............

niedziela, 6 maja 2012

K jak KVADRATAS czyli o moich szaleństwach do kwadratu!!


Za oknem prawdziwy zywioł....szaleje wichura,pada ulewny deszcz z gradem....pierwsza majowa burza  a ja pijąc gorącą herbatę,wspominam wydarzenia z ostatnich kilku dni…..



Miałam  koszmarny sen…Jest słoneczne popołudnie w Kaunas…przebieram się i pospiesznie wychodzę z domu…za pół godziny zaczyna się ,,ważny wernisaż ''…ważny między innymi z tego powodu, że  ja w nim też uczestniczę ( Ji jestem tam bardzo zestresowana )…Pokazuję 4 małe prace!(kolorowe pejzaże malowane na kartonie)….Do przystanku autobusowego jest dosyć daleko, więc próbuję otworzyć garaż, aby pojechać rowerem…


Jako włamywacz nie zrobię kariery....Klucz się zacina…Drzwi całkowicie obojętne na moje nieprzychylne westchnienia...ech…biegnę do domu…szukam pieniędzy na bilet…pamiętam o wyłączeniu światła,zamknięciu domu i furtki....zapominam o zabraniu telefonu…,ale ściskam w dłoni monety i pędzę na autobus…


Przebiegam dwie przecznice jak olimpijczyk....Mam szczęście (???), autobus akurat nadjeżdża! Wpadam w ostatniej chwili zdyszana i spocona…Kupię bilet u kierowcy-myślę. Podaję mu odliczoną sumę. Kierowca gestykulując każe mi przejść do tyłu i nie tarasować przejścia….Posłusznie  ( i naiwnie!!!) wykonuję jego polecenie. On jest tu szefem, ma długie ,groźne wąsy i czerwoną twarz, jest tak bardzo skoncentrowany na swojej pracy,że chyba zapomina podać mi bilet…??? Czekam cierpliwie, ale on mnie nie zauważa… Na kolejnych przystankach, wchodzą inni ludzie, a ci którzy płacą , otrzymują też pokwitowanie…Ja nic nie dostałam !?…zaczynam się niepokoić i analizować sytuację….A JEŚLI WEJDZIE KONTROLER??? ach, na pewno tu są inne zwyczaje-pocieszam się…pewnie kierowca sam jest kontrolerem i dobrze wie, że zapłaciłam za tę podróż….Jednak na wszelki wypadek szukam komórki, aby w razie czego ,,zadzwonić do przyjaciela ‘’….szukam…szukam i nie znajduje…a niech to! Przecież nie wiem nawet dokładnie jak dojść do galerii….i co teraz????

Jeszcze jeden przystanek….tylko spokojnie…na pewno COŚ wymyślę…w wymyślaniu COSIA jestem ekspertem!Cóż...nie mam komórki, nie mam biletu, nie znam adresu, LECZ NADAL JESTEM PEŁNA OPTYMIZMU!!!. Tak pieknie świeci słońce,czym tu sie martwić????
i...nagle…robi mi się słabo…widzę na przystanku 3 tajemnicze postacie w błękitnych mundurach…Wyglądają jak aniołowie,ale tym razem naprawdę nie jestem gotowa na spotkanie z ich świętością!!!!
KONTROLERZY!!!!!Boże, nie!- błagam-uczyń mnie niewidzialną!!! Autobus zwalnia, ja rzucam się do przodu, chcę już stukać w szybę kierowcy i domagać się pomocy-ale on zerka na mnie gniewnie, macha ręką  i …otwiera przednie drzwi- wyskakuję z obłędem w oczach…biegnę jak ścigany zając …Potykam się o nierówny chodnik....Wyobrażam sobie jak mnie zatrzymują i aresztują…o nie!!!!!uświadamiam sobie, że moje dokumenty także zostawiłam w domu…!!!!Znikąd ratunku!!!????
BIEGNĘ JAK PRZESTĘPCA…nie oglądam się za siebie….serce bije mi straszliwie, tracę oddech…w końcu poddaję się, zatrzymuję się pod starym kasztanowcem i mam wrażenie, że za chwilę umrę…MAMOOOOO,DOBRZE ,ŻE TEGO NIE WIDZISZ!!!!!Już mi wszystko jedno…niech mnie nawet ktoś zastrzeli-proszę bardzo!!!…ale nie chcę dłużej tego przeżywać…nie zrobiłam nic złego, a czuję się i zachowuję jak bandzior….groza!!!!

Och jak bardzo chciałam się obudzić, przetrzeć oczy i odetchnąć z ulgą…lecz NIESTETY TO NIE BYŁ SEN!.....TO WSZYSTKO WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ!!!!

 Siedzę w trawie i płaczę ze złości na siebie i na swoje idiotyczne, irracjonalne zachowanie….od kiedy pamiętam…zawsze tak było…w domu i w szkole…gdy coś złego się wydarzyło i szukano winnych…ja już pociłam się ze zdenerwowania. Komuś w klasie zginął piórnik….,,nooooo????…proszę się  natychmiast przyznać! „-krzyczała nauczycielka -a ja wybuchałam płaczem…choć oczywiście nie miałam z tym nic wspólnego…. :(

Cha, cha! ale beksa !- śmiały się dzieci…Ja beksa???? Niedorzeczne oskarżenie  :)  , przecież jednocześnie byłam  radosna i pełna pomysłów na szalone zabawy i psoty…( co niestety zostało mi do dzisiaj …hmm….) Wspinałam się na drzewa i skały,skakałam z dachu, czyniłam akrobacje na wysokim płocie i postrzępionej linie, łaziłam po bagnach, żwirowiskach i bunkrach, wiele razy zabłądziłam w lesie…


czyniłam wiele innych niebezpiecznych rzeczy, o których lepiej chyba nie wspominać….
Wiele razy mogłam to nawet przypłacić życiem, okropnie bolał rozbity nos, poraniona noga, rozcięty palec i zszywana głowa….ale mój temperament i nieograniczona fantazja popychały mnie do nowych przygód….Proszę bardzo! Mam więc kolejną przygodę….Skulona w trawie pod wielkim starym drzewem, sapię jak  maratończyk i dziękuję Bogu, że już po wszystkim….Przypominam sobie, że jeśli chodzi o WF, to właśnie z biegania miałam najlepsze stopnie!!!! Hurra!!!! Po chwili stwierdzam spokojnie, że skoro udało mi się uciec J)))))) to znajdę także drogę do miejsca gdzie już na pewno zaczął się wernisaż…Kiedyś już przecież tam byłam. Wtedy było trochę  inaczej bo jechałam samochodem i nie koncentrowałam się na kierunkach, ale od czego mamy pamięć wzrokową ????cha, cha!!!! Udało się!!!! Jestem na miejscu…Spóźniona ale bardzo z siebie dumna  i szczęśliwa!!!
Cieszę się ,że nie złamałam nogi,że jutro w gazecie nie ukaże się artykuł o zdemoralizowanej,zuchwałej polskiej artystce ,która popełniła ,,autobusową zbrodnię'' i zbiegła z miejsca  przestępstwa!!!
Cieszę się, że nie siedzę teraz na komendzie policji lecz oglądam piękne,różnorodne prace artystów i z litewskimi Przyjaciółmi wznoszę radosny toast!!!
LE CHAIM!!! I SVEIKATA!!!


Wystawę ,,Kwadrat’’ od kilku lat organizuje świetny artysta i niezwykle sympatyczny człowiek:
 Arturas  RIMKEVICIUS, który sam zajmuje się szkłem artystycznym i tworzy bardzo interesujące, nowoczesne prace.





W wystawie uczestniczyli artyści z Litwy i Łotwy a mój udział był dla mnie wielkim wyróżnieniem i radością.

Z uwagi na dużą liczbę uczestników, nasze prace są pokazywane w dwóch galeriach jednocześnie. Z tego powodu tego samego dnia odbyły się też dwa wernisaże.

Na wystawie można zobaczyć malarstwo, grafikę, fotografię i rzeźbę. Mnie najbardziej podobały się właśnie prace z ceramiki i szkła i drewna…Wydawały mi się świeże, nowoczesne i oryginalne.










 więcej fotografii KWADRAT-WYSTAWA MALARSKA Kaunas 2012 znajdziecie na facebooku .....zapraszam!

 ZAPEWNIAM JEDNOCZEŚNIE ,że więcej moich szaleństw nie obiecuję,ale...obawiam się,że i tak nastąpią! :)

czwartek, 3 maja 2012

listy znad Niemna......: D jak Deyna czyli PIOSENKA ,czyli JAZZ po litewsku...

listy znad Niemna......: D jak Deyna czyli PIOSENKA ,czyli JAZZ po litewsku...: Co z ciebie za blogerka ????-napisała do mnie z wyrzutem koleżanka-raz piszesz, raz nie piszesz!!!! Jak się coś zaczyna to trzeba kon...

D jak Deyna czyli PIOSENKA ,czyli JAZZ po litewsku!



Co z ciebie za blogerka ????-napisała do mnie z wyrzutem koleżanka-raz piszesz, raz nie piszesz!!!! Jak się coś zaczyna to trzeba kontynuować….Nie jestem blogerką –tłumaczę się- jak mam czas i chęć to od czasu do czasu coś piszę, ale tak wiele rzeczy dzieje się w moim życiu, że aby pisać codziennie-musiałabym chyba pracować w nocy. Malarstwo jest moim prawdziwym uzależnieniem i pasją-kiedy pracuję nad obrazem, pisanie schodzi na drugi plan.

Za dużo maluję-przyznałam…Czy można malować za dużo? Brzmi to dziwnie, ale chyba jednak tak właśnie jest w moim przypadku. Jako malocholik  zużywam zbyt wiele farb ,papieru, płócien, wody i energii. Marnotrawię cenny czas, który mogłabym poświęcić na bardziej praktyczne czy pożyteczne zajęcia. W moim roboczym pokoiku piętrzą się stosy prac, zajmują cenną życiową przestrzeń, utrudniają dostęp do szafy ,półki czy nawet łóżka…Gdy szukam jakiegoś drobiazgu, muszę najpierw jak mieszkaniec dżungli ,przedrzeć się przez zarośnięty obrazami teren, co grozi zwykle utytłaniem się w farbach, poślizgnięciem na palecie, wylaniem wiaderka z wodą czy uszkodzeniem głowy z powodu spadającej ze sztalugi deski. Po jakimś czasie okazuje się, że poszukiwania nie dały oczekiwanych rezultatów, ale przyczyniły się do rozpoczęcia kolejnej akcji ,,sprzątania świata’’, która ma zaprowadzić w tym miejscu wieczny ład i porządek. Układam więc mozolnie pędzle i farby, sortuję prace ,upycham i pakuję do teczek papiery, by po kilku godzinach  stwierdzić, że: hurra!!!!! warto było się natrudzić bo mam teraz znacznie więcej miejsca do pracy! J Stan błogiej harmonii trwa jednak dopóty, dopóki  nie zabiorę się ponownie do malowania. Nadciąga artystyczne tsunami!


W twórczym szale poukładane tubki farb zaczynają lewitować lub miotać się pod nogami, płótna schowane za szafą wyciągam i na nowo przemalowuję, papiery rozkładam i tnę na kawałki…Nie wiedzieć czemu mam sklejone błękitem włosy, kolorowe piegi na twarzy i ręce….tak brudne, że nie chcielibyście ich oglądać!

Nie rozumiem jak można malować i samemu pozostać –nie umalowanym! Mnie się to jeszcze nigdy nie udało-choć widziałam kiedyś w pewnym piśmie reportaż o malarce, która maluje w zabytkowym salonie, siedząc na pięknym fotelu, przy  stole przykrytym …koronkowym obrusem! Pani ta ,ma szklaneczkę do pędzelków ,szmatkę śliczną do ich wycierania i sama też śliczna i w ślicznej sukieneczce zerka do lustra i swój śliczny autoportret uwiecznia dla potomnych. Patrzyłam na nią oczarowana i z sercem zbolałym…choć pewnie to i zawiść była: Jakże ja bym chciała być taką śliczną malarką, w tej ślicznej sukience, na tym ślicznym fotelu…ECH!!!! marzenie! Malować i się nie upaćkać! ????CUDO!!!!


Tymczasem ja przy pracy wyglądam jak kaczka, która się wytaplała w kałuży lub mały krecik , który przeorał 3 hektary ziemi….Boleśnie zderzają się nasze marzenia i wyobrażenia z realnym życiem….bardzo boleśnie….

Kilka dni temu pojechałam do Polski.

 Na moich ukochanych Mazurach, spotkania z Mamą i Przyjaciółmi-BEZCENNE!!!! :)
Często słyszę: ,,a nie tęsknisz???''....to jakby ktoś spytał ,,a nie ...oddychasz?".....jasne,że czasem tęsknię...,ale przecież Polska niezbyt daleko i nie jest tak trudno tam pojechać....bywam tam co jakiś czas...i wtedy też zaczynam tęsknić...ale za Litwą!  :)
( Do Izraela dalej niż do Polski i to jest znacznie boleśniejsza tęsknota....)


Powędrowałam szlakiem dzieciństwa. Towarzyszyła mi moja Przyjaciółka i jej dwuletni synek. Brnęłyśmy ku rzece przez błotniste ,wiejskie drogi, przyglądałyśmy się starym, zmęczonym wierzbom, słuchałyśmy śpiewu ptaków. Ja podjadałam młode lipowe pączki i inne znane i nieznane rośliny, które przed laty też tam rosły. Dzielny malec z entuzjazmem wskakiwał w kałuże ,zbierał patyki, kamyki i zeschnięte kawałki błota pakując te wszystkie cenne zbiory do …wózka! Nad rzeką Dajną bawiliśmy się wspólnie ,wrzucając do wody patyki i obserwując jak odpływają w nieznane! Przypomniały mi się różne przygody z dzieciństwa związane z tym miejscem…Podziwiałam tę rzekę i czułam przed nią lęk. Kiedyś uniesiona przez wartki nurt ,tonąc walczyłam tu o życie. Do dzisiaj boję się głębokiej wody….Niedawno dowiedziałam się ,że ,,Deyna’’ to po litewsku znaczy PIOSENKA! Na starych mapach tak właśnie brzmi jej nazwa.: Musiało upłynąć tak wiele lat, musiałam pojechać na Litwę , abym poznała moją rzekę na nowo…




Samą siebie też poznaję tutaj na Litwie na nowo….Przyglądam się sobie z niedowierzaniem…Czy jestem tą samą osobą,ktorą byłam w Polsce? I tak i nie….Mieszkając w Polsce otoczeni rodziną, przyjaciółmi-w większości Polakami-nie macie potrzeby aby zastanawiać się nad swoją polskością, komunikujecie się sprawnie i automatycznie…Mieszkając w innym kraju, bez znajomości lokalnego języka i historii czulibyście się jednak chyba nieco ułomni…Ja chwilami tak właśnie się czuję-i nie jest to miłe doświadczenie. Ciekawe, inspirujące, ale jednak niezbyt przyjemne. Język litewski jest piękną lecz trudną do zaśpiewania piosenką! :) Tym bardziej doceniam każdy sympatyczny gest i uśmiech, każde dobre słowo i życzliwość. Mam niebywałe szczęście, że spotykam tylu sympatycznych, serdecznych, miłych i mądrych Litwinów! Kolejny raz odkrywam, że bliskość między ludźmi to coś znacznie więcej niż językowe porozumienie, bo  najpierw jest rozmowa serc, płaszczyzna dialogu oparta na wzajemnym szacunku , chęci wysłuchania oraz poznania. Szanuję cię i akceptuję jakim jesteś- uznaję twoją wolność do własnych przekonań, wiary i uczuć-I TY TAKŻE POZWÓL MI BYĆ SOBĄ!

Staram się tak właśnie patrzeć na ludzi, których dane mi jest poznać. Każdy człowiek ,którego spotykam wnosi coś do mojego życia, w jakiś sposób zmienia je, ubogaca…Z wdzięcznością myślę o tych wszystkich ,którzy obdarowali mnie dobrem, wsparciem, przyjaźnią , miłością…Było ich bardzo, bardzo wielu…Ta lista wciąż się wydłuża!!!!

Myślenie o nich sprawia mi radość ,pobudza miłe wspomnienia….Jestem przekonana, że każdy z Was mógłby także wymienić wielu dobrych,szlachetnych,cudownych ludzi, których spotkał w swoim życiu.

Gdybyśmy częściej przypominali sobie o nich to mogłoby się okazać, że mamy jednak wbrew pozorom wiele szczęścia i wiele powodów do wdzięczności! J

Moja znajoma zwykła mówić: ludzie są podli!!! Spytałam ją kiedyś czy zastanawia się nad sensem tego oskarżenia ?

Kiedy narzekam, że ludzie są źli i niewdzięczni to przecież wskazuję też na siebie-ja także jestem człowiekiem…

Będąc w Polsce usłyszałam znowu wiele krytycznych słów pod adresem Litwinów. Jedna z moich znajomych wróciła właśnie z wycieczki do Wilna i spotkała się tam z wrogością i nieuprzejmością Litwinów w sklepach i restauracji. Oczywiście, zrobiło mi się bardzo przykro.. i ze względu na nią i ze względu na Litwinów, o których będzie  teraz źle mówić 40 osób więcej. :(
Mój pojedynczy głos zagłuszy krzyk oburzonych i obrażonych polskich turystów. Ktoś doda jeszcze do tego swój komentarz, ktoś inny opowieść ubarwi i wkrótce pół mazurskiego miasteczka powtórzy z niechęcią , że ,,Litwini nienawidzą Polaków’’.

Co mogę zrobić w tej sprawie??? Chwilami czuję się bezsilna. Byłoby cudownie gdyby wszyscy byli wobec siebie mili, uprzejmi i kulturalni-Litwini wobec Polaków, Polacy wobec Litwinów –wiadomo jednak, że to utopia-bo kelnerzy i ekspedienci w sklepach to normalni ,przeciętni ludzie, którzy mają czasem zły dzień. Dodam tylko, że choć może brzmi to nieprawdopodobnie ( CHA<CHA!) zdarzyło mi się być niemiło obsłużoną w restauracji –choć rzecz działa się w Polsce i ja mówiłam rzecz jasna : po polsku!

 (W sklepach polskich też bywało różnie i nadal bywa)…Co prawda dziś właściciel lokalu czy kelner bardziej zabiega o klienta, ale i on uśmiecha się chętniej do osób majętnych a  gościa co zamówi jedynie herbatę lub frytki ,już tak wylewnie nie pożegna i nie zaprosi ponownie.

Weźcie to pod uwagę Kochani i przyznajcie, że dotyka to bardziej socjologii niż polityki.



Tak czy inaczej zawsze jestem smutna gdy słyszę podobne opowieści-wiec apeluję do Przyjaciół Litwinów by wykazali się wrodzoną sobie rycerskością i się do Polaków jednak uśmiechali!!!…taki sam apel kieruję nieustannie do wszystkich znanych mi Polaków, bo jak już niejednokrotnie pisałam UŚMIECH TO NAJKRÓTSZA DROGA DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA!

Po kilku wymuszonych i nieszczerych próbach życzliwego  grymasu-może się  niespodziewanie okazać, że nabierzemy wprawy i uda nam się unieść kąciki ust a warczenie zamienić w sympatyczny uśmiech.

Przekonacie się szybko o skuteczności tej jakże prostej i zupełnie darmowej ( a przy tym bardzo zdrowej ) metody komunikacji!

Biorąc też pod uwagę, że większość Polaków i Litwinów posiada kompletne uzębienie-to widzę, że jest naprawdę co pokazać i wcale nie trzeba używać tylnej części ciała aby wyrazić swoje przekonania.



Dwa dni temu miałam okazję spędzić majówkę  w towarzystwie wesoło i kreatywnie bawiących się Litwinów. Malarze, pisarze, poeci, urzędnicy, prawnicy, nauczyciele, ich znajomi i rodziny… Na malowniczym wzgórzu nad Niemnem kilkadziesiąt osób, dorosłych i dzieci wylegiwało się na kocach, jadło, piło, tańczyło ,śpiewało, wymyślało zabawne konkursy-cieszyło się życiem i swoim towarzystwem. Żal było stamtąd odjeżdżać i żal, że nie mogliście być razem, bawić się i śmiać razem z nami….



Byłam też na finałowych koncertach znanej międzynarodowej ,corocznej  imprezy KAUNAS JAZZ….Wśród wielu muzyków zaproszonych na tę imprezę były znane  amerykańskie gwiazdy: Lizz Wright, Christian McBride, Rudresh Mahanthappa i David Sanchez. ( 26-30.05 )W tym roku była to już 22 edycja! Dzień po dniu ,całe miasto żyło jazzową muzyką, wiele darmowych koncertów, na ulicy, placach, w klubach, kościele, synagodze ( Ori Dakari Trio (Izrael ) a ostatniego dnia wieczorem koncert gwiazdy festiwalu ,czarnoskórej wokalistki Lizz Wright w tutejszej hali koncertowej.

Gościem z Polski był saksofonista Maciej Obara. ( muzyk współpracujący z Tomaszem Stańko.)

Litwini kochają jazz- słychać to i widać na każdym kroku. Mieszkańcy Kowna dumni są  ze swego festiwalu i chętnie w nim uczestniczą. Przyjeżdżają też setki turystów z innych miast i krajów. Trudno czasem zdobyć bilety na koncerty a na tych darmowych są zawsze prawdziwe tłumy słuchaczy. Nocą na starym mieście ludzie bawią się i tańczą do rana. Jeśli lubicie jazz trzeba tutaj koniecznie przyjechać w przyszłym roku na wiosnę , lecz ostrzegam, że o noclegi i bilety na koncerty gwiazd warto postarać się dużo wcześniej! J




Po tych wszystkich przeżyciach mam kolejny twórczy dylemat….od czego zacząć? Ugotować coś? Pójść na spacer? Pojechać rowerem do lasu?...Przyroda litewska i szafirowy Niemen kusi i wabi-maluj mnie, maluj…dźwięki muzyki w głowie też dopominają się uwiecznienia na płótnie….Zabieram się więc… do pracy…za chwilę wejdę do mej starannie wysprzątanej  pracowni i …..ogarnie mnie radosny, twórczy żywioł…!!! J.

Czego i Wam Kochani serdecznie życzę!

Serdecznie pozdrawiam i przypominam o ćwiczeniach fizycznych z zakresu… śmiechoterapii!


Oto garść podstawowych informacji:
• Gdy jesteś wesoły, elektryczna aktywność prawej i lewej półkuli mózgowej jest lepiej skoordynowana. Neurolofizjolodzy dowodzą, że brak takiej koordynacji prowadzi do depresji.
• Śmiech poprawia krwiobieg, przyspiesza bicie serca i krążenie krwi, dzięki czemu organizm otrzymuje więcej tlenu. Aktywizuje nie tylko mięśnie brzucha, ale i twarzy.
• Zwykle człowiek oddycha bardzo płytko i tylko górną częścią płuc, zatem wdycha niewielką ilość powietrza, więc organizm jest słabo dotleniony. Tymczasem śmiejąc się, podczas jednego wdechu pobieramy nie 0,5, ale aż 1,5 litra powietrza. Poprawia się koncentracja, sprawność i refleks.!!!
• Śmiech pobudza układ odpornościowy, hamując wydzielania hormonów stresu: adrenaliny i kortyzolu. Zwiększa wydzielanie endorfin (zwanych hormonami szczęścia) i łagodzi bóle głowy, mięśni lub zębów.
• Śmiech jest namiastką ćwiczeń fizycznych. Podczas śmiechu ruszamy ramionami, rękami, nogami i głową.
• Śmiech przyspiesza trawienie i pobudza przemianę materii. Skurcze mięśni korzystnie wpływają na pracę śledziony, wątroby i jelit.


J J J J J J J….a więc minimum7 dni w tygodniu!!!!!




poniedziałek, 16 kwietnia 2012

niedziela, 15 kwietnia 2012

K jak KULTURA czyli... Kultura! :)


Proszę pani, to wcale nie takie trudne namalować ładny obrazek jak się potrafi malować!…stwierdziła kiedyś pewna mała dziewczynka obserwując mnie przy pracy… Trudno byłoby się z nią nie zgodzić …J Zaznaczę jednak uczciwie, że jej uwaga  nie musiała oznaczać pochwały …hmm…Być może wyglądało na to, że malować nie umiem…Tak czy inaczej byłam tą uwagą niezmiernie poruszona.. można by przecież, tę głęboko filozoficzną myśl rozciągnąć na inne dziedziny życia!!!…To wcale nie takie  trudne ugotować smaczny posiłek, jeśli się potrafi gotować, prawda? To wcale nie takie trudne ładnie zaśpiewać piosenkę, jeśli się potrafi śpiewać… To wcale nie takie trudne nie marznąć w kwietniu…jeśli się potrafi rozpalić w piecu! Ja potrafię!

Malowanie to wieczna walka i lekcje pokory, z gotowaniem znacznie lepiej, śpiewanie??? -bardzo lubię! ale gdy chodzi o palenie w piecu, doszłam naprawdę  do mistrzostwa! Moja kochana Mama ,która jest strasznym zmarzlakiem może być ze mnie dumna! Niewiele mam życiowych osiągnięć-jednak to jest rzeczywiście chwalebne…Skonstatowałam ostatnio z bólem, że w naszym klimacie mamy 8!!!!!zimnych miesięcy i 4 …względnie ciepłe! W tych okolicznościach przyrody, umiejętność palenia w piecu staje się wielką i cenioną powszechnie  zaletą…hmm…no tak…chyba ,że macie miejskie lub gazowe ,automatyczne ogrzewanie…wówczas moja olimpijska specjalność ani was grzeje ani ziębi….:((((

Pozwólcie jednak ,że jednak sama siebie doceniać będę i hołubić…bo i któż to zrobi lepiej????

Moi znajomi podejrzewają, że posiadam też jakieś tajemnicze, ,,wojenne geny’’, bo zawsze mnie cieszy gdy w domu jest zapas chleba i opału, a torebka ryżu gdzieś na boku też nie zaszkodzi …J



Myślę, że nie jestem w tym jakimś wyjątkiem bo znam jeszcze kilka kobiet, które mają podobną  przypadłość i niektóre z nich  są nawet z tego powodu niebywale dumne.

Znam też kilka ekscentrycznych pań, u których przyjęło to formy ekstremalne i zdumiewające, wręcz kultowe. Nie mówię teraz o kolekcjonowaniu przedmiotów lecz …żywności! Pewna urocza staruszka zgromadziła całą szafę (!!!) czekoladek, pralinek i pięknie zapakowanych bombonierek, którymi obdarowuje radośnie lekarzy, urzędników i członków rodziny. Kłopot w tym, że czekoladki przeleżały w szafie z naftaliną lat kilkanaście i teraz bardziej nadawałyby się do utwardzania dróg po wiosennych roztopach niż do celów spożywczych…no chyba ,że jako przekąska dla bobrów! J)))

Ten przykład dość skutecznie działa na moją wyobraźnię i jeśli chodzi o czekoladki, zwykle kieruję się zasadą-co masz zjeść jutro-zjedz dzisiaj!


Zaledwie kilka dni temu obchodziliśmy Światowy Dzień Czekolady…mmmmmm….Tego dnia chyba wyjątkowo nie powinnam jej jeść, bo w zasadzie takie święto to ja sobie urządzam codziennie, jednak jak święto to święto-zjadłam więc…  podwójną porcję i poczułam się… podwójnie dobrze.!!!:)

Tutaj  na Litwie nie tylko ja jestem czekoladowym nałogowcem. Czekoladę, czekoladki i wszelkiego rodzaju słodycze, je się nader często i chętnie! Litwini mogą z dumą częstować obcokrajowców-bo kilka  firm produkuje naprawdę znakomite czekolady.

 Z moich obserwacji wynika, że są dwie najbardziej znane i cenione-wileńska : PERGALE ( zwycięstwo) i kowieńska:  KARUNA  ( korona)                  .

Trudno mi stanowczo stwierdzić ,która czekolada lepiej mi smakuje- zwłaszcza ,że ja jem tylko gorzką, więc nadal zajmuję się badaniami aby podzielić się z wami naukowymi wnioskami w tej słodkiej sprawie.

Konkurencja czekoladowych firm nasuwa mi też kolejne, poważne skojarzenia. Wilno i Kowno-to 2 najważniejsze miasta na Litwie - dzieli je zaledwie 100 km i nieustanna rywalizacja w każdej dziedzinie.

Kowno jest b pięknie położone w środkowej Litwie u zbiegu Niemna i Wilii.

W Wikipedii czytamy:,,….W okresie międzywojennym, od 1920 roku, pełniło rolę stolicy Litwy. W okresie tym liczba mieszkańców wzrosła z 90 tys. do 150 tys. Obecnie jest to miasto z największym udziałem populacji litewskiej – ok. 88% spośród niespełna 400 tysięcy mieszkańców.(…)

Wilno  do 1795 stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego w I RP, od 1920 do 1922 jako stolica Litwy Środkowejnad Wilią u ujścia Wilejki. Największe pod względem powierzchni miasto w Krajach bałtyckich, liczy 539 tys mieszkańców, ośrodek przemysłowy oraz węzeł komunikacyjny (kolejowy i drogowy, port lotniczy ), ośrodek kulturalny i naukowy, cenny zespół obiektów zabytkowych wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1994. Miasto stanowi centrum biznesowe i finansowe krajów bałtyckich. .............

Nazwy czekoladowych firm mają więc znaczenie symboliczne…..Co lepsze KORONA czy ZWYCIĘSTWO????

Zwolennicy KORONY czują się chyba trochę tak jak KRAKOWIANIE  w stosunku do WARSZAWIAKÓW….

Jeśli chodzi o Litwę,niewątpliwie to Wilno wiedzie prym i dzierży berło ZWYCIĘSTWA w tym nierównym boju.

To do Wilna zjeżdżają turyści z całego świata i zachwycają się przepiękną architekturą, chwalą życie kulturalne: wystawy sztuki współczesnej i muzyczne koncerty.

Mieszkańcy Kowna skarżą się, że Wilno pochłania ogromne sumy z krajowego budżetu i dla Kowna zostają ,,resztki z pańskiego stołu’’. Być może tak właśnie jest ,bo podobnie myślą Polacy o Warszawie i czasem niestety, mają ku temu realne powody.

Obecny minister kultury pochodzi z Kowna i podobno stara się też wspierać artystyczne inicjatywy i projekty kowieńskich artystów.

Właśnie trwają  obchody związane z 15 kwietnia: DNIEM KULTURY na Litwie –(ponoć jest to wydarzenie międzynarodowe?)…z tej okazji odbywa się dużo imprez, wystaw i  koncertów. Od wczoraj otrzymuję też wiele miłych życzeń i gratulacji  od moich litewskich przyjaciół.

KULTURA to i w Polsce i na Litwie: temat tak samo wdzięczny, jak i bolesny.

 Mechanizm polityczno-ekonomiczny jest podobny: przed każdymi wyborami politycy przymilają się do artystów roztaczając cudowną wizję kraju, w którym  kultura jest sprawą ważną, cenną i niezbędną! Po wyborach okazuje się jednak, że troska o kulturę to raczej chwalebne życzenie niż rzeczywiste działania. Jest tyle ważniejszych politycznych spraw i problemów, tyle inwestycji, a tu znowu ci namolni fantaści zwani artystami, bredzą coś o ratowaniu  kultury. Politycy popijają brandy i rozmyślają: ,, O co im chodzi?! Kultura jest i będzie. Telewizor można włączyć i zobaczyć, prawda? a jak komu mało to niech sobie książkę wypożyczy! Biblioteki są? Są! no to o co jeszcze chodzi…???? Wiadomo ,że taki artysta to najczęściej leń albo degenerat społeczny, ani prawdziwy malarz ,ani piosenkarz, ani pisarz, ani aktor…???Kiedyś to kultura była kulturalna ,a teraz? Wstyd i błazenada! ;

Kolejne cięcia w państwowym budżecie boleśnie ukazują, że KULTURA jest  dla rządzących niczym wstydliwa choroba, z której  trzeba się wyleczyć.

Sztab administracyjny polityków oraz ich urzędników, prawników, doradców i asystentów  stale się rozrasta-a brakuje pieniędzy na KULTURĘ, na projekty artystyczne, edukacyjne,  wydawnicze i działania społeczne.

 Upadają teatry, szkoły i domy kultury. Ech…..! L

Kultura (z łac. colere = "uprawa, dbać, pielęgnować, kształcenie") – termin ten jest wieloznaczny, pochodzi od łac. cultus agri ("uprawa ziemi "), interpretuje się go w różny sposób przez przedstawicieli różnych nauk . Kulturę można określić jako ogół wytworów ludzi, zarówno materialnych, jak i niematerialnych: duchowych, symbolicznych (takich jak wzory myślenia i zachowania).

Najczęściej rozumiana jest jako całokształt duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa . Bywa utożsamiana z cywilizacją . Również charakterystyczne dla danego społeczeństwa wzory postępowania, także to, co w zachowaniu ludzkim jest wyuczone, w odróżnieniu od tego, co jest biologicznie odziedziczone. ( Wikipedia)



Długo można by o tym biadolić i rwać włosy z głowy, ale i tak nie wzruszy to żadnego politycznego bossa-bo on sobie i swojej rodzinie kulturę ,,ufunduje’’- w końcu po wielogodzinnych, nudnych obradach sejmowych, należy się ministrowi czy posłowi jakiś ,,kulturalny wypoczynek’’, prawda? Nie ma czego zazdrościć, trzeba było też się polityką zająć. Proszę bardzo! Kto wam broni? Sami zobaczycie jaka to mordęga. Otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, hemoroidy, bezsenność-to cena jaką się płaci za polityczne stanowisko-lub raczej ,,siedzisko’’ .!


W dodatku trzeba dobrze wyglądać i stale czyścić buty, bo inaczej zaraz jakiś złośliwy dziennikarz źdźbło słomy zauważy i afera gotowa!….Nie wiem czy jest na Litwie ŚWIĘTO POLITYKA ,ale uważam, że zarówno polscy jak i litewscy politycy uczciwie na to zasługują.

ŚWIĘTO KULTURY bym zniosła, bo to tylko prowokuje artystów do jakichś niestosownych wystąpień i happeningów, które po pierwsze nie są wcale  śmieszne, po drugie są złośliwe i NIEKULTURALNE! , po trzecie-nikomu niepotrzebne.!

Sprawę ŚWIĘTA KULTURY  uważam więc dziś za zamkniętą …tak jak książki, których drukuje się coraz więcej i więcej bo…przecież nikt ich nie czyta! ( ???)

Logiki w tym nie dostrzegam, ale przecież statystyki są bezlitosne.

Jestem przekonana, że czytanie rzeczywiście może być męczące i szkodliwe dla zdrowia, a nawet bywa niebezpieczne-o czym sama mogę zaświadczyć! J

Wiele kobiet ,które naczytało się w dzieciństwie bajek i poezji ,oczekuje od mężczyzn by spędzali z nimi czas, zrywali  polne kwiatki, układali wiersze, biegali boso po rosie  i nosili na rękach-a jednocześnie skopali ogródek,( …lub wrednego sąsiada ) zarabiali  pieniądze, wytrzepali dywan i codziennie zmieniali skarpetki! CÓŻ ZA FANABERIE!????

 a to wszystko właśnie z powodu niewłaściwych, demoralizujących książek…( O tych właściwych lekturach dla dziewczynek ,napiszę innym razem )

Wydawcy książek tak jak i producenci papierosów, powinni umieszczać na nich stosowne ostrzeżenia. Być może ludzie już te zagrożenia przewidzieli i są  na tyle inteligentni, by ich unikać, lub też nawet sam instynkt samozachowawczy ostrzega ich przed lekturą????

Bardzo jestem ciekawa czy Litwini czytają więcej niż Polacy.? Może ktoś z Was zabierze głos w tej sprawie?

 Ci ,których znam z pewnością poprawiają ogólnokrajową litewską statystykę. Niektórzy czytają wręcz  nałogowo  i ciągle powiększają swoją bibliotekę, mimo, że ceny wydawnictw są wysokie.

Przyznam, że miło jest porozmawiać z KULTURALNYM ( nie mylić z KULTURYSTĄ bo to niekoniecznie znaczy to samoJ ), oczytanym i myślącym człowiekiem! J

ach…nie planowałam tego wcale, a sami widzicie ,że KULTURA w tej czy innej formie powraca do mnie jak bumerang.

Być może ma to jakiś związek z gorzką czekoladą, a może z budzącą się do życia przyrodą????…..Kiedyś już użyłam chyba takiego porównania- Śpiew ptaków jest dla niektórych bezużytecznym pięknem….podobnie jest z kulturą …ale czy potraficie wyobrazić sobie nasz świat bez tego BEZUŻYTECZNEGO PIĘKNA!??????????? :)


Póki co, mimo, że jak każdy artysta : jestem ,, leniem i degeneratem „, mianowałam się ministrem OGRODOWEJ KULTURY i  muszę teraz zrealizować moje polityczne obietnice wyborcze: na początku tygodnia zabiorę się za ,,cultus agri”…i posieję w przydomowym ogródku jakieś kulturalne kwiatki ….

SERDECZNIE POZDRAWIAM !!! życząc Wam WIOSENNEGO SŁOŃCA I  BŁĘKITU, JZAPASU CHLEBA JI PEŁNEJ SZAFY… POCZUCIA HUMORU!!! J














środa, 4 kwietnia 2012

listy znad Niemna......: L jak LAISVE,D jak DZIAUGSMAS-czyli WOLNOŚĆ I RADO...

listy znad Niemna......: L jak LAISVE,D jak DZIAUGSMAS-czyli WOLNOŚĆ I RADO...: Po długiej przerwie,ponownie:LABA DIENA,KOCHANI!!!! Stara polska piosenka: ,,tak niedawno był maj, byliśmy tak szczęśliwi’’ …..tak...

L jak LAISVE,D jak DZIAUGSMAS-czyli WOLNOŚĆ I RADOŚĆ!


Po długiej przerwie,ponownie:LABA DIENA,KOCHANI!!!!



Stara polska piosenka: ,,tak niedawno był maj, byliśmy tak szczęśliwi’’ …..tak, tak…wczoraj pięknie świeciło słońce, a ja z kolorowym plecaczkiem wędrowałam wiosennymi ulicami starego miasta w Kownie. Po powrocie z Polski, okazało się, że trzeba już wieszać naszą kolejną  wystawę ! Tym razem pokazujemy fotografie. 4 twórców,4 różne spojrzenia na ten sam temat....3 dumnych,dzielnych mężczyzn: Jerzy Waluga ( Olsztyn),Darius Żukas,Gintautas Vaicys (Kaunas) i mała kobieta,czyli ja...:)
Nasza wystawa nosi tytuł : ,,drewno i kamień ’’ O samej wystawie napiszę już po wernisażu- dziś tylko o przygotowaniach. Nasze prace powiesiliśmy w baszcie kowieńskiego zamku. KAUNO PILIS- Miejsce to nie byle jakie! Zamek z …XIV wieku! Pięknie położony u zbiegu Wilii i Niemna. Miał chronić kraj przed krzyżakami. W 1362 roku po 3 tyg. oblężeniu, zdobyli go jednak paskudni krzyżacy, wymordowali Litwinów  i uczcili to jak przystało na ,,bogobojnych chrześcijan''…wielkanocną mszą świętą!!!
 Krzyżacy zniszczony zamek przebudowali i na jego miejscu postawili swoją warownię zwaną ,,Ritterswerde''.
Zamek był wielokrotnie niszczony, zalany powodzią,palony, burzony i znów odbudowywany.

Mimo iż Litwini zdobyli ten zamek  po bitwie pod Grunwaldem,…
 ja ,,zdobywałam’’ go dopiero... wczoraj!


Oprawiłam prace, powiesiłam i nareszcie zajęłam się poważną pracą J:zaczęłam wspinać się w górę i w dół po basztowych schodkach, przyglądając się bacznie każdemu eksponatowi i każdej… cegiełce.! Ile radości sprawiło mi fotografowanie co ciekawszych fragmentów. Zrobiłam tych fotek kilkaset ,ciesząc się jak dziecko z nowych inspirujących, malarskich tematów!!!! Niektóre zapewne Wam pokażę, inne schowam w jakimś ,,tajnym’’ schowku!!! :)

Cudowne, że mogłam chodzić zupełnie sama, mogłam patrzeć do woli, rozmyślać, mrużyć oczy, słuchać dziwnych odgłosów w ciemnej piwnicy i dotykać, dotykać zakurzone stare cegły i kamienie!!!! Ech, nawet nie wiecie jaka to przyjemność! Każda cegiełka inna, każda ma swoją niepowtarzalną fakturę, temperaturę, kolor!!!! Każda też ma zapewne inną historię! Na ścianach widać dramatyczną historię tego miejsca…Cegły z różnych epok, wymieszane, pokruszone,splątane, połączone zaprawą -może wbrew swojej woli-  na setki lat. Tej dotykał litewski rycerz, tę podniósł jakiś krzyżak…Na kilku cegłach, znalazłam odcisk dłoni autora! Czyje to ręce? Czy żyją ich potomkowie? Niektóre cegły pełne dziwnych rys, plam i spękań. Czasem przypomina to świadome ,artystyczne działanie….Fotografuję…dotykam….cieszę się jak małe dziecko!


Już zapomniałam o naszej wystawie…a przecież jutro otwarcie!!!!! Trzeba pomyśleć, przygotować ostatnie detale, zaplanować przebieg wernisażu….ojej!

Nadszedł wieczór i poczułam się bardzo, bardzo zmęczona….


Dzisiaj?............









Z kiepskiej kondycji i ogólnego rozmemłania, czuję się dziś rozgrzeszona,… chciałam już napisać ,że również z nastroju, ale przecież poczucie humoru nadal mi dopisuje! Nie jest tak źle!…poza powrotem zimy, śnieżycą i przejmującym chłodem-wszystko w normie.Włos tradycyjnie rozczochrany,oczy głodnego psa,pyzate policzki...taaak...to chyba ja...z trudem,ale jednak poznaję!Miło z samego rana zobaczyć coś śmiesznego w lustrze! :)






a za oknem....?
Architektura za oknem także bez zmian…pod barem spuchnięte twarze stałych bywalców....o 6 rano podjeżdżają samochody.....bazar funkcjonuje od bladego świtu! Mam wrażenie ,że nawet upadek meteorytu czy wybuch wojny nuklearnej nie powstrzymałby tutejszych handlarzy przed rozłożeniem  swego towaru. Znam już na pamięć ich twarze. Mam świetny punkt obserwacyjny, więc na bieżąco śledzę najnowsze trendy w modzie, negocjacje, towarzyskie spotkania i konflikty. Ja też stałam się zapewne znajomą twarzą dla tutejszej społeczności…,,Ta Polka’’- jak mnie lakonicznie określono-kupuje najczęściej czosnek, zieloną pietruszkę, buraki  i cukinię. Właśnie! ,,cukinia…a co z nią robi??? Gotuje, smaży ?...Dobre to?- dopytuje sympatyczna staruszka. Bardzo dobre!- potwierdzam- najlepiej przyrumienić krótko na oliwie, przyprawić czosnkiem, pieprzem i zaraz zajadać….Babula patrzy na mnie podejrzliwie-na surowo jeść???? Przecież to ugotować trzeba i długo dusić, jak kapustę….ale to nie jest takie dobre…kapusta lepsza!- stwierdza kobieta. Poddaję się-w kwestii smaku, wszelkie dyskusje są nonsensem. Najbardziej lubimy przecież to, co nam smakuje-i to w każdej dziedzinie życia! J

Są oczywiście tacy, co lubią się umartwiać i udręczać w imię jakiejś wyznawanej ideologii-ale mnie to jakoś nie dotyczy i staram się jasno wyrażać moje upodobania ,oraz bronię ich jak niepodległości!W wyjątkowych okolicznościach, z uwagi na czyjeś dobro, wrażliwość i gościnność –zmuszę się oczywiście do pewnych ustępstw, ( także kulinarnych J )-lecz na ogół mam możliwość decydowania o sobie i radośnie z tego korzystam!

Zauważcie sami: na wiele rzeczy przecież zupełnie nie mamy wpływu.! Każdego dnia wszyscy –i dorośli i dzieci- jesteśmy zmuszeni aby podporządkować się szeregowi okoliczności, praw i reguł panujących w naszym domu i państwie…Czasem jestem tym wyjątkowo sfrustrowana i zbuntowana….Uważam na przykład, że płacenie składek na jakiś ZUS-nie ma najmniejszego sensu…i chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? JEDNAK PŁACĘ! ….mogłabym tu wymieniać  bez końca moje obywatelskie frustracje, ale to nikomu nie poprawi nastroju…a skoro za oknem  śnieg i wichura….to nie będę ani Wam ani sobie dokładać więcej bólu…..przecież ŚWIĘTA PRZED NAMI.... i żydowskie ( PESACH)....!
i chrześcijańskie ( WIELKANOC)…!

…. Święta nawet jeśli poważne i refleksyjne ,to dla mnie związane są zawsze z RADOŚCIĄ!!!!

Uważacie inaczej?  To jaki sens widzicie w świętowaniu?

Dziwne ,ale wielu ludzi usiłuje mnie przekonać, jakoby smutek był bardziej ,,święty, słuszny i zbawienny’’  niż radość!….Pozwolę sobie dyskutować z tą teorią. Znam wielu ludzi, którzy cierpią z powodu depresji a nie znam nikogo, kto by się uskarżał  na nadmiar radości…. :)

Można przecież szlachetne, pożyteczne i dobre rzeczy czynić z uśmiechem, a nieuczciwe i podłe z miną świętego męczennika.

Po co ja to piszę????? Przecież to wszystko tak oczywiste i powszechnie znane?????

Znowu….z powodu nadchodzących ŚWIĄT!

W całej Polsce i zapewne na Litwie, w porządnych chrześcijańskich domach zaroi się od milionów ,,ukrzyżowanych’’ kobiet, które dla dobra rodziny będą dniami i nocami smażyć, piec, dusić i gotować….Zmęczone, spocone, obolałe, z podkrążonymi oczyma i spuchniętymi nogami ,krążyć będą niczym  maszyny bojowe, między stołem, kuchnią, lodówką i spiżarnią….przyniosą , odniosą, podgrzeją ,zmyją, wytrą, dołożą, doleją i dosypią. WESOŁEGO ALLELUJA!!!! …,,Bożeeeee!!!! jak ja nienawidzę tych cholernych świąt!!!’’- wyrwie się czasem żałosny jęk  z wyschniętego gardła matki, żony lub.. konkubiny….Lecz zaraz bidula włos przyczesze, pierś wygładzi i z troską spyta: i co, jak tam sałatka? smakuje wam żurek, kochani??? Bigosu starczy? To może serniczka dokroję ?............tak, tak! na zdrowie!!!! WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!....

Kojarzy się Wam taki scenariusz?...Widziałam to wiele razy i słyszałam opowieści grozy ….WESOŁE ,POLSKIE ŚWIĘTA !!!.. J ….

Bardzo jestem ciekawa ,czy ŚWIĘTA LITEWSKIE PODOBNIE WESOŁE?....

Mnie osobiście w chrześcijańskich świętach- najbardziej pociąga jednak ZMARTWYCHWSTANIE!....

Zostawmy męczeństwo męczennikom, wspominajmy ze wzruszeniem tych ,którzy odeszli-ale sami nie zapominajmy BY ŻYĆ I CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM-a już szczególnie w te cudowne, piękne, pełne nadziei ŚWIĘTA!!!



PESACH- pamiątka wyjścia z egipskiej niewoli  to także  święto ZMARTWYCHWSTANIA Z NIEWOLI (DUCHOWEJ ŚMIERCI) DO ŻYCIA!!!!

Byliśmy niegdyś niewolnikami -a teraz cieszymy się z wolności!!!

O jak bardzo jestem wdzięczna Dawcy Życia, za każdy przejaw wolności!!!!!!!!!!!

Kocham świętowanie, ale nie popadam w szaleństwo….Mam swoje świąteczne przykazania: chcę świętować radośnie, chcę być pogodna i wypoczęta, ugotuję to co lubię i tyle aby nie trzeba było jeść świątecznych dań przez dwa tygodnie, nie stanę się niewolnicą rondla, znajdę czas nie tylko dla rodziny, ale także na spacer, słuchanie muzyki i lekturę ulubionej książki.

PESACH trwa siedem dni, będę więc opychać się macą, jajkami ,śledziem , charosetem , pieczonymi warzywami, sernikiem, słodyczami, popijać to wszystko czerwonym winem i czekać z utęsknieniem na powrót prawdziwej wiosny!!!!!


Wczoraj zakwitła gałązka jabłoni!!!!!...w wazonie na szafce, ale jednak!!! Biorąc pod uwagę zaspy na podwórzu to gałązka ta, jest takim samym znakiem nadziei jak  gałązka oliwna przyniesiona w dziobku gołębicy dla Noego!

A więc życzę Wam Kochani PEŁNYCH WOLNOŚCI, RADOŚCI  I MIŁOŚCI….

WESOŁYCH ŚWIĄT I CHAG PESACH SAMEACH!!!