............

środa, 24 października 2012

CZY CHCIEĆ TO MÓC..? czyli O PUSTYM I PEŁNYM BAKU oraz o ZIMNYM KALORYFERZE!








LABA DIENA KOCHANI!!!! J

Nigdy nie wierzcie ludziom, gdy mówią, że NICZEGO JUŻ NIE CHCĄ!
  taka postawa,to przywilej zmarłych, a dopóki żyjemy mamy zawsze jakieś pragnienia i marzenia. 
Owszem bywa, że ukrywamy je nawet przed  samym sobą i publicznie nigdy byśmy ich nie wyjawili. 
Jednak  CHCEMY, POTRZEBUJEMY, PRAGNIEMY i najczęściej dążymy do zrealizowania swoich potrzeb.
Nie będę się tu dziś rozwodzić nad medyczną, biologiczną czy psychologiczną  stroną zagadnienia,
 bo w tych dziedzinach brak mi kompetencji, ale powtarzam z uporem KAŻDY CZEGOŚ CHCE –zgadzacie się ze mną? J hmmm….




Pewna moja znajoma od czasu do czasu rzuca w kosmiczną przestrzeń  wyznanie: 
JA TAM JUŻ OD ŻYCIA NICZEGO NIE OCZEKUJĘ!, podczas gdy wszyscy z jej otoczenia wiedzą, 
że marzy o wielkiej miłości, bliskości i akceptacji….


Inna powtarza uparcie MAM JUŻ WSZYSTKIEGO DOSYĆ!!!! 
Po czym wyrusza na …zakupy by wrócić z ogromną torbą pełną ciuchów i kosmetyków.  J
Przykłady można by mnożyć, ale pewnie znacie je z autopsji?

Jeśli o mnie chodzi, to wyznam z bolesną szczerością, że mimo najgłębszej depresji-zawsze jeszcze mam ochotę na …kawałek gorzkiej czekolady! J)))
Być może to ona właśnie ratuje mnie przed śmiercią???? Hmmm…

Jeśli zaś mowa o poważniejszych sprawach to zawsze miałam raczej nadmiar niż niedobór marzeń…i tak mi zostało do dzisiaj! J

Muszę tu oświadczyć , że wiele z moich marzeń już się spełniło. HURRRRAAAAA!!!!
Niespełnienie kilku innych wynikało najczęściej ( tak, niestety!) z mojej złej woli lub lenistwa.
Chciałam np. grać na fortepianie-….ponoć ,a to opinia eksperta-mam nawet idealną długość i siłę palców
 ( czyli wielkie, silne  łapy! J) 
  oraz dobry słuch muzyczny ( nie jestem głucha…J..) 
i cóż?
Kto mógłby mi zabronić zostać wirtuozem fortepianu??? No kto????
Gdybym miała dosyć uporu, cierpliwości i determinacji to tłukłabym teraz radośnie w klawisze, 
jeździła  na tourne i koncertowała w…. gminnych domach kultury i przedszkolach ….
a nie marnowała czasu, zużywając tyle farb, płócien i papieru! L
Mogłam też skończyć germanistykę jak moja urocza koleżanka i uczyć teraz niemieckiego
 lub żyć z tłumaczeń….szanse na pracę byłyby znacznie większe….
ale nie!…z tępym uporem maniaka dreptałam w kierunku artystycznej dżungli….

No tak to jest, gdy brakuje konsekwencji , pracowitości i… wiary w siebie!
Ta ostatnia jest niezwykle ważna bo jest jak paliwo w naszym duchowym silniku. 
Używając języka przypowieści:
Bywa, że ktoś ma piękną limuzynę, ale z domu nie wyruszy, bo w baku zaledwie parę kropli paliwa ,a inny za kierownicą odrapanego autka mknie ku pięknym lądom….
No tak…
Tak na marginesie...byłam niedawno świadkiem,jak pewien olsztyński artysta będąc gościem na czyimś wernisażu przechadzał się dumnie wśród zwiedzających i pokazywał egzemplarz zagranicznego pisma ,na którym jego nazwisko widniało na pierwszej stronie z przychylnym komentarzem...Przerwał mi nawet bezceremonialnie rozmowę z miłą znajomą aby podsunąć jej pod nos ów komentarz.,,no popatrz,popatrz co tu napisali!!!!!
Nie dziwię się oczywiście jego satysfakcji ,i chciałam mu szczerze pogratulować sukcesu,ale jego ego szybowało tak wysoko,że zupełnie mnie nie zauważył.... Odwrócił się plecami i odszedł bez powitania i bez pożegnania...cóż...można i tak..!.
jednak to skłoniło mnie do odkrywczych wniosków:
okazuje się, że CZASEM PALIWO SIĘ PRZELEWA :)
bo WIARA W SIEBIE I PYCHA to jednak nie to samo.....
Tamtego wieczoru  przypomniało mi się hasło ,które kiedyś wypatrzyłam w internecie:
MÓWIĄ,ŻE IDEAŁÓW NIE MA,A PRZECIEŻ... ISTNIEJĘ! :)))))


Wracając jednak do moich marzeń….Były ich setki i nie czas aby wymieniać je wszystkie po kolei….
Skoncentruję się więc na tym co nadal aktualne:
Domyślacie się pewnie, że bardzo chciałam też, nauczyć się BARDZO DOBRZE MALOWAĆ!
O taaaaaaaaaaak!
Nad realizacją tego pragnienia ciągle pracuję, bo już wiem ,że tak jak pianistą, tak i malarzem nie zostaje się siedząc w kinie i zajadając prażoną kukurydzę!....
Szkoda, że sukces nie  przychodzi samoistnie jak wirus grypy czy miłości…J Byłoby znacznie łatwiej,….ech! Nie każdy jednak rodzi się Da Vincim czy Rembrandtem ,więc  trzeba się bardzo dużo uczyć, czytać, obserwować, pracować i o swoich zadaniach rozmyślać w dzień i w nocy….

Nie poddaję się jednak i wierzę ,że mój upór ma sens-tym bardziej ,że KOCHAM TO CO ROBIĘ a samo malowanie sprawia mi wiele radości!
 Z wielką przyjemnością wspominam też pracę pedagogiczną w policealnej szkole w Olsztynie, gdzie prowadziłam zajęcia z arteterapii.
 Nieraz zastanawiam się co robią moi dawni uczniowie, czy są szczęśliwi, czy odnaleźli swoje miejsce w życiu?
To było naprawdę piękne doświadczenie i chętnie pracowałabym  znowu  w zawodzie nauczyciela arteterapii.
 Brakuje mi też zajęć z dziećmi a przekonałam się o tym,
 gdy podczas festiwalu kultury żydowskiej w Olsztynie miałam przyjemność prowadzić zajęcia z maluchami w przedszkolu. 
Ależ to była świetna przygoda! :)


Nadal jednak nie znam języka litewskiego i powiedzmy sobie szczerze: 
nie mam szansy na jakąkolwiek przyzwoitą pracę, a co dopiero w szkole????
Mogłabym np. sprzątać czyjeś mieszkania ( bardzo twórcze zajęcie! ) lub wyprowadzać psy na spacer
 ( była taka informacja w litewskiej prasie!!! )-ponoć można zarobić 7 litów za półgodzinny spacerek, 
ale ….cóż….nie mieszkam w Wilnie ( gdzie ukazała się ta oferta pracy...) lecz w Kownie…a to nie jest miasto rozkapryszonych bogaczy czy zamożnych emerytów,
 lecz raczej sfrustrowanych robotników i bezrobotnych oraz zestresowanych urzędników i artystów.
Ci ostatni mimo chroniczno-artystycznej depresji mają też ogromne poczucie humoru i dystans do otaczającego ich świata.
Tak! DYSTANS DO SIEBIE I ŚWIATA JEST TAK SAMO WAŻNY JAK WIARA W SWOJE MOŻLIWOŚCI….
Dystans, poczucie humoru  ratuje nas od szaleństwa i prawdziwej depresji…jest jak tarcza, która chroni przed pociskami i chroni przed spaleniem niczym kombinezon strażaka !
Jeśli jeszcze tego nie umiecie to zacznijcie ćwiczyć.
Śmiech z własnych błędów ,potknięć i słabości  pomoże wam spojrzeć z większą wyrozumiałością na niedoskonałość innych ludzi.


Mnie ten śmiech przychodzi samoistnie bo popełniam wyjątkowo wiele głupstw i gaf co sprawia, 
że czasem nawet sama siebie zadziwiam J)))) ,ale wciąż uważam, że kiedyś przecież zmądrzeję….
NIE TRAĆMY NADZIEI!

Tak samo nie tracę nadziei, że kiedyś nauczę się języka litewskiego…


Moja mądra i świetnie wykształcona znajoma twierdzi, że to sprawa genów i niektórzy ludzie zawsze znajdą powód do radości a inni nawet w raju będą narzekać…
Bardzo możliwe….Muszę jednak się przyznać, że
mój poziom szczęśliwości funkcjonuje wyjątkowo prymitywnie i przyziemnie gdyż maleje wraz z… temperaturą za oknem….
zwłaszcza gdy nie mogę rozpalić w piecu, bo właśnie rozpoczyna się remont i wymiana grzejników…
I KTO WIE JAK DŁUGO TO POTRWA!!!!???? :O

W takich chwilach cieszy mnie jednak ….no właśnie…i co mnie tak cieszy?????
 Z rzeczy prozaicznych?
Już wiem: CIESZY MNIE OGROMNIE, że deszcz nie pada mi na głowę,
 że nie sprzedaję ziemniaków na bazarze, że mam tylko katar, choć na Litwie już szaleje grypa,
 że internet działa i mam kontakt z całym światem, że mam czym i na czym malować,
 że w lodówce leży sobie spory jeszcze zapasik śliwkowych trufli, które zrobiłam sobie na poprawę nastroju i …ach okazuje się ,że mogłabym jeszcze wymienić sto różnych powodów do radości…
więc ten brak ogrzewania staje się znikomym problemem, 
zwłaszcza gdy okręcę się jeszcze jednym grubym kocem lub gdy skończę wreszcie pisać i zabiorę się za malowanie! J


PS: a więc czego dziś CHCĘ najbardziej????
CIEPŁA, CIEPŁA W KAŻDEJ FORMIE I POSTACI – PRZYTULENIA LUB GORĄCEJ CZEKOLADY-lub jednego i drugiego!!!! O TAK!!!!!
 TAK BYŁOBY NAJLEPIEJ! J)))

czy kaloryfer mnie słyszy???????!!!!!!!


środa, 10 października 2012

listy znad Niemna......: KOGO WYBIORĄ LITWINI? czyli kilka przedwyborczych ...

listy znad Niemna......: KOGO WYBIORĄ LITWINI? czyli kilka przedwyborczych ...:   KOGO WYBIORĄ LITWINI????  Laba Diena , W najbliższą niedzielę wybory parlamentarne na Litwie….   Z zapartym tchem śle...

KOGO WYBIORĄ LITWINI? czyli kilka przedwyborczych refleksji....


 

KOGO WYBIORĄ LITWINI????

 Laba Diena ,

W najbliższą niedzielę wybory parlamentarne na Litwie….

 

Z zapartym tchem śledzę przebieg kampanii wyborczej …uważnie słucham opinii moich litewskich przyjaciół i chcąc nie chcąc ulegam przedwyborczym emocjom.

Już cały rok mieszkam nad Niemnem, dobrze się tutaj czuję, poznałam wielu serdecznych, wspaniałych ludzi, więc chyba nic dziwnego, że całym sercem życzę i sobie i Litwinom ,aby tym krajem rządzili mądrzy ,uczciwi i skuteczni politycy.

Czy to życzenie się spełni?

Gdybym złowiła złotą rybkę ,to szanse byłyby zapewne znacznie większe….

Ech złota rybko, nie mogłabyś tu przypłynąć-wychylić się z błękitnej fali i dać Litwie szanse na pokonanie społecznych i gospodarczych problemów?...Czy jednak wystarczyłyby te trzy życzenia? Problemów jest znacznie więcej…

Bezrobocie, niskie płace ,masowa emigracja młodych, afery korupcyjne, drożyzna i wiele innych….Czy nie wydaje się to nam dziwnie znajome?

Czy wciąż się dziwicie, że na Litwie czuję się jak w domu?

Tak. Sytuacja zbliżona, ale  Litwa nie jest tak silnym krajem jak Polska. To zaledwie 3 mln mieszkańców na obszarze 373 km ze wschodu na zachód i 276 z północy na południe. Spójrzcie na mapę ,a łatwiej zrozumiecie zarówno sytuację polityczno gospodarczą jak i mentalność samych Litwinów.

Herb litewski to uzbrojony jeździec na białym koniu z mieczem w wyciągniętej do góry dłoni.

To nie tylko piękny symbol historyczny, świadczący o waleczności i odwadze Litwinów.

Prawo do tego rodzaju herbu, udowodnili  niejednokrotnie w ubiegłych wiekach ,walcząc bohatersko z groźnymi najeźdźcami.

Ostatnio zupełnie niedawno bo w marcu 1990 roku ,Litwini mieli odwagę sprzeciwić się władzy sowieckiej i proklamować swoją niepodległość po wielu latach radzieckiej okupacji.

W styczniu 1991 Rosjanie wysłali na Litwę wojsko aby opanować sytuację i siłą przywrócić moskiewskie rządy. Pod gąsienicami czołgów i od kul zginęło 14 bezbronnych ludzi, którzy nie wahali się oddać swego życia w obronie wolności i niepodległości ojczyzny.

Sytuacja była przerażająca i nikt nie potrafił przewidzieć co przyniosą kolejne minuty, godziny i dni….

Pamiętam tamte dramatyczne wydarzenia, które na bieżąco relacjonowała polska telewizja i prasa…pamiętam ból i wzruszenie mego ojca i jego żarliwe modlitwy o zwycięstwo Litwinów w tej nierównej walce …mam przed swoimi oczyma wyraz jego twarzy i słyszę jego słowa….

.pamiętam też  jak wielu  Polaków solidaryzowało się z Litwą życząc jej wolności.! Czuliśmy się braćmi w niedoli….Chcieliśmy Litwinom jakoś pomóc, wesprzeć, dodać otuchy….

 

I STAŁO SIĘ! LITWA ODZYSKAŁA SUWERENNOŚĆ!

JAK BARDZO BYLIŚMY WTEDY SZCZĘŚLIWI! JAKBYŚMY SAMI BYLI LITWINAMI…..

…a dzisiaj?....

Minęło 20 lat…..Z historycznej perspektywy to zaledwie kilka dni…Tak wiele się zmieniło?

 

 Przy okazji kolejnych wyborów, zastanawiam się nad obecną sytuacją…Jak przykro brzmią słowa w prasie: ,, stosunki polsko-litewskie jeszcze nigdy nie były takie złe….’’

,,Polacy są rozczarowani postawą Litwinów’’…

Co jakiś czas słyszę kolejne oskarżenia pod adresem Litwinów. Niektóre z nich należałoby rzeczywiście przedyskutować i dziwię się, że kilkaset lat temu Polacy i Litwini potrafili się dogadać ,a teraz z jakichś tajemniczych powodów jest to utrudnione… ??????

 

 

Z drugiej strony jeśli chodzi o współpracę gospodarczą Litwa jest dla Polski bardzo atrakcyjnym partnerem.

W biuletynie Ministerstwa Gospodarki znalazłam m.in. takie ciekawe informacje :

 
Litwa według danych wstępnych za 2011 r. jest 15 partnerem handlowym Polski w Unii Europejskiej i 23 w świecie pod względem obrotów, z udziałem 1,39% w eksporcie polskim i 0,67% w imporcie. Polska natomiast należy do najważniejszych partnerów handlowych Litwy. Jest trzecim (po Rosji i Niemczech) dostawcą na Litwę, z udziałem w imporcie ok. 10%, i czwartym rynkiem eksportowym, z udziałem ok. 6%. Litwa należy do grupy krajów, z którymi Polska ma najwyższą nadwyżkę handlową. Przewaga eksportu nad importem sięga 60%.  

Po okresie spadku polskiego eksportu – spowodowanego zatrzymaniem reeksportu polskich towarów do Rosji w związku z akcesją Litwy do UE – i utrzymywania się obrotów handlowych na wyrównanym poziomie ok. 1,5 mld euro, od początku 2006 roku ponownie odnotowano dynamiczny wzrost wymiany handlowej. Jednak na skutek międzynarodowego kryzysu gospodarczego, który w znaczącym stopniu dotknął Państwa Bałtyckie, w tym Litwę, pod koniec roku 2008 wzajemne obroty gwałtownie wyhamowały, a I połowa 2009 r. przyniosła znaczną ich redukcję sięgającą połowy dotychczasowych obrotów. W roku 2010 odnotowano dynamiczny wzrost importu z Litwy i relatywnie nieduży wzrost eksportu na Litwę, który nie zrekompensował jeszcze redukcji z okresu kryzysu. Rok 2011 przyniósł dalszy wzrost wymiany i odbudowanie poziomu wymiany do wartości sprzed kryzysu. Wymiana handlowa z Litwę należała do najszybciej rozwijających się w UE (za Cyprem i Maltą, które odnotowały trzycyfrowe wzrosty). Na skutek osłabienia złotówki wobec waluty litewskiej w 2011 r., prócz rejestrowanej wymiany dwustronnej, znacznie wzrosły także zakupy w polskiej strefie przygranicznej dokonywane przez mieszkańców Litwy. Na początku roku 2012 eksport na Litwę nadal charakteryzuje wysoka dynamika, zaś import z Litwy do Polski dramatycznie spadł o 38 %, przy czym największy spadek odnotowano w przypadku produktów naftowych (o 87%), które dotychczas stanowiły największą pozycję w imporcie z Litwy.

W strukturze towarowej polskiego eksportu na Litwę dominują artykuły rolno-spożywcze – ok.19%, produkty chemiczne – ok. 23,5%, w tym tworzywa sztuczne ok. 10%, wyroby przemysłu elektromaszynowego – ok. 19% oraz wyroby przemysłu metalurgicznego – ok. 9,7%.

Z Litwy importujemy głównie produkty mineralne (w tym paliwa i oleje) – ok. 43,6%, produkty przemysłu chemicznego – ok. 17,5%, artykuły rolno-spożywcze – ok. 15%.

Największe saldo dodatnie dla Polski występuje w obrotach wyrobami przemysłu elektromaszynowego, artykułami rolno-spożywczymi oraz wyrobami przemysłu chemicznego i wyrobami metalurgicznymi.

Wygląda na to, że Polacy chętnie inwestują na Litwie…..

Do 2007 r. Polska plasowała się na pierwszym miejscu wśród inwestorów zagranicznych na Litwie, z 21% udziałem. Według statystyk litewskich wielkość polskich inwestycji spadła z wartości 1 880 mln EUR w 2006 r. do wartości ok. 1 240 mln EUR w roku 2011. Obecnie kapitał polski stanowi ok. 8,7% zainwestowanego na Litwie kapitału ogółem i daje, pomimo spadku, ponownie 1 pozycję Polsce wśród inwestorów zagranicznych, po redukcji inwestycji ze Szwecji, Danii i Niemiec. Na Litwie zarejestrowano 185 spółek z udziałem kapitału polskiego (wg stanu na koniec 2011 r.). Według danych NBP za 2010 r. inwestycje polskie na Litwie wyniosły 1 614 mln EUR (zmiejszenie stanu z ponad 2 mld EUR w 2007 r., jednak podwojenie w stosunku do roku 2009). Gwałtowne zmiany wartości inwestycji spowodowane były głównie fluktuacjami na rynku akcji na skutek kryzysu. Główne obszary działalności to: przetwórstwo ropy naftowej, produkcja wyrobów ze szkła, gumy i plastiku, ubezpieczenia, pośrednictwo finansowe, handel, transport, przemysł spożywczy. ( artykuł z  biuletynu internetowego Ministerstwa Gospodarki-Warszawa)

 

Niedawno Warszawę odwiedził litewski premier…..

 

….Nachodzi czas, kiedy powrócimy do bardziej racjonalnego postrzegania problemów i tonu w relacjach między rządami Polski i Litwy - powiedział w środę PAP premier Litwy Andrius Kubilius. Nie możemy pozwolić, by we wzajemnych stosunkach emocje wzięły górę - podkreślił.

 


Oświadczenie litewskiego premiera bardzo mi się podoba-mam nadzieję, że i polski premier ma podobne zdanie na temat i wreszcie Polacy i Litwini zaczną się ponownie traktować jak partnerzy a nie konkurenci czy nawet wrogowie….

Emocje podgrzewają zazwyczaj dziennikarze, którzy zawsze chętniej piszą o negatywnych wydarzeniach, niż o tych zasługujących na aprobatę.

Dobre relacje i stosunki gospodarcze pomiędzy Litwa a Polską są z pewnością niemile widziane w Moskwie, która chce za wszelka cenę utrzymać swoje ekonomiczne i polityczne wpływy na wschodzie.

Pomyślcie o tym z uwagą…hmm….i sami wyciągajcie wnioski…..

 


Za kilka dni wybory….Trzymam kciuki za MĄDRY WYBÓR LITWINÓW! Modlę się o ich pomyślność!
 

Litwini nie różnią się aż tak bardzo od Polaków, jak mogłoby się nam wydawać…

Kilkaset lat bezpośredniego sąsiedztwa, wspólnej historii ,…mieszanych małżeństw i wzajemnych kulturowych wpływów sprawiło, że bardzo często myślimy i reagujemy podobnie….Mamy podobne marzenia i podobne troski….może jesteśmy sobie o wiele bliżsi niż się spodziewamy?

Litwini ,tak samo jak Polacy mają prawo do tego aby żyć w swoim wolnym, bezpiecznym i  dostatnim kraju-ŻYCZMY IM TEGO Z CAŁEGO SERCA! <3
 
 

poniedziałek, 8 października 2012

listy znad Niemna......: Z DOMU DO DOMU....czyli REPORTAŻ Z PODRÓŻY DO POLS...

listy znad Niemna......: Z DOMU DO DOMU....czyli REPORTAŻ Z PODRÓŻY DO POLS...: Jadę do Polski!!!!Nie byłam tam ponad miesiąc. Powinnam się cieszyć…hmm…. Zestresowana pakuję plecak….jadę przecież na min. 10 dni...

Z DOMU DO DOMU....czyli REPORTAŻ Z PODRÓŻY DO POLSKI





Jadę do Polski!!!!Nie byłam tam ponad miesiąc. Powinnam się cieszyć…hmm…. Zestresowana pakuję plecak….jadę przecież na min. 10 dni!!!! a więc czarne, czarne, czerwone ,zielone…coś ciepłego, coś ładnego na inaugurację…(potem okazuje się, że o długiej spódnicy jednak zapomniałam! ) L…skarpetki, ręcznik , kosmetyki, kapcie…ech, już się zmęczyłam samym upychaniem i już nie pamiętam co leży na samym dnie….Sprawdzić?...nie chce mi się…a jednak trzeba było…
No cóż…tak czy inaczej zawsze czegoś zapominam….:)





  W DROGĘ!

Najpierw niestety jest dłuuuuga podróż…tak, wiem: ,,długa’’ to pojęcie względne…dla mnie jednak cierpiącej na chorobę lokomocyjną-tych kilka godzin spędzonych w rozkołysanym autobusie staje się zawsze niezapomnianym, traumatycznym przeżyciem. Siedzę wyprostowana i blada, z miną chorego psa, sapiąc i dysząc ciężko przed i po każdym zakręcie ,modląc się by nagłe hamowanie nie wywołało ataku torsji….Modlę się też by miejsca obok mnie nie zajął jakiś niedomyty mężczyzna lub o grozo: spocona kobiecina ,która tuż po wyjeździe z dworca rozwija kanapki z salcesonem….Na szczęście siedzą daleko ode mnie ,ale mój przeczulony nos i tak wykrywa wszystkie wrogie i mdlące zapachy…Jadę więc i walczę sama z sobą ,ze swoim organizmem, nosowi zabraniam analizy danych a żołądkowi  wmawiam, że jest pięknie, że nic nami nie targa, nie trzęsie i wystarczy pomyśleć o czymś miłym….Ufff….gdy dojeżdżam do Giżycka jestem obolała,spocona i ledwo stoję na nogach….
Z autobusu ,,wytaczam się’ ’razem z plecakiem, laptopem, podręczną torbą i butelką wody mineralnej…4 rzeczy,4 rzeczy…kontroluję i sprawdzam nerwowo…

Dworzec w GIŻYCKU
Jeden z moich ulubionych
Tu zawsze można liczyć na niespodzianki…
Pierwsza z nich to informacja o pociągu do Kętrzyna….okazuje się, że muszę czekać jeszcze ponad godzinę, choć wg internetowej informacji zaledwie 15 min…hmm
Poczekam więc, bo przecież  nie mam wyjścia…
Wlokąc ciężki –dlaczego zawsze tak potwornie ciężki???- bagaż ,kuśtykam do dworcowej toalety.
Czytelna tabliczka: SKORZYSTANIE Z TOALETY : 1,50 zł od osoby -PŁATNE Z GÓRY!
Pokornie kładę monety na talerzyku, ale coś mnie kusi by rzucić żartobliwy komentarz:
-w Suwałkach ta przyjemność kosztuje zaledwie złotówkę! Ja toalety czyściutkie i ładne!
Pani spogląda na mnie ponuro…i już czytam w jej oczach jak w księdze: no to wracaj se pani  do Suwałk..!!!!
Spuszczam więc głowę i próbuję otworzyć kolejne drzwi…ZAMKNIĘTE!!!!
-klamki nie szarpać…kluczem otworzę! -obwieszcza z wyższością kierowniczka toalety.
TO KOLEJNA NIESPODZIANKA…KIEDYŚ DO TOALETY MASZEROWAŁO SIĘ DROGĄ BEZ GRANIC. Teraz najpierw zapłacisz, potem Ci otworzą-lub nie!
Lepiej grzecznie poczekać bo pani na pewno chamstwa nie znosi i jak trzeba będzie to zastosuje odpowiednie metody wychowawcze.
Wewnątrz mała innowacja: papier szary, gruby, światło wyłączone a deski sedesowe wymontowane…,,a po co deski jak ludzie i tak nie siadajo’’- no i rzeczywiście !
Ile mądrości i przezorności w tych pozornie drobnych rewolucyjnych przemianach.
Podróże kształcą-potwierdzam!

Chwilę później siadam w pobliskim barze i zamawiam barszczyk.
-ale barszczyk to mamy taki ze słoiczka-informuje uczciwie sympatyczna pani.
-cóż, trudno- poproszę!.... nawet jeśli ze słoiczka i nawet jeśli bladoróżowy napój kosztuje 2,50 zł…płacę i nie dyskutuję…Słoik barszczu kosztuje zapewne nie więcej niż 3 zł i można z niego przyrządzić min.50 porcji…Obliczam sobie jaki to zysk i zastanawiam się, czemu do tej pory nie osiągnęłam sukcesu w jakimś biznesie? J))


Pociąg Z GIŻYCKA do KĘTRZYNA relacji EŁK-GDYNIA

Odjeżdża punktualnie co zapewne  należy odnotować jako historyczne wydarzenie niezwykłej wagi.
Odnotowałam więc!
Siedzę w przedziale sama-co też nie zdarza się tak często-i co skłania mnie natychmiast do burżuazyjnych zachowań typu: przeciąganie się, wyciąganie nóg, głośne ziewanie, wycieranie nosa i układanie włosów…PEŁEN KOMFORT!!!
Dziękuję polskim kolejom państwowym za te niecodzienne intymne doznania w brudnym co prawda ,ale naszym, swojskim, przaśnym przedziale!!!!
JADĘ SOBIE NA ZACHÓD I NIKT MNIE NIE POWSTRZYMA!!!!

MIASTECZKO K.

W piękny wrześniowy poranek, w tutejszym szpitalu przyszło kiedyś na świat nieproszone, kosmate dziecko ze skrzydłami motyla ( a może to były skrzydła ptasie?)…nikt tych skrzydeł nie widział.. nikt nie zauważył…więc dziecko nazwano Ewą…
,,Ewka ,Ewka spadła z drzewka” !!!!
Wierzyła ,że potrafi fruwać. Spadała niejednokrotnie, wybijając sobie zęby, uszkadzając kręgosłup  ale przeżyła i  dziś jest  już   dojrzałą Ewą choć wciąż niezbyt niepoważną…( ostrzegam!!!!)….
 Tyle wspomnień…tyle wrażeń związanych z tym niezbyt urodziwym ( przyznajmy) miasteczkiem…..
Pamiętam…..ale o tym może innym razem….jadę przecież teraz na urodziny do mojej Mamy!


U MAMY….CZYLI W RODZINNYM DOMU

 Myślałam o Tobie…czekałam…już traciłam nadzieję…dobrze, że jesteś! Boli …boli głowa…brzuch…plecy…kark najbardziej…chyba tracę wzrok…wpadam w depresję…dlaczego tak rzadko przyjeżdżasz…nie mogłabyś tu zostać? Patrz dziecko jak by nam było dobrze…miałabym opiekę …byłoby tak pięknie…a teraz obcy ludzie mnie obsługują…co ty tam na tej Litwie robisz?...za Polską nie tęsknisz?...ale wyglądasz dobrze…poprawiłaś się….no to dobrze!
Świętujemy Mamy urodziny…telefony z życzeniami od rana….goście…kwiaty ..prezenty….
W ogrodzie kwitną szafirowe marcinki, ogromne, wysokie bukiety…zbieram nasiona z pięknej purpurowej  malwy…posieję w Kownie przed domem!....Może się przyjmą?
Rozmawiasz po litewsku? Nie???? No dziwne….to nie sprawa inteligencji-bronię się żałośnie…Wstydzę się, naprawdę …tak, chcę się zapisać na jakiś kurs…a Litwini po polsku nie rozmawiają?...a dlaczego mieliby po polsku rozmawiać?…przecież to LITWINI więc mają JĘZYK LITEWSKI….ale to przecież musi być podobne do polskiego ..nie ???? indoeuropejski??? no popatrz! Nie wiedziałem….tak blisko Polski a język zupełnie odmienny…cha! A TO NIESPODZIANKA!!!!!...
Podoba Ci się na Litwie? ….drożej mają?..no co ty mówisz???.taki mały kraj…ilu ludzi mówiłaś???? Ojej!!!! To co tam fajnego jest? .Ludzie.. Kultura?...Historia?...Przyroda?.no tak….ciekawie opowiadasz…ciekawie!Jak długo planujesz tam zostać? Nic nie planujesz?...ychy....ale wyglądasz na zadowoloną...no proszę! To chyba po swoim dziadku masz,bo on też tak wędrował....:)







DOM MENDELSOHNA

Znowu jadę do Olsztyna.. miasta wielu mych pięknych, ale i koszmarnych wspomnień…Chcę jednak pamiętać tylko te dobre!....Festiwal…VI DNI KULTURY ŻYDOWSKIEJ…tym razem pod hasłem W DOMU….
Gdzie jest mój dom????…myślę siedząc w autobusie...
,,….ZAWSZE BEZDOMNY I WSZĘDZIE W DOMU….’’…przypominam sobie….Tak, tak….Dom to przecież nie tylko budynek ,dach i ściany ,ale nasi bliscy, przyjaciele, miejsce gdzie na nas czekają…gdzie jesteśmy kochani….akceptowani…
Jaka to radość ,że  MAM DOM!!!!!
Nie każdy jest takim szczęściarzem.....
Radość wypełnia moje serce…zamykam oczy aby nasycić się tym miłym wzruszeniem….aby pamiętać i aby zapamiętać….






FESTIWAL 27.09-03.10 2012



Bardzo intensywny tydzień mija szybciej niż bym się tego spodziewała i pragnęła…Pracujemy, organizujemy, biegamy ,ale i słuchamy, patrzymy ,radujemy się ,świętujemy…..mimo zmęczenia i przeziębienia chciałabym aby to wszystko trwało dłużej….
Bardzo ciekawe wykłady, spotkania , żywiołowe koncerty, wystawy, warsztaty…..Oj działo się ,działo….Kto nie był na festiwalu, niech żałuje! Nie obyło się oczywiście bez małych perturbacji, problemów organizacyjnych, technicznych i ,,nagłych zwrotów akcji’’....
Jednak możemy podziękować NAJWYŻSZEMU i wszystkim organizatorom, wykładowcom  oraz uczestnikom za naprawdę DOBRZE I MĄDRZE SPĘDZONY WSPÓLNIE CZAS……
Za rok już 7 (oby!) edycja festiwalu!!!!! Już się cieszymy ,już rozmyślamy nad programem…….nad hasłem…nad terminem…
Kogo zaprosić…jak zdobyć fundusze…???jak najlepiej wszystko zorganizować i jak …nie zwariować…?:.
....,,hasło świetne, hasło niedobre, dziwne, zbyt oczywiste ,głębokie, banalne ,
termin niewygodny ,za krótko,  za długo ,lepiej byłoby latem, wykładowca wspaniały, nudny ,koncert znakomity, okropny, jakieś łomotanie, nareszcie coś ambitnego, dla normalnych ludzi wreszcie coś zróbcie!!!, beznadziejna ta muzyka, za głośno, za cicho, a czemu tylko o żydowskiej kulturze robicie?...itp…itd…..
Sami widzicie, że trzeba dużej odporności psychicznej i fizycznej, aby wyczerpująco odpowiadać ,wyjaśniać i spokojnie pracować dalej! Uff…..





POWRÓT

Ptaki odlatują do ciepłych krajów…a ja wbrew logice i wbrew zdrowemu rozsądkowi JADĘ NA LITWĘ…..powracam do Kaunas….Dlaczego?
Może dlatego ,że mi brakuje rozumu….może z powodu głosu serca….. ale nagle widząc deszczowe chmury nad Niemnem, poczułam ogromną radość ,że wracam DO DOMU….? <3


czwartek, 13 września 2012

listy znad Niemna......: KUSZENIE EWY I WOLNOŚĆ OSŁA lub odwrotnie,czyli o ...

listy znad Niemna......: KUSZENIE EWY I WOLNOŚĆ OSŁA lub odwrotnie,czyli o ...:       zaczęło się niewinnie.........   -Chcesz jechać na plener? -Jasne ,że chcę ,a gdzie? -na północ, w okolice Palangi...

KUSZENIE EWY I WOLNOŚĆ OSŁA lub odwrotnie,czyli o plenerze na Żmudzi.....

 
 
 
zaczęło się niewinnie.........
 

-Chcesz jechać na plener?

-Jasne ,że chcę ,a gdzie?

-na północ, w okolice Palangi…

-wspaniale!!!!

-a jakie warunki?

-zakwaterowanie w HBH…

-słucham?

-to taka restauracja i hotel…

-restauracja?

-tak i …browar

-słucham?

-bro-war! Tam gdzie robią piwo…

-do browaru na plener??????? niebezpiecznie!!!!!

Byłam już na plenerze w różnych miejscach…w leśniczówce, pensjonacie, folwarku, ostatnio nawet 2 razy w klasztorze ale w BROWARZE?

 Plener dla malarzy?????

To jak plener dla lisów w… fermie kur….

-to jak, chcesz pojechać?

-jaaaaaadeeeeee!!!!!

 jadę ,jasne że jadę!!!!

Tydzień w browarze brzmiał obiecująco…

Zapakowałam się w pół godziny…Właściwie moja torba podróżna stoi spakowana w pracowni od początku wakacji…i rytuał jest niezmienny: wyjeżdżam…maluję…wracam…piorę…suszę…wrzucam z powrotem…wyjeżdżam…

Ubranka te same, więc nie stawiam sobie filozoficznych pytań ,,co ja na siebie włożę?” Skutek jest taki, że na plenerze zwykle paraduję od rana do wieczora w moim ,,malarskim garniturku’’ ochlapanym, brudnym i zaklejonym…ach jak cudownie!:)

Na wszelki wypadek mam jednak jeden wernisażowy komplecik- hmm…zupełnie podobny do malarskiego, z tą tylko różnicą ,że czysty! J

Przyjechaliśmy na miejsce. Przywitała nas miło i serdecznie sympatyczna właścicielka tego ogromnego jak się okazało –kombinatu gastronomiczno rozrywkowego!!!!

-jesteście moimi gośćmi: pokoje ,bar i restauracja są do Waszej dyspozycji! ZAMAWIAJCIE CO I ILE CHCECIE,- SMACZNEGO !!!!

Zabrzmiało groźnie i wprost niewiarygodnie, ale okazało się prawdą…niestety!

Dlaczego ,,niestety’’ – bo dla artysty lepiej gdy głodny niż przeżarty, zapewniam!!!!!:))))))

Pokoje wygodne, czyste, ładnie urządzone, karta dań kusząca, obsługa równie urodziwa co kulturalna i miła…RAJ!

Mamy też miejsce do malowania-przypominające bardziej antyczny salon niż pracownię….Zaklejam i zabezpieczam wszystko folią i przez kilka pierwszych godzin drżę uderzając pędzlem o płótno.. za każdym razem rozglądam się i sprawdzam z niepokojem czy  jednak czegoś nie zachlapałam…Groza!!!!

Pory posiłków ustaliliśmy wspólnie…10….14…19….Regularnie i grzecznie jak cielęta podchodzimy do korytka i szukamy w karcie czegoś ,,smacznego, zdrowego i niezbyt tuczącego’’….

- Pstrąga z rusztu? Filecik panierowany ? kurczak w sosie słodko kwaśnym… a może bakłażany z sezamem? hmmm…to może na dobry początek bliny ziemniaczane ze śmietaną i …kufel świeżego piwa?

-takie piwo nie filtrowane i nie pasteryzowane jest bardzo zdrowe!!!!

-o taaak!!!! BARDZOOOO ZDROOOWE!!!! zamawiamy też ciemne…ponoć jeszcze zdrowsze…a chcemy przecież jeść i pić tylko to co zdrowe !

-tak, poprosimy jeszcze po jednym piwie!
 

CZUJECIE TEN KLIMAT?????

Wstajemy od stołu wypchani cepelinami i nasiąknięci piwem jak gąbka….Trzeba zabrać się do malowania…oczywiście!!!!…ale najpierw chyba jakiś mały spacerek po lesie…?

Restauracja jest ogromna i rozległa jak labirynt…trudno na początku znaleźć drogę ,,ewakuacji’’

Wokół restauracji, wśród wysokich drzew i krzewów, kolejne bary i kluby, place zabaw, boiska sportowe, strzelnice, bilard, tory przeszkód dla dzieci i dorosłych, park wspinaczkowy, park rzeźb, liczne sklepy z pamiątkami, zwierzyniec , stawy…Nic dziwnego, że każdy gość otrzymuje mapę ze wszystkimi dostępnymi atrakcjami!

My też stanowimy chyba swego rodzaju ,,atrakcję’’, zwłaszcza w usmarowanej farbami odzieży na tle setek wystrojonych ,,na bogato’’, pań i panów.:)

Mnóstwo turystów przybywa z Rosji, Łotwy i oczywiście z całej Litwy. Tłumy dorosłych i dzieci spędzają tutaj często cały dzień.

HBH to najsłynniejsze tego rodzaju miejsce w kraju. 

Do Palangi zaledwie parę kilometrów.. po spacerze nad morzem, miło posiedzieć w dobrej restauracji ,zjeść obiad i napić się smacznego ,świeżo warzonego piwa…

My jednak nie jesteśmy turystami…mamy zadanie do wykonania: namalować po kilka obrazów i zrobić tutaj poplenerowy wernisaż! Uff…w tak dobrych warunkach okazuje się to bardzo skomplikowane! J)))

Mnie najbardziej dekoncentruje nieustanny zgiełk, restauracyjne zapachy i …muzyka!!!!

Ja przecież tak kocham i potrzebuję dobrych dźwięków…no właśnie: DOBRYCH….tymczasem z głośników na każdym piętrze wydobywa się jakiś techno-popowo- transowo - ludyczny  jazgot….Juz po kilku godzinach jestem zmęczona i rozdrażniona…Czuję basowe łomotanie w skroniach i ….kolanach…J

Podczas obiadu proszę miłą kelnerkę o ściszenie muzyki i nieśmiało dopytuję czy nie mają czasem jakichś innych nagrań- choćby-daj Boże!!!!!: ludowych?????

NIE! NIE MAJĄ!!!  :(

 i ta sama lista nagrań towarzyszyć nam będzie od rana do nocy… każdego dnia!!!!!…taki trans…To jak miecz anioła strzegącego wejścia do raju. To jak kara za moje przeszłe i przyszłe grzechy i za ten luksus i za te ogromne kufle piwa!!!!

Zaciskam więc zęby, wzdycham ciężko  i zamawiam pierwsze danie…drugie danie…kawę…lody…bitą śmietanę…i PIWO!

Na poobiednim spacerze poznaję moich nowych przyjaciół, których krzyk słyszałam już pierwszej nocy, myśląc, że mam halucynacje! Przede mną stoi i uśmiecha się szczerząc zęby: PARA OSŁÓW!

-lubisz marchewkę????... pytają niby od niechcenia

-lubię!- odpowiadam

-my też lubimy!!!!- wyznają śliniąc się –PRZYNIOSŁAŚ?????

-nie!.. bardzo przepraszam! nie miałam pojęcia, że was spotkam!

-ichaaaa…ichaaa…..nie miałaś pojęcia???? …no dobra, ale teraz już wiesz…

-tak.., ale mogę już teraz was pogłaskać…!.

-hmmm…z głaskania nie mamy wielkiej satysfakcji…jak przyniesiesz marchewkę to pogadamy…bo teraz jesteśmy bardzo zajęci…

Osły odchodzą smutne i zawiedzione….ja też odchodzę i głupio mi ,że próbowałam ich ,,ugłaskać’’……

Lepiej już pójdę coś namalować….mam pomysł na nowy obraz…
 
 

Przedtem jeszcze zamieniam kilka grzecznościowych zdań z piękną lamą i jej mężem ( okropnie zarozumiali nudziarze…),
 
dyskutuję ze stadem kóz na temat sytuacji politycznej w Europie…( jeden z kozłów powiedział, że unia europejska jest zupełnie obojętna wobec ich losu, a politycy chcą  tylko wydoić ich kobiety, zedrzeć skóry i przerobić na eleganckie torebki!)
 

Wolałam milczeć w tej sprawie ,bo niestety wiele w tym gorzkiej prawdy…Mała kózka przyglądała mi się z ciekawością i wąchała nieufnie moją torebkę, która na szczęście jest uszyta ze zwykłej szmaty a nie z koziego nieszczęścia! Uffff……

 

Jak już o nieszczęściach mowa….Na Litwie znowu wszystko podrożeje- komentują moi znajomi…Cena paliwa ma wzrosnąć o jednego lita! To będzie chyba najdroższe paliwo w całej Unii Europejskiej!!! Wielka w tym ,,zasługa’’ rosyjskich sąsiadów!!!

Żyć tutaj coraz trudniej i smutniej….bo ludzie, a zwłaszcza ci starzy boją się, jak przy takich cenach przeżyją zbliżającą się zimę???? Mają być srogie mrozy, jeszcze gorsze niż w poprzednim roku…brrrrr….

Słucham tych hiobowych wieści z niepokojem, mając nadzieję, że prognozy meteorologiczne okażą się fałszywe a podwyżki nie będą tak dotkliwe….

Obserwując  turystów trudno uwierzyć w pogłębiający się kryzys…Elegancko ubrani…elegancko spacerują i elegancko płacą odjeżdżając eleganckimi samochodami….

 

,,Trzeba będzie kupić większy zapas ziemniaków na zimę !””….myślę zasypiając ….

 

Nad ranem budzi mnie porykiwanie osłów…potem drze dziób czarny ,chudy kogut z Madagaskaru a wtórują mu beczeniem na w pół ślepe owce i wiecznie głodne kozy…
 
 

Czas wstawać! CZAS NA ŚNIADANIE!!!! Potem do pracowni…potem na obiad…potem znów malowanie i kolacja….!

Dziwne, złowrogie uczucie:

CZUJĘ JAK NABIERAM MASY!!!!

Ponoć piwo wcale nie tuczy, a nawet pomaga zrzucić wagę- zapewniają mnie mężczyźni popijając kolejny kufelek i gładząc się po okrągłych brzuchach….

TAK! w dodatku jest BARDZO ZDROWE!

Postanowiłam się ograniczać! Piję więc tylko jedno piwo do obiadu, ale za to na deser znowu zamawiam pyszne lody z owocami i..... miskę BITEJ ŚMIETANY!!!!!

Mam dietę śmietanową-tłumaczę ciekawskim.....-lekarz mi zalecił! -bo BITA ŚMIETANA JEST BARDZO ZDROWA!:)))))))
 
 

Uciekam od stołu do lasu, do pracowni, do… osłów….Zabieram ze sobą marchewkę i rozmawiamy sobie spokojnie o życiu, sztuce i literaturze…Osły podobnie jak ja lubią jazz i ladino…Sefardyjskie romanse to ich ulubione pieśni….Wspominamy historię mądrej oślicy Balaama ( to pra, pra…pra babka jednego z nich!!!!)… i innych wybitnych osłów…

-W starożytnym Izraelu  osioł był zwierzęciem królów i sędziów...cieszył się szacunkiem i uznaniem….a popatrz dziś na naszą sytuację!- wzdycha Szary….ech! życie…przychodzą tu tłumy znudzonych turystów i każdy chce nas sfotografować…robimy różne głupie miny aby dostać marchewkę…czy wiesz jakie to upokarzające?????
 
 

Opowiadam ,że moja Mama zawsze chciała mieć osiołka i pytam delikatnie czy mogłabym zrobić kilka fotografii…

-dla Mamy na urodziny…ma 25 września!

-Dobra rób, tylko wykasuj te, jak turyści karmią nas  marchewką….Rozumiesz, że to obciach?

- tak, wykasuje, jasne ! JA TEŻ NIE LUBIĘ OBCIACHOWYCH FOTEK-a moi znajomi chętnie mi takie właśnie robią-skarżę się

-nie przejmuj się, ludzie bywają mało wrażliwi….niby nas kochają, karmią i poklepują ,ale trzymają za ogrodzeniem….a teraz już idź bo robi się chłodno….

…I NIE ZAPOMNIJ O NAS!

 

Żegnam się i obiecuję ,że jeszcze się spotkamy!

 

 

 

Dobrze, że plener trwał tylko tydzień….Nawet pobyt w RAJU bywa męczący!

W końcu robimy wernisaż naszej wystawy…dziennikarze dopytują o nasze inspiracje ,emocje przeżycia i wzruszenia…hmmm….czy powinnam powiedzieć o OSŁACH?.....

Pokazuję swoje prace i opowiadam, że w każdym miejscu maluje się inaczej, że ważna jest historia tego miejsca….…to co było kiedyś…i to co będzie…,że malując używam też morskiego piasku i okolicznej ziemi….że malując obraz ,,piszę list’’ ,opowiadam o tym co przeżyłam i za czym tęsknię….,że to nie tylko zapis moich emocji,…ale przecież bez emocji malować nie sposób….
 
 

Młody dziennikarz kiwa głową…nie wiem nawet czy przetłumaczono mu to co chciałam naprawdę powiedzieć i …czy to miało sens ?

Dziwi się, że przyjechałam na Litwę….W POLSCE CHYBA ŁATWIEJ BYŁO ŻYĆ?????

 

Znowu korci mnie by wspomnieć głośno o osłach….

 

Szczerze mówiąc one  naprawdę bardzo mi pomogły….rozbawiły ,ale i zmusiły do poważnego myślenia…przypomniały o moich priorytetach….

Będąc w tłumie ludzi ,zgiełku i hałasie-zatęskniłam za spokojem i ciszą….Odnalazłam ją w obłokach, lesie, nad brzegiem morza i w …samej sobie….

 RAJ jest wspomnieniem….przyszłość nadzieją, ale  SZCZĘŚCIE  I POKÓJ TWORZYMY SAMI !

 

 Zbliża się ŻYDOWSKI NOWY 5773 ROK!

Przed tym Świętem trzeba rozmyślać nad swoim życiem, dążyć do odnowy i poprawy ,pojednać się z ludźmi ( a może trzeba by i ze zwierzętami?)….

Życzę Wam wszystkim, abyście w tym Nowym Roku nie tracili nadziei i pogody ducha…abyście mogli żyć pojednani z Bogiem i ludźmi i cieszyć się ze wszystkiego co ZDROWE J dobre, piękne i mądre!!!!!

NICZEGO ZA WIELE, ALE WSZYSTKIEGO TYLE ILE TRZEBA!!!!:)))))