Laba Diena!!!!
ZACHOWAĆ BEZPIECZNY DYSTANS! głosi jedna z podstawowych
zasad bezpiecznej jazdy.. Ta prosta
recepta jest godna polecenia nie tylko dla kierowców.
O ileż łatwiej by się nam wszystkim żyło, i o ile
przyjemniej gdybyśmy tylko zastosowali ją w życiu.
Na ogół jednak angażujemy się… nie tam gdzie trzeba, a
dystansujemy od spraw które zasługują na zaangażowanie…Taka już pokrętna i
przewrotna człowiecza natura…
Skąd niby mamy wiedzieć jaki jest ten BEZPIECZNY dystans i
przed czym nas chroni.?
Jak zawsze będę pisać o kobiecie, którą ze wszystkich mi
bliskich, znam stosunkowo najlepiej ,czyli o …sobie!
Po pierwsze zabawny to temat ..po drugie: nie muszę się
obawiać, że popełnię jakiś nietakt…po trzecie:
Któż bardziej od nas samych może być dla nas tak cierpliwy i
wyrozumiały?
Po czwarte: (a może to właśnie najważniejszy argument,)
omawiając własny przykład, uczę się tak potrzebnego DYSTANSU!
Jak być sobą i jednocześnie patrzeć z boku na własne
życie??? Oj ,trudne to ogromnie i samo nie przychodzi….
Jedną z cech dojrzałości jest troska o dobro innych,
świadomość odpowiedzialności nie tylko za siebie, naszych bliskich, ale za nawet za losy świata. Niektórzy stają się
dorośli już w dzieciństwie, inni cale życie oczekują, że to świat się nad nimi
pochyli i nieść będzie na plecach do raju….
Kiedy przychodzimy na świat, zwykle to on w oczywisty sposób
zaczyna się kręcić wokół nas.. Ach, jakaż śliczna buzia…rączki maleńkie
…patrzcie jakie ma cieniutkie paluszki…kruszyna kochana…nasz
skarb…perełka…dzieciątko najmilsze!!!! Pochyleni nad nami nasi dumni rodzice,
liczne ciocie i wujkowie, babcia i dziadek utwierdzają nas w przekonaniu ,że
oto jesteśmy kimś cudownym, wspaniałym i niezwykle wyjątkowym.
Tu koniecznie muszę zacytować rodzinną anegdotę, która wiele
lat ciągnęła się za mną ponurym cieniem…
Otóż wkrótce po moich narodzinach, moja kochana Mama chcąc
najwyraźniej sprawić przyjemność swojej teściowej zakomunikowała jej słodko:
ależ ta śliczna dzidzia do ciebie podobna!!!
Moja babcia nachyliła się nad becikiem ,rzuciła okiem na bezimienną
i bezzębną ,,śliczną dzidzię’’ ,po czym skrzywiwszy się boleśnie, jęknęła szczerze: do kogo podobna??? do
mnie???? To ja taka paskudna jestem????
Cóż… mama starała się jakoś z tej gafy wybrnąć ,tłumacząc,
że przecież ,,oczęta podobne i brwi i włoski czarne!’’ ,ale babcia była
wyraźnie przygnębiona tym niestosownym porównaniem.
Z relacji mamy wynika, że rzeczywiście w castingu na
najładniejszego bobasa, nie miałabym zbyt wielkich szans, ale dla naszych
cudownych mam zawsze jesteśmy najpiękniejsi…nawet gdy przypominamy kosmatą
żabę! J
(Dlaczego takiego określenia użyłam? Żaba jak wiadomo jest
raczej ,,oszczędnej’’ urody, a gdyby na dodatek była kosmata????)
Przyszłam więc na ten świat, podobna do owej żaby,
spuchnięta, z czerwoną egzemą, którą pielęgniarki posmarowały fioletową jodyną,
ale za to z czarnymi i krzaczastymi brwiami jak ..towarzysz Breżniew!
Piękny początek dla kobiety ,nieprawdaż?!
Nic dziwnego, że moja babcia, urodziwa, pełna wdzięku i
powagi kobieta, była tym ,,komplementem’’ tak wstrząśnięta i zbulwersowana.
Myślę, że w tych okolicznościach, trudno jej było zachować
do siebie dystans… J
Urodziłam się jako 4, najmłodsze i nieoczekiwane: dziecko
niespodzianka!
Zapewne swoim przybyciem wprowadziłam także wiele
zamieszania ,w życie mojego kochanego rodzeństwa. Z ich opowieści wynika, że byłam straszną
beksą i strasznie ich to musiało irytować. Ja z kolei bardzo wiele im
zawdzięczam. Nawet moje imię ,które tak bardzo lubię ,to zasługa ich wspólnej i
stanowczej decyzji.
Tata proponował Iwonkę , mama Brygidkę-lecz moi 2 bracia i
siostra zaprotestowali i tak zostałam Ewą!
Dzięki braciom i siostrze szybko zrozumiałam też ,że w
każdej społeczności istnieje podział klasowy, podział dóbr i określona hierarchia. Każdy ma wyznaczoną
rolę do spełnienia i zakres obowiązków. Są cele wspólne i indywidualne dążenia.
Czasem te drugie powodują konflikty i wówczas może dojść nawet do użycia przemocy. Rezygnacja z własnych dóbr
lub planów na rzecz bliźnich, to
bolesne, ale niezbędne doświadczenie. Jesteśmy przecież częścią ogółu…W moim
domu poznałam więc wszystkie główne mechanizmy życia społecznego i zawdzięczam
to starszym i bardziej doświadczonym ode mnie.
Moja mama czasem mówi do mnie: to nie ja cię wychowałam, ale
twoja siostra i bracia!
Dziękuję Kochani!
Świat był ogromny i nieznany, pełno w nim było tajemniczych
stworów, latających potworów, piwnicznych smoków i dobrych krasnoludków
zamieszkujących dziuple drzew…Tak jak każdemu małemu dziecku, tak i mnie,
wyobraźnia podpowiadała tysiące historii, w których uczestniczyłam, widziałam
niezwykłe miejsca i niezwykłe miałam przygody…Niektóre sytuacje ze świata moich
fantazji pamiętam szczegółowo do dzisiaj, mogłabym je opisać lub namalować.
Nic dziwnego, że beczałam co chwilę, że w nocy wrzeszcząc spadałam z łóżka i uciekałam na widok
,,dziwnie patrzącej’’ na mnie kury. Mogli sobie moi bracia śmiać się i drwić,
ale ja już dobrze wiedziałam co ta kura
zamierza i jakie ma okrutne plany! (zwłaszcza ,że poczciwa czerwona kura tak
naprawdę była ognistym smokiem! )
Jestem przekonana, Kochani, że i Wy macie podobne
doświadczenia i wspomnienia z dzieciństwa. W końcu nie ma innej drogi do
dorosłości!
Po latach te
wszystkie doświadczenia i ,,ćwiczenia z wyobraźni ‘’ okazały się bardzo
przydatne!
Malarzowi potrzebny jest talent i pracowitość, niezbędna
jest też wyobraźnia i wrażliwość oraz umiejętność pogodzenia zachwytu z
…dystansem.
Miałam kiedyś przyjemność rozmawiać z uroczą i miłą młodą
dziewczyną, która skarżyła się, że co prawda maluje, ale malowanie nie sprawia
jej żadnej przyjemności….Robi to, bo tego się od niej oczekuje, ale ona nie
widzi w tym powodu do radości, nawet gdy jest za swoje prace chwalona.
Po dłuższej rozmowie okazało się, że właściwie nigdy jeszcze
nie malowała tego… co kocha!
Maluj więc to co lubisz, to co cię zachwyca –poradziłam.
Wtedy może okazać się, że pokochasz też sam proces
tworzenia.
Jeśli malujesz coś, wbrew sobie-udoskonalisz być może
rzemiosło, ale nie stworzysz dzieła sztuki. Możesz oszukać widzów, ale nie
siebie. Sztuka wbrew swojej nazwie-powinna być prawdziwa, albo nią wcale nie
jest…Jednego zachwyca przyroda, drugiego architektura. Niech konie, zachody słońca czy akty maluje ten, kto je
kocha, a nie ten kto chce nimi ,,handlować’’…Trzeba jednak zachować UMIARKOWANY
DYSTANS wobec obiektu swoich westchnień,
bo inaczej łatwo popaść w przesadę i kicz…ZBYT DUZY DYSTANS niesie z kolei
ryzyko rutyny…Ach…niełatwe to i skomplikowane!.
Wszystko to co piszę jest jak ostrzegałam na początku-moją
subiektywną opinią i nie musicie brać sobie tego do serca….
Wobec moich słów też zachowajcie DYSTANS! J
Od ubiegłego lata
malowałam obrazy na wystawę ,,w drodze na Mont Blanc”…
Swoje prace na tej wystawie pokaże też mój Przyjaciel,
znakomity artysta i wyjątkowy człowiek: Gintautas Vaicys…
Oboje tworzyliśmy niezależnie od siebie…oboje stresowaliśmy
się zbliżającym wernisażem…Kilka dni temu zrobiłam casting swoim pracom i
poprosiłam Gintasa o opinię…
Po raz kolejny zauważyłam, jak trudno mi obiektywnie ocenić,
to co namalowałam…z jakim bólem
słuchałam krytycznych słów i z
jaką euforią reagowałam na najmniejszą pochwałę.
Wiedziałam, że to co mówi jest szczere i życzliwe, więc
jakoś przełknęłam kilka cierpkich uwag…Zdarzało się, że obrazki wysoko cenione
przeze mnie, Gintas odrzucił ,ale było też odwrotnie. Byłam mu wdzięczna za tę
przyjacielską lekcję pokory i dystansu.
Kiedyś ktoś z moich znajomych spytał, jaka uwaga sprawiłaby
mi największą przykrość…,,jesteś brzydka.. jesteś bez talentu, czy jesteś
głupia?’’
Wiedziałam od razu: stanowczo najbardziej bolesna była by,
ta ostatnia uwaga!.
Znajomy roześmiał się i rzucił: żadna nie powinna cię
zaboleć, gdybyś miała do siebie …dystans!
Okazuje się więc, że mam już chyba właściwy dystans do swego
wyglądu i zdolności, ale nadal muszę pracować nad charakterem….
Nie boję się już kury ani ognistych smoków…nadal jednak
przeżywam ogromną tremę przed każdym publicznym wystąpieniem….drżą mi ręce i
pocę się ,gdy rozmawiam z obcymi ludźmi…lecz swoją nieśmiałość nauczyłam się
tuszować głupią miną, której później tak się wstydzę na zdjęciach……. Uśmiecham się też ciągle do krasnoludków w
dziuplach starych wierzb, rozmawiam ze zwierzętami… lubię też wyjść samotnie w pole lub do lasu i
śpiewać wymyślone przez siebie pieśni…Może to objaw choroby ,która utrzymuje
się od dzieciństwa i lepiej było o tym nie wspominać ???
Wiem jednak ,że NAJLEPSZĄ METODĄ BY ZACHOWAĆ ZDROWY DYSTANS
DO SIEBIE I ŚWIATA TO POCZUCIE HUMORU!
Jestem świadoma swoich rozlicznych wad i słabości….Pracuję
nad nimi ( z różnym skutkiem)
Czasem siebie ostro zganię, potem znów z litości pochwalę…Są
dni, gdy wprost siebie nie poznaję, taka jestem poprawna i dobrze wychowana
!…kilka dni później, palnę jakieś głupstwo lub zapomnę o jakże ważnej do
zrobienia sprawie lub dacie….
Długa droga przede mną…zanim dojdę na ten mój Mont Blanc! J
...............
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz