............

wtorek, 23 kwietnia 2013

Przebudzenie czyli ....KOMU LITEWSKA ZIEMIA????



LABAS VAKARAS !
Jestem!!!!
…obudziłam się ze snu zimowego….powoli wracam do równowagi….śnieg stopniał….słońce świeci…kwiatki kwitną pod mym oknem…ach, jak bardzo chce się żyć!!!!!!….Hmm,…cóż,... jeśli mam być uczciwa ,to muszę przyznać iż w zasadzie zawsze chce mi się żyć, ale wiosną dociera to do mnie ze zdwojoną mocą!!!!! Co prawda po zimie jestem wypłowiała jak stary koc i sino-blada jak dno wanny, ale nie tracę nadziei, że po kilku wyprawach za miasto, lub intensywnej pracy w przydomowym ogródku-nie tylko moja dusza, ale i ciało rozświetli się i  wypełni radosną energią i mocą!
 Póki co dopieszczam swoje serce ,wsłuchując się w śpiew ptaków ,sadząc kwiatki i piekąc szarlotki z czerwonych jabłek ,które zebrane jesienią ,wciąż w świetnym stanie wylegują się w piwnicy…J
Okazuje się, że ta zimna, wilgotna  piwnica ma też swoje dobre strony!!!!
……….
Kilka dni temu byłam cały tydzień w Polsce….
Wraz z kilkoma znakomitymi litewskimi artystami i moją rosyjską koleżanką z Warszawy ,Katią , mieliśmy wspólną ,poplenerową wystawę, najpierw w  Centrum Litewskiej  Kultury przy Ambasadzie Litewskiej w Warszawie ,a potem w Olsztyńskiej Filharmonii. O samym plenerze poświęconym pamięci wybitnego litewskiego malarza Ananasa Samuolisa, pisałam już dawniej a o wystawie w Warszawie także.
Wystawa w Olsztynie ,tym razem świetnie wyeksponowana przez Wieśka Wachowskiego ,była dla mnie okazją aby odwiedzić miasto,( w którym mieszkałam przez ostatnie kilkanaście lat ) i spotkać się z Przyjaciółmi….Miło było zobaczyć znajome twarze….pogadać, powspominać, uścisnąć serdecznie miłych ludzi, porozmawiać chwilkę  ,lub choćby przesłać kilka uśmiechów…Zawsze brakuje czasu, zawsze pospiesznie…zawsze za mało…za krótko…zawsze …niedosyt…L
Z Olsztyna pomknęłam na kilka dni do Gdańska, długo oczekiwane spotkanie z Córką <3!!!…chciałoby się zostać dłużej., ale ona zapracowana, zabiegana, żyje  dynamicznie…a ja wolny ptak…więc .znów w drogę….krótka –zawsze za krótka!  -wizyta u  Mamy (,,… A TY ZNOWU DZIECKO WYJEŻDŻASZ?????!!!!...’’)  i czas wracać…
LITWA WITA MNIE SŁONECZNIE!!!!. :) <3


Okazuje się, że w ciągu tygodnia nastąpiło wreszcie upragnione ,,GLOBALNE OCIEPLENIE’’ !
nooo, przynajmniej takie odnoszę wrażenie!
Gruby wełniany, podwójnie zszyty koc, który chronił drzwi wejściowe przed mrozem, można nareszcie wytrzepać i wynieść do garażu z naiwną nadzieją, że nigdy już nie będzie potrzebny! J)))Można wygrabić ogród i przyglądać się pęczniejącym pączkom wiśni! Można nawet zamienić się w nornicę i przeorać ogródek, wyrzucić zeszłoroczne suche pędy, posiać rzodkiewkę i rucolę , odsłonić pnącą różę i przytulić  nos do rozkwitających fiołków…
Świętuję, cieszę się i śpiewam bo wiosna…bo słońce….bo udało mi się w Polsce sprzedać kilka biżuteryjnych drobiazgów, kilka małych szkiców i za otrzymane pieniądze kupić nowe farby.!!!! Hurrraaa!!!! MOGĘ ZNOWU MALOWAĆ!!!!!
Mam mnóstwo pomysłów na nowe prace, kilka zamówień i ogromną wiarę w to, że moja twórczość ma sens…( .NAWET JEŚLI TYLKO DLA MNIE I DLA KILKU OSÓB J)))…).
,,…Masz jeszcze jakieś marzenia,???...” spytała koleżanka w Olsztynie…Do kogo to pytanie!?
 Marzeniami to ja mogłabym obdzielić setki ludzi…to przecież moja specjalność! J)) ….FABRYKA MARZEŃ –TO MÓJ NAJBARDZIEJ UDANY BIZNES! J)))
Marzę o wielu rzeczach,…ale nie wszystkie są ,,na sprzedaż’’ ….o niektórych wstydziłabym się pisać…zbyt osobiste…infantylne…ale…marzę np. o kupnie dobrego aparatu fotograficznego…ale biorąc pod uwagę moje ,,zarobki’’ to oczywiście czysta mrzonka….
nic to!!!!
Wszak MARZENIA USKRZYDLAJĄ I UBARWIAJĄ SZARĄ  (?) CODZIENNOŚĆ!
MARZĘ SOBIE… I INNYM….:)
Czasem zupełnie niespodziewanie marzenia potrafią zamienić się w rzeczywistość….To mi się zdarzyło już wiele razy! J

A jeśli już popadłam w tak refleksyjny nastrój….
……..
MARZENIE : Dla Litwy i Polski marzę przede wszystkim o normalności…o mądrych i uczciwych politykach, o perspektywach pracy i dobrych zarobkach dla młodych, zdolnych ludzi, którzy zamiast emigrować, zostaliby w kraju….o takich emeryturach , że starzy ludzie nie musieliby się więcej obawiać ,że nie starczy im na lekarstwa…ciepłe buty czy opał i nie zamarzną we własnych domach…
 PROBLEM: Litwini boją się , że gdy tylko wejdzie nowe prawo o sprzedaży gruntów-to bogaci ludzie z zachodu i …wschodu rozkupią to co się da, a Litwini zostaną narodem pozbawionym  własnej ziemi….Mnie osobiście ta perspektywa też przeraża, zwłaszcza ,że dla wielu biednych, starych ludzi sprzedaż gospodarstwa będzie jedyną szansą na przetrwanie. ….Domyślam się, że w Polsce ten temat też wzbudza ogromne emocje, ale tu na Litwie, która jak widzicie na mapie, jest naprawdę maleńkim krajem –to temat szczególnie bolesny i dramatyczny. Jako Polka mieszkająca na Litwie i coraz bardziej związana emocjonalnie z jej mieszkańcami-jestem przeciwna temu projektowi!!!! L

…nooo chyba, że jakąś małą ,starą ,zapomnianą chatę i hektar ziemi kupiłby pewien mądry i utalentowany artysta  z Polski i żyłby tutaj z rodziną wśród zielonych wzgórz, spoglądał na leniwie płynącą w dolinie rzekę , malował  obrazy, żył  w przyjaźni z litewskimi sąsiadami, pielęgnował stare jabłonie  <3 … wieczorami popijał domowe nalewki i słuchał uważnie niezwykłych opowieści starych żmudzinów ….
…
Rozmawiałam z wieloma Litwinami na ten temat…Większość z nich nie ma złudzeń…,,...ziemię kupią ci ,którzy mają pieniądze…duże pieniądze …ale  kupią nie tyle stare chaty i umierające sady, ale najlepsze żyzne ziemie i działki ,które przyniosą im ogromny zysk w przyszłości….Czy ci ludzie będą chcieli tutaj zamieszkać!!!??? Chyba nie….o wiele wygodniej żyje się przecież na zachodzie….Za jakiś czas więc to Litwini będą pewnie zmuszeni odkupić swoją ziemię za ogromne pieniądze…ale kogo będzie na to stać????? …".
J
A O CZYM MARZĄ SAMI LITWINI???? …o tym następnym razem….


sobota, 2 lutego 2013

listy znad Niemna......: Z KAUNAS DO WARSZAWY czyli: EKSPRESJA CISZY RAZ J...

listy znad Niemna......: Z KAUNAS DO WARSZAWY czyli: EKSPRESJA CISZY RAZ J...: 30 styczeń….Jedziemy do Warszawy…31 otwarcie naszej wystawy poplenerowej ,,ekspresja ciszy’’ w Centrum Litewskiej Kultury przy Ambasadz...

Z KAUNAS DO WARSZAWY czyli: EKSPRESJA CISZY RAZ JESZCZE ....




30 styczeń….Jedziemy do Warszawy…31 otwarcie naszej wystawy poplenerowej ,,ekspresja ciszy’’ w Centrum Litewskiej Kultury przy Ambasadzie Litewskiej…Przed nami kilkugodzinna jazda samochodem, a ja po ostatniej wyprawie do Polski nie mam najlepszych wspomnień z podróży…Czy tym razem znowu będzie śnieżyca i zaspy? Czy moja choroba lokomocyjna pozwoli mi cieszyć się pejzażami za oknem????
Za kierownicą siada sympatyczny  młody człowiek Stasys, który swoim spokojem i kulturą osobistą, od razu uspokaja moje skołatane serce… Będzie dobrze, w końcu jadę do Polski, spotkam moich Przyjaciół, może  uda mi się też spotkać z moim Synem? ??? Stasys częstuje nas kawą.. zaczyna padać i szosa staje się niebezpiecznie śliska, ale jestem spokojna i radosna…Granice przekraczamy niezauważalnie…na stacji benzynowej kupuję polską prasę i zachłannie czytam…W Kaunas nie mam takiej możliwości a czytanie artykułów prasowych  w internecie nie daje mi takiej satysfakcji…Lubię zapach papieru…lubię otwierać kolejne strony …
W okolicach Białegostoku zatrzymuje nas Policja Celna…Nasz samochód załadowany jest obrazami… widok umundurowanych celników wywołuje  drżenie, mimo tego, że przecież nie mamy nic na sumieniu…. jeśli teraz zacznie się szczegółowa kontrola to stracimy mnóstwo czasu. Na szczęście hasło-,, międzynarodowa wystawa w ambasadzie litewskiej’’ –budzi u celnika sympatię i zaufanie. Życzy nam więc szczęśliwej podroży i możemy jechać dalej…uffff…co za ulga!
Do Warszawy docieramy po 6 godz jazdy…Jesteśmy bardzo zmęczeni, a chcemy jeszcze tego samego wieczoru przygotować ekspozycję obrazów aby następnego dnia zdążyć powiesić je przed wernisażem! W Ambasadzie przyjmuje i wita nas serdecznie Attache Kultury: Pani Rasa Rimickaite.
Wieczór i noc spędzamy u naszej Przyjaciółki utalentowanej malarki : Katii Sokolovej –Zyzak. Ona także uczestniczyła w plenerze w Pażaislis. Mamy o czym rozmawiać tego wieczoru i aż szkoda, że doba ma tylko 24 godziny! 
31 stycznia-od rana wieszamy wystawę, …Pracy jest mnóstwo… EKS- PRESJA OGROMNA ,a czas mija stanowczo za prędko… ofiarnie pracuje z nami  mąż Katii ,Staszek…Pani Rasa także  pomaga nam we wszystkim…co chwila spoglądamy na zegarki…uff…ZDĄŻYLIŚMY!!!! Teraz już w CISZY i skupieniu przyglądamy się wiszącym pracom i mamy nadzieję, że wystawa będzie dobrze przyjęta….









Można się przebrać i chwilę odpocząć….


Oficjalne otwarcie jest o godz.18 ale już pół godziny wcześniej przychodzą pierwsi zwiedzający. Ludzi jest coraz więcej i cieszymy się, że nasza wystawę obejrzy tak wiele osób…
Z Olsztyna przyjechał już Wiesiek Wachowski-uczestnik pleneru –grafik, malarz, performer. Przyjechał z żoną Basią. Witamy się  serdecznie.Rozglądam się  po sali i dostrzegam znajome twarze z …facebooka! CÓŻ ZA NIESPODZIANKA-JAKA RADOŚĆ!!!  :)
Są Ci ,których lubię i cenię, ale jeszcze nigdy się nie spotkaliśmy ! Teraz patrzymy na siebie, podajemy sobie ręce i rozmawiamy…Fantastyczne uczucie!
Wernisaż otwiera uroczyście Pani Attache… miła, energiczna  i naturalna ,swoim wystąpieniem wprowadza dobry nastrój i atmosfera w galerii  robi się prawdziwie rodzinna. Kurator pleneru Gintautas Vaicys przedstawia artystów i opowiada o ich pracach…Teraz kolejno zabieramy głos i dzielimy się swoimi refleksjami. EKSPRESJA CISZY…czego doświadczyliśmy na plenerze, czego się nauczyliśmy od siebie? Co pamiętamy…o czym chcieliśmy opowiedzieć swoimi pracami?


Wchodzi Lonia, przyjaciel Katii i przy akompaniamencie gitary ,pięknie śpiewa po polsku i rosyjsku. Potem jak to zwykle bywa, są też brawa, gratulacje i lampka wina .Szkoda, że nie wszyscy artyści są tutaj  z nami-bo naprawdę jest co świętować….
Plener był wyjątkowy pod każdym względem. Atmosfera cudowna. Pisałam już o tym na swoim blogu, ale dziś jest okazja aby znów o tym przypomnieć.
Grupa artystów z Litwy, Polski, Rosji…mężczyźni i kobiety…młodsi i starsi…bardzo odmienni także ze względu na swoje artystyczne wybory…widać to wyraźnie po naszych pracach….każdy z nas po swojemu zinterpretował hasło pleneru….każdy inaczej je namalował… … Nasze obrazy choć tak bardzo różne, są wynikiem głębokiej refleksji na temat życia i historii…czasem bolesnej i trudnej…
a jednak staliśmy się grupą prawdziwych Przyjaciół…Dlaczego????
Ponieważ DUSZA NIE MA NARODOWOŚCI a JĘZYK SERCA JEST JĘZYKIEM UNIWERSALNYM…..




Wiem, że zabrzmi to dla niektórych niezwykle naiwnie….ale pomyślcie, jak cudownie by było gdyby zarówno Polacy, jak i  Litwini czy Rosjanie nie ulegali politycznym manipulacjom ,gdyby zechcieli patrzeć na siebie bez złych emocji…słuchać uważnie i odpowiadać JĘZYKIEM SERCA…?
.a może jest tak ,że każdy z nas rodzi się ze znajomością tego języka, lecz potem o nim zapomina…? ??? ….
 Głęboko wierzę w to, że  człowiek człowiekowi…MOŻE BYĆ  CZŁOWIEKIEM….i to jest jego najważniejszym i najpiękniejszym powołaniem!



Po wernisażu spędziliśmy niezapomniany wieczór u Katii, …było wspaniałe jedzenie, były toasty w kilku językach, były żarty i dyskusje…było wspólne śpiewanie i tylko żal, ....
że wszystko trwało tak krótko….<3




wtorek, 8 stycznia 2013

listy znad Niemna......: MOJE STARCIE Z ZIMOWĄ DEPRESJĄ czyli O CHOINKACH,S...

listy znad Niemna......: MOJE STARCIE Z ZIMOWĄ DEPRESJĄ czyli O CHOINKACH,S...: DZIŚ MIAŁO BYĆ O PIĘKNYM MIEŚCIE….ale życie samo dyktuje tematy, wiec o wycieczce do VILNIUSa będzie innym razem…Kto kocha ten pocze...

MOJE STARCIE Z ZIMOWĄ DEPRESJĄ czyli O CHOINKACH,SŁOŃCU I KOWALSTWIE




DZIŚ MIAŁO BYĆ O PIĘKNYM MIEŚCIE….ale życie samo dyktuje tematy, wiec o wycieczce do VILNIUSa będzie innym razem…Kto kocha ten poczeka!  :)
Wymieniłam dziś z facebookowym Przyjacielem kilka  równie żartobliwych co i dramatycznych uwag na temat braku słońca za mym i jego oknem. Pożaliliśmy się sobie, wypłakaliśmy na klawiaturze i cóż…. słońca jak nie widać tak nie widać…. L

Postanowiłam wyjść z domu i poszukać go uważniej…może ktoś je przytrzasnął je w bramie lub może nieśmiałe stoi w kąciku i czeka na zaproszenie?

Mój spacer nie przyniósł mi żadnej pociechy bo na ulicy znacznie szarzej i depresyjniej niż w domu…W tym momencie Word mi sygnalizuje, że nie ma takiego słowa jak DEPRESYJNIEJ….acha? najwyraźniej Pan Word o depresji zimowej wie naprawdę niewiele, więc niech się nie mądrzy, bo ja akurat dobrze znam to pojęcie i przerabiam je od wielu lat, przez kilka dłuuuugich zimowych miesięcy!
Wędrowałam więc sobie tak w celach popularno-naukowych ,uliczkami naszego osiedla zwanego ,,Deinawa’’- co ma się kojarzyć z piosenką lub pieśnią…i na każdym rogu mijałam ogromny zielony kontener przepełniony poświątecznymi śmieciami…Tuż przy nim stosy łysych, okaleczonych, martwych choinek, które już nie miały siły doczołgać się do lasu, aby tam w gronie rodziny dokończyć żywota….
Jeszcze kilka dni temu były ozdobą wielu domów, dziś nikomu niepotrzebne…. Sztuczne bombki i ozdoby złożone w pudełeczku by za rok podarować je następnej choince…a drzewko na śmietnik!!!!
a gdyby tak z tych niekochanych drzewek  zrobić ogromną instalacje na placu miasta…czy kogoś poruszyłby ich widok, czy skłoniłby do myślenia!!!???? !!!DLACZEGO TAK WIELE WYRZUCAMY????…NAWET TO CO JESZCZE WCZORAJ KOCHALIŚMY…L….


O choinkach też wcale pisać nie chciałam….lecz o słońcu…TAK! O SŁOŃCU !!!!!! <3


W czasie tych dłużących się zimowych miesięcy, o słońcu myślimy z czułością i tęsknotą!!!! SŁOŃCA, SŁOŃCA PRAGNIEMY!!!! Byle jaki promyczek zza stalowej chmurnej kołdry sprawia nam niewysłowioną radość!!!! ŚWIECI, ŚWIECI!!!! SŁONECZKO NASZE   KOCHANE!!!! <3
I jak tu się dziwić Litwinom, że w dawnych czasach to właśnie SŁOŃCE uczynili swoim najukochańszym bóstwem?! Najmocniejszy i najgroźniejszy był oczywiście Perkun-miotający gromy i pioruny, ale odkąd boski kowal Telawel  ( Kal-wel) z boskiego ognia ukuł SŁOŃCE i umieścił je na sklepieniu niebieskim…odtąd to właśnie słoneczny symbol pojawia się w ornamentyce, ceramice, tkaninach i jubilerstwie…Imię SAULE -ona, SAULUS –on czyli  ,,SŁOŃCE” –jest na Litwie wciąż bardzo popularne i lubiane…

,,…Specyfiką tego mitu solarnego jest przesunięcie akcentu z samego słońca na jego twórcę, kowala i jego atrybut, olbrzymi młot żelazny, który posłużył do rozbicia potężnej twierdzy, więzie­nia słońca w czasie zimy powodującego przygaśnięcie jego blasku i zanik ciepła. Mit ten odzwierciedla w fantastyczny sposób wyeksponowaną sytuację społeczno-ekonomiczną kowala wstępującego wprost na niebiosa i dostępującego apoteozy….”


Kiedy już  Litwini przyjęli chrześcijaństwo, to nadal wokół żelaznego czy drewnianego krzyża umieszczali i umieszczają symbol słońca. Te ,,słoneczne krzyże’’ to znak rozpoznawczy Litwinów, można je zobaczyć bardzo często w kościołach, przy drogach i na cmentarzach, a niektóre z nich to prawdziwe i bardzo cenne dzieła sztuki!


Tradycja artystycznego kowalstwa jest tutaj długa i otaczana prawdziwym szacunkiem.
Być kowalem to duma i wyróżnienie.
Ten zawód jak już zauważyliście jest prawdziwie boskim posłannictwem….
  Kowalem nie może zostać byle kto. Trzeba przecież dysponować siłą i zręcznością, a jeśli jeszcze dysponuje się urodą??? No cóż…tłum wielbicielek zapewniony!  ;)

Jeśli Litwin do swojej ukochanej powie SŁONECZKO lub ona do niego: MOJE SŁOŃCE to będzie to nie byle jakie, ale wręcz boskie wyróżnienie  J


Wracając do kowala i starego polskiego przysłowia,…pewnie uważacie ,że być KOWALEM WŁASNEGO LOSU…to nie takie proste zadanie, z entuzjazmem i  szczęściem jeszcze trudniej, zwłaszcza o tej porze roku…hmm…?


. Kilka dni temu moja prawa ręka na skutek ostrego zapalenia nerwu, spuchnięta i obolała domagała się urlopu…Silny ból nie pozwalał mi spać ani normalnie funkcjonować…Potem lewa na skutek przesilenia również zaczęła strajkować….Byłam poważnie zaniepokojona…Uświadomiłam sobie wówczas na nowo jakim błogosławieństwem jest fizyczna sprawność! Jeśli więc macie sprawne i zdrowe ręce to nie narzekajcie-weźcie jakiś symboliczny młotek i zabierajcie się za życiowe  kowalstwo….
Ja postanowiłam PRZETRWAĆ TĘ ZIMĘ…do wiosny już tylko 5 miesięcy!!!! J)))
Słońce mimo całej swej urody i majestatu nigdy nie zostanie moim bogiem, więc jego brak też mnie nie pokona…ŻYCIE MAM NADAL…DWIE RĘCE SPRAWNE…ZNOWU MOGĘ MALOWAĆ I PISAĆ o czym zaświadczam powyższym tekstem!!!!

Hmm?! JESTEM PRAWDZIWĄ SZCZĘŚCIARĄ!!!!!
Czyż nie?!