano i L. Mockunas –saksofon-w ramach festiwalu
im M.K Ciurlonisa - przedstawili
dynamiczny ,awangardowy projekt
muzyczny, zainspirowany twórczością tego wybitnego kompozytora i malarza ,p.t:
,,morze w lesie’’….
Litewski jazz robi wrażenie i trzyma wysoki poziom od lat,
natomiast prognozy pogody podobne jak w
Polsce….Ma być cieplej i coraz cieplej!- uśmiecha się śliczna pogodynka,
przewracając oczami-…a potem jeszcze cieplej!…KIEDY KONKRETNIE? Niewątpliwie w
lipcu będzie już ZNACZNIE CIEPLEJ niż dzisiaj…stwierdzam z wrodzonym sobie
optymizmem….Pogodynka rozgrzana telewizyjnymi lampami, wygląda na bardzo
zadowoloną z życia….
Ja jednak odziana w
zimowe buty i ciepłe łachy, wciąż
palę w piecu. Po stosie węgla została już tylko tłusta, czarna,
depresyjna plama i kilka kawałków odłożonych przezornie, na jeszcze czarniejszą
godzinę…
O jak mi żal, palić kawałki starych, zmurszałych ,
drewnianych desek….każda pachnie inaczej i przywołuje piękne wspomnienia…Mój
Ojciec pachniał drewnem i żywicą…Pracował zawodowo w różnych miejscach i na
różnych stanowiskach…ale najbardziej kochał swój warsztat stolarski…
Każdego dnia po powrocie z pracy, zjadał obiad i …znikał w warsztacie. Godzinami przycinał deski, heblował, szlifował, piłował, kleił i strugał….W ten sposób powstawały okna, drzwi, stoły, półki, krzesła i taborety. Budował też łodzie i żaglówki. Tak wiele czasu spędzał w swojej ukochanej stolarni, że jego skóra przesiąkła aromatem lasu….Lubiłam tam zaglądać, wkradać się po cichu i chować pod kadłubem łodzi….bawiłam się złocistymi wiórami i zakopywałam w trocinach….przyglądałam się niezrozumiałym, tajemnym szkicom, wyliczeniom i szablonom. Na strychu suszyło się drewno.
Na ścianie wisiały stare heble, zrobione przez mojego Dziadka, lśniące piły szczerzyły do mnie zęby a w ciężkich szufladach leżały młotki, gwoździe i śrubokręty. Na parapecie wylegiwały się zakochane w Ojcu, liczne ,,adoptowane’’ kocięta . Ojciec w tajemnicy przed Mamą ,wynosił im resztki obiadu i swoje kanapki…Nasz dom zawsze przypominał schronisko dla zwierząt…psy, koty, chore ptaki –bociany, sowy, szpaki, wrony i kruki, poddawane były rehabilitacji i dokarmianiu…Te, które chciały zostawały z nami…inne wędrowały dalej lub po prostu odfruwały…Niektóre zwierzęta były naprawdę niezwykłe i może kiedyś niektóre z nich Wam opiszę….Moi koledzy zazdrościli mi takiego ,,zwierzyńca’’ a ja nadal jestem wrogiem zamykania zwierząt w klatkach ,czy poddawaniu ich cyrkowej tresurze lub przeprowadzaniu na nich eksperymentów medycznych!!!….:(
Dziś gdy jadę do Polski i odwiedzam moją Mamę…zawsze ze
smutkiem spoglądam w stronę ogrodu, bo nie ma tam już naszego pięknego sadu,
a stare jabłonie zostały wycięte i
spalone….. Nie mam też odwagi poprosić o
klucz i zajrzeć do stolarni…
Najcenniejsze rzeczy,
które posiadam, to właśnie te zrobione przez mojego Tatę.
Dotykam drewnianego
stołu, a mam wrażenie, że przytulam jego rękę…Gładzę z czułością wypolerowane,
zaokrąglone rogi dębowego blatu….Czuję
ślad jego troski i miłości….
Kocham zapach drewna,
żywicy i lasu …
Coraz bliższą mi Litwę
postrzegam jako kraj dumnych i nieco melancholijnych ludzi oraz pięknej,
dziewiczej przyrody….….Warto tu
przyjechać także po to, aby zobaczyć starą drewnianą, wiejską architekturę .Latem planuję już kilkudniową wyprawę na Żmudź ,gdzie ponoć można jeszcze
zobaczyć zupełnie magiczne i cudowne miejsca…Wczoraj byłam 120 km od Kaunas…daleko za
miastem…
Widziałam budzące się do życia łąki i wysokie, błękitne niebo ….Spływające ze
wzgórz strumienie topniejącego śniegu….Zobaczyłam też kilka starych
,drewnianych, walących się domów…nie ma
nic smutniejszego niż taki widok ….Piękny owocowy sad pewnie już wkrótce
zakwitnie i urodzi rumiane owoce, ale nikt już tym drzewom nie podziękuje ,nikt
nie usiądzie na drewnianej ławce aby obrać ziemniaki….nikt na piecu nie ugotuje obiadu… Trudno powstrzymać
wzruszenie…myślałam o tych, którzy ten dom zbudowali, o tych, którzy w nim się
urodzili…kochali …marzyli…….może ktoś wyruszył na wojnę a ktoś inny modlił się i tęsknił w tej izbie?… Czy powrócił?
Czy podkowa nad progiem, szczęście przyniosła…a kapliczka na drzewie, była
świadkiem ich radosnego spotkania…???.
Nic nie wiem o tym domu ,ani o jego
mieszkańcach….ale ten dom ,jestem pewna…on wszystko pamięta… dlatego wciąż tutaj
stoi i czeka….pochylony, zbolały ,ze złamanym sercem i dachem patrzy na mnie w
milczeniu…Czekam więc na dobre światło, aby zrobić zdjęcia….Choć odrobinę
słońca! Chciałabym pokazać ,że nie wszystko umarło, że nie wszystko jest takie
ponure…Fotografuję , rozmyślam, dokumentuję…Dlaczego to robię…dla kogo? Dla
siebie, dla Was…przez pamięć o tych,
którzy odeszli???…Tyle wspomnień i melancholii….a żadnej nadziei????
Nagle coś lśni pod moimi nogami….Pod warstwą spróchniałych
desek, znajduję stare butelki z grubego, kobaltowego szkła i ustawiam je na parapecie... przez ich brudne i
zabłocone szkliwo, wciąż przenika strumień światła!!!…
Patrzę i uśmiecham
się…przypominam sobie o sensie życia i ludzkim powołaniu….POZWOLIĆ ŚWIATŁU
ABY PRZENIKAŁO PRZEZ NASZE SERCA I WBREW
OKOLICZNOŚCIOM NIOSŁO ŚWIATU NADZIEJĘ….
pozdrawiam Was serdecznie
ewa
środa, 7 marca 2012
listy znad Niemna......: Barwny kolaż między Niemnem a Wełtawą...
listy znad Niemna......: Barwny kolaż między Niemnem a Wełtawą...: Laba Diena!!! Moje życie nieustannie przypomina barwny kolaż myśli, zdarzeń , emocji i ciekawych spotkań z interesującymi ludźmi…. ...
Barwny kolaż między Niemnem a Wełtawą...
Laba Diena!!!
Moje życie nieustannie przypomina barwny kolaż myśli, zdarzeń
, emocji i ciekawych spotkań z interesującymi ludźmi….
Po tygodniu wojaży, pełna wrażeń i refleksji, wróciłam na
Litwę…
Najpierw kilka dni spędziłam w Polsce,….Mazury, Warmia…potem
Warszawa….i w końcu wraz z moją Córką Noemi, pojechałyśmy na 3 dni do Pragi….
Ach!!!! Miałyśmy ogromne szczęście nawet do pogody!
Powietrze chłodne, ale niebo błękitne i słoneczne! Spacer po praskich zakątkach
o tej porze roku to ogromna przyjemność. Nie ma jeszcze tak wielu turystów i
atmosfera tego ogromnego, starego miasta przypomina leniwy klimat prowincji.
Jedynie w okolicach mostu Karola-o każdej porze tłoczno i gwarno. Duże
zorganizowane grupy z całego świata sunęły pokornie za swoimi przewodnikami .My
jednak maszerowałyśmy same, zaopatrzone jedynie w turystyczną mapkę
….wędrowałyśmy swoimi własnymi dróżkami, zatrzymując się tam gdzie chciałyśmy i
ignorując niektóre reklamowane obiekty. Miałyśmy mało czasu ,ale ogrom chęci i
zapału. Wyszła z tego dobra i zdrowa wyprawa, okupiona co prawda bólem stóp i
potwornym zmęczeniem-ale pełna wspaniałych i niezapomnianych wrażeń! Oczywiście
nie zobaczyłyśmy wszystkiego co chciałybyśmy zobaczyć-także z uwagi na ceny
biletów, ale choć czuję niedosyt to i tak jestem dumna z naszych turystycznych
osiągnięć! J
Już wiem, że gdy tylko nadarzy się okazja-pojadę tam znowu……Chciałoby się
napisać dużo więcej na temat Pragi…..Ponieważ jednak nie piszę listów znad
Wełtawy lecz znad Niemna, to najwyższy czas powrócić na ziemię i rozejrzeć się
wokół….Tydzień dystansu sprawił, że litewskim chłodem poczułam się osobiście dotknięta
i urażona….mróz???? a gdzie obiecane w wierszach zielone listeczki i niewinne przebiśniegi???? Ech!!! Przyrodo
okrutna!!!! Pod moim oknem zasadziłam jesienią krzak lawendy, tulipany i
hiacynty…Stukam obcasem w bryłę ziemi i nawet nie wiem czy któregoś dnia, moje
kwiatuszki sliczne,będą w stanie przebić się w kierunku słońca???…może tuż
nieopodal, pod lodową skorupą leżą już
tylko zwłoki dziewiczych, holenderskich cebulek i trzeba będzie w kwietniu,
postawić im stosowny pomnik? Tak ślicznie zapowiadały się na zdjęciach, tak skromnie
i wstydliwie rumieniły się w żółtej siateczce….Tak wdzięcznie wskakiwały do
wykopanej im kryjówki....Ryłam ziemię i sapałam jak nornica , upychałam palcem cebulki niczym
rodzynki w drożdżówce, widząc już oczyma wyobraźni ten barwny i wonny ,wiosenny
kobierzec, który oszołomi mnie wiosenną porą! Tymczasem….wiosna wciąż jedynie w
mych marzeniach i sercu jakiegoś
szalonego ptaszka, który wydziera się histerycznie każdego dnia o świcie nie
bacząc na śnieg i mroźny wiatr…sądząc po melodii i sile tęsknych dźwięków,
zapewne miłosne są to ballady !
NIE TRAĆMY WIĘC NADZIEI!…są jeszcze inni optymiści w tym
kraju J!!!
Wczoraj wieczorem też miałam okazję ,aby się o tym
przekonać..
Najpierw była wystawa i prezentacja albumu znakomitego
litewskiego akwarelisty ,OSVALDASA JABLONSKISA.
Uroczysty wieczór, w Domu Artysty prowadził G. Vaicys -kiedyś uczeń
Osvaldasa , dziś prezes Związku Artystów Plastyków.. Były przemówienia, kwiaty,
gratulacje oraz koncert muzyczny. Ze szczególnym zainteresowaniem wysłuchałam
pięknych utworów Ciurlonisa .Sam artysta skromnie i żartobliwie mówił o sobie,
swojej twórczości i trudach związanych z wydaniem książki. Pomimo ogromnego i
wieloletniego dorobku, to jego pierwszy album. (Szkoda ,że nie starczyło
pieniędzy na obszerniejszą edycję..)
O. Jablonskis jest nie tylko świetnym malarzem, ale i
cenionym pedagogiem. Na wczorajszej uroczystości zjawiło się też wielu jego
byłych uczniów. Wraz z licznymi wielbicielami jego talentu, miałam ogromną
przyjemność obejrzeć najnowsze prace
artysty.
Cenię je szczególnie za wysmakowaną, szlachetną kolorystykę,
poetycki nastrój i wrażliwość w obserwowaniu przyrody. Bez względu na
podejmowaną tematykę -pejzaż, architektura, portret- akwarele Jablonskisa
intrygują i uwodzą zwiewną, mglistą i
metaforyczną wizją świata z pogranicza snu i jawy…….
Przeglądam teraz kolejny raz skromny albumik i jestem pełna
podziwu. Nawet małe ,akwarelowe prace tego wybitnego artysty są
prawdziwie…wielkim malarstwem!
W czasie wernisażu miałam też wielkie szczęście spotkać i
poznać osobiście pewną niezwykłą i zupełnie wyjątkową kobietę…wybitną litewską
aktorkę teatralną Panią REGINĘ VARNAITE !
Gwiazda to prawdziwa, urocza, serdeczna i niebywale
charyzmatyczna. Trudno było mi uwierzyć, że ta MŁODA I ENERGICZNA KOBIETA za
kilka dni obchodzi jubileusz… 85 urodzin! Po godzinie konwersacji, ja na swoich
boleśnie wysokich obcasach, oparłam się o blat stolika a ona wciąż pełna wigoru
,zabawiała mnie rozmową, snując wspomnienia i wypytując mnie o powody
emigracji.. Jej ojciec był Litwinem a Mama
Polką urodzoną na Ukrainie. Ojciec zakochał się w niej z wzajemnością i
wywiózł z Żytomierza na Litwę. Byli ze sobą bardzo szczęśliwi, a owocem ich
miłości było dwoje dzieci: Regina i jej starszy brat.
Brat był malarzem. Regina od najwcześniejszych lat pragnęła
być aktorką. Najpierw uczyła się w Kownie a potem jako jedna z najzdolniejszych
studentów wyjechała na studia w odległej Moskwie. Z wdzięcznością i wzruszeniem
wspomina swoich wybitnych nauczycieli. Profesorzy przekonywali ją ,że jej
powołaniem jest aktorstwo komediowe. Może zresztą sama była już o tym
przekonana, bo prócz innych talentów-poczucie humoru i temperament były jej
największymi atutami i siłą. Regina Varnaite
jest na Litwie, tak samo znana, podziwiana , kochana i ceniona jak Irena
Kwiatkowska w Polsce.
Grała przede wszystkim role charakterystyczne, czasem nawet
w męskim przebraniu, zawsze zabawna i dynamiczna, swoją niezwykłą ,,vis
comica’’ doprowadzała widzów do łez….i nadal to czyni! Gra na scenie od czasów
ukończenia studiów aż do dzisiaj!!!
Jedna ze sztuk ,w której występuje („America in the Bath“), zajmie
chyba miejsce w księdze rekordów Guinessa bo w tutejszym Teatrze grana jest
od…30 lat!!!! J
Mam ogromna ochotę zobaczyć Panią Reginę na scenie, więc z przyjemnością przyjęłam zaproszenie. Spytałam też o tajemnicę jej
,,wiecznej młodości’’- Pani Regina nie uprawia sportów ani nie przestrzega
specjalnej diety, najzwyczajniej w świecie żyje i cieszy się życiem, jest
otwarta i pełna optymizmu, kocha to co robi i robi to co kocha…ot cały
sekret!!!
Długo żartujemy sobie swobodnie na temat naszego życia i
doświadczeń, opowiadam jej o swoich zmaganiach z litewskim językiem i
codziennymi realiami a ona pociesza mnie i bawi anegdotami. Obie śmiejąc się
,stwierdzamy, że dobrze wymieszane geny to cenny spadek po przodkach i dobra
szczepionka przeciwko nacjonalizmowi. Pani Regina jest niezwykłym człowiekiem,
mądrą, piękną i wybitnie utalentowaną kobietą-bardzo się cieszę, że dane nam
było spotkać się i porozmawiać.
Tak jak wspomniałam na początku-nasze życie jest jak barwny
kolaż…mamy ogromne szczęście, że poznając tak wielu niezwykłych, wspaniałych ludzi-poznajemy
nowe światy i zdobywamy nowe doświadczenia….Każdy człowiek ,którego spotykamy-w
jakiś sposób zmienia i ubogaca nasze życie, wnosi nowy kolor, zapach i
dźwięk….życzę Wam Kochani samych kolorowych, wonnych, dźwięcznych i budujących spotkań!!!.......
Dziś wieczorem 2 kolejne wernisaże…nie wiem czy zdążę się
tam wybrać, bo chciałabym też sama trochę pomalować….Wystawy artystów z
pewnością jednak wkrótce obejrzę i opiszę w jednym z kolejnych listów.
Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam-z nadzieją zerkając na
zimną jeszcze ziemię w ogródku i wypatrując jakiegoś namacalnego, zielonego
dowodu nadchodzącej wiosny!!!:))))
Węgiel się skończył, ale w
piecu nadal palę, ciesząc się z zapasu drewna…Lubię ciepło w każdej
postaci ,sama też już ,,się palę ’’ do
nowych pomysłów i projektów…gdy tylko skończę pisanie listu, rzucam się w
kierunku sztalugi…czuję głód malowania, bazgrania, szpachlowania, chlapania i
klejenia….hmm….tak to u mnie wygląda, niestety o czym zaświadczyć mogą moi
Bliscy, oraz …moje brudne malarskie gacie, obrzucone farbą obrażone okna i
upaprane firanki…. :(
Wróciłam do domu! Drżyjcie więc blade ściany,… a cieszcie
się wy, kochane pędzle, cierpliwe płótna i kartony!!! J
DO USŁYSZENIA I ZOBACZENIA NIEBAWEM!!!
ewa
Subskrybuj:
Posty (Atom)








